Strona główna | PGNiG Puchar Polski Mężczyzn | Więcej, więcej takich meczów

Więcej, więcej takich meczów

 

W klasyku PGNiG Superligi Vive Tauron Kielce pokonało Orlen Wisłę Płock 30:27 (11:12). Mecz przez wiele minut był bardzo wyrównany i stał na wysokim poziomie. Gospodarze kilkubramkową przewagę zdołali wypracować dopiero w finałowych minutach. Po tym spotkaniu przewaga w tabeli Vive nad Wisłą wzrosła do pięciu punktów.
Trudy sezonu dają się mocno we znaki obu zespołom. Stąd na parkiecie nie mogli zagrać wszyscy zakontraktowani zawodnicy. Aktualnie z większymi problemami z powodu kontuzji boryka się płocka Wisła.
Pierwszego, uznanego, gola meczu w 4 min zdobył z rzutu karnego Ivan Cupić. W odpowiedzi w podobnej sytuacji nie zawiódł Michał Daszek. Dyspozycją imponowali obaj bramkarze. Zarówno Sławomir Szmal jak i Rodrigo Corrales długo nie pozwalali się zaskoczyć po akcji z gry.

Trzy składne akcji gości z prawej strony boiska zapewniły im prowadzenie 4:1. W poczynaniach kielczan w tym okresie brakowało odpowiedniego rytmu. Ich zagrania o tempo były za wolne. Nic dziwnego, że to znacznie ułatwiało zadanie i tak bardzo dobrze spisującym się wiślakom w defensywie. Dość powiedzieć, że mistrzowie Polski bramkę z gry dopiero rzucili pod koniec kwadransa. W tym momencie goście prowadzili 5:3.  Bardzo trudny do upilnowania był zwłaszcza Alexander Tiomentsev. Z kolei z 7 metrów nie mylił się Daszek. P

Kara dla Mateusza Piechowskiego umożliwiła gospodarzom trzykrotnie pokonanie Corralesa i odrobienie strat do stanu 6:7. Po prostu wejście na boisko Urosa Zormana bardzo pozytywnie podziałało na jego kolegów.  Po krzyżówce, którą zakończył Denis Buntić, na tablicy pojawił się remis 9:9. Po chwili Vive odzyskało prowadzenie. Cóż z tego kiedy rywale ponownie byli na plusie. 

Początek drugiej części gry był bardzo wyrównany. Wiślacy dobrze asekurowali się w obronie. W bramce Vive pojawił się Marin Sego. Kolejna kara gości skutkowała golami dla kielczan, którzy objęli prowadzenie 17:15. Egzekutorem okazał się Karol Bielecki, który wykorzystał więcej miejsca na boisku.
W 39 min nerwowo nie wytrzymał Tałant Dujszebajew. Trener gospodarzy został upomniany przez hiszpańskich sędziów żółtą kartką. Jego gracze w osłabieniu zdołali na krótko wypracować dwa trafienia zaliczki.  Kwadrans przed końcem zawodów czerwoną kartkę ujrzał Piotr Chrapkowski. Jego zderzenie z Kamilem Syprzakiem było zupełnie przypadkowe, ale arbitrzy z Iberii postanowili wykluczyć zawodnika Vive z gry.

/ Fot. R. Oleksiewicz Pressfocus

Goście wykorzystali grę w przewadze i na tablicy ponownie pojawił się wynik nierozstrzygnięty (22:22).  Adam Morawski wyczuł intencje Cupicia z 7 metrów. Tymczasem do końca spotkania pozostawało coraz mniej czasu. Każdy błąd mógł poważnie odcisnąć piętno na ostatecznym wyniku. W finałowych minutach drużyny bazowały na akcjach indywidualnych. Poobijany Mariusz Jurkiewicz oglądał mecz z ławki. To też ułatwiło Vive wypracowało aż trzech bramek przewagi. W tym momencie do zakończenie gry pozostawało mniej niż cztery minuty. Pozbawiony lidera zespół Manolo Cadenasa nie zdołał już odrobić tych strat.

Mecz obfitował w wiele zwrotów akcji, wspaniałych akcji, interwencji bramkarzy, które mogły podobać się najwybredniejszym kibicom piłki ręcznej. Vive od blisko czterech lat pozostaje niepokonanym zespołem na własnym terenie.
Vive Tauron Kielce – Orlen Wisła Płock 30:27 (11:12).