Szarża beniaminków

 

Czwartą kolejkę PGNiG Superligi mężczyzn zainaugurowało zwycięstwo płockiej Orlen Wisły nad MTMS-em Kwidzyn. Pierwsze zwycięstwa w tym sezonie odniosły drużyny z Wągrowca i Wrocławia, natomiast problemów ze zdobyciem kompletu punktów nie mieli szczecinianie, kielczanie oraz zabrzanie, którzy w Mielcu wygrali z niepokonaną dotąd Stalą.

MMTS Kwidzyn – Orlen Wisła Płock 28:36 (17:17)
Spotkanie w Kwidzynie było dla płocczan ostatnim sprawdzianem przed rozpoczęciem rywalizacji w Lidze Mistrzów, w której już w sobotę zmierzyli się z Besiktasem. Rywalizacja rozpoczęła się od nierównej gry obu drużyn, a prowadzenie zmieniało się jak w kalejdoskopie. W drugim kwadransie kwidzynianie utrzymywali minimalną przewagę, jednak za sprawą dobrze dysponowanego Valentina Ghionei płocczanie nie pozwalali rywalom na narzucenie własnego tempa. Zgoła odmiennie wyglądała druga połowa, w której dominowali wicemistrzowie kraju (18:21; 33 min.) i dzięki dobrej postawie zanotowali kolejne zwycięstwo.

Zbigniew Markuszewski mógł cieszyć się z pierwszego zwycięstwa Nielby/ Fot. P. Jaskółka Pressfocus

MKS Nielba Wągrowiec – MKS Zagłębie Lubin 26:24 (13:14)
Już pierwsze akcje udowodniły, że nie będzie to dla gości łatwe spotkanie. Po dziesięciu minutach mieli oni cztery bramki straty do beniaminka i choć trener Jerzy Szafraniec poprosił o czas, nie miało to wpływu na sytuację. „Miedziowi” obudzili się dopiero w ostatnich minutach pierwszej połowy, w których zdołali wyjść na prowadzenie. Było to jednak ostatnie słowo gości, bowiem druga część spotkania należała do Nielby. Pierwsze w sezonie zwycięstwo beniaminka z Wągrowca przypieczętowały skuteczne akcje w ataku oraz dobre interwencje Adriana Konczewskiego w ostatnim kwadransie rywalizacji. 

Wybrzeże Gdańsk – Gaz-System Pogoń Szczecin 24:32 (10:13)
Lepiej w mecz weszli gdańszczanie, którzy dzięki interwencjom Artura Chmielińskiego zdołali wyjść na dwie bramki przewagi. Problemem Wybrzeża była jednak gra w przewadze. Mimo licznych kar dla gości, zawodnicy beniaminka nie byli w stanie odskoczyć rywalom. Początek drugiej połowy również był wyrównany, jednak od 26. do 36. minuty szczecinianie zagrali wręcz koncertowo, zdobywając sześć bramek z rzędu. Sprawiło to gospodarzom jeszcze większe problemy, które wykorzystali podopieczni Rafała Białego, wypracowując przewagę liczącą dwanaście bramek i gwarantując sobie kolejną wygraną.

KS Azoty Puławy – KS Vive Tauron Kielce 24:35 (11:19)
W spotkaniu pomiędzy Azotami a mistrzem kraju wyrównane były jedynie pierwsze minuty, do stanu 7:7. Od tego momentu puławianie nie mieli nic do powiedzenia i choć Dragan Marković próbował różnych rozwiązań, to mecz był pod kontrolą gości. W drugiej połowie kielczanie kontynuowali dobrą grę, natomiast gospodarze notowali sporo błędów własnych, co sprawiło, iż wygrana zespołu ze świętokrzyskiego ani przez chwilę nie była zagrożona. Cztery porażki spowodowały, że Azoty zajmują ostatnie miejsce w tabeli.

SPR Stal Mielec – Górnik Zabrze 30:33 (15:20)
Największą niewiadomą przed spotkaniem w Mielcu był występ Mariusza Jurasika. Koniec końców jeden z liderów zabrzan nie pojawił się na parkiecie, co mimo wszystko nie ułatwiło zadania mielczanom. Spotkanie rozpoczęło się od wyrównanej gry obu zespołów, jednak z biegiem czasu Górnik powiększał przewagę (11:15; 21 min.). Gospodarze mieli problemy z wypracowaniem pozycji rzutowej, natomiast trener zabrzan, Patrik Liljestrand miał powody do zadowolenia. Choć po zmianie stron mielczanie wrzucili wyższy bieg i wykorzystali błędy rywala, szczypiorniści Górnika nie pozwalali im na odwrócenie losów spotkania.

WKS Śląsk Wrocław – KS SPR Chrobry Głogów 21:20 (11:11)
Spotkanie we Wrocławiu nie zawiodło i dostarczyło kibicom wielu emocji. Już od samego początku zawodnicy obu drużyn prowadzili wyrównaną grę, nie pozwalając rywalom na wypracowanie większej przewagi. W ostatnim kwadransie meczu głogowianom brakowało pomysłu na rozegranie akcji w ataku, co spowodowało, że szczypiorniści Śląska zaczęli powiększać dystans. Szansą dla gości okazała się gra w podwójnej przewadze, po której doprowadzili oni do remisu, a po chwili wyszli na prowadzenie (19:20; 54 min.). Wtedy to jednak głogowianie zmuszeni byli grać w podwójnym osłabieniu, co tym razem wykorzystał Śląsk. O czas poprosił trener Krzysztof Przybylski, który w miejsce bramkarza wprowadził Michała Bednarka. Akcja gości była jednak nieudana, co wywołało uśmiech na twarzach gospodarzy. Na parkiet wkradł się chaos, jednak podopieczni Piotra Przybeckiego utrzymali się przy piłce i po raz pierwszy w sezonie sięgnęli po dwa punkty.