Strona główna | PGNiG Puchar Polski Mężczyzn | Zabrzanie wskoczyli na trzecie miejsce

Zabrzanie wskoczyli na trzecie miejsce

 

Dwudziesta kolejka PGNiG Superligi mężczyzn nie obfitowała w wielkie niespodzianki. Osłabieni szczecinianie wysoko przegrali z Azotami, natomiast pewne zwycięstwa zanotowały Vive Targi, Orlen Wisła i Górnik, który awansował na trzecie miejsce w tabeli. Cenne punkty zdobyli zawodnicy z Legionowa oraz Głogowa.

/Fot. Archiwum (G.Trzpil)

KS Azoty Puławy Gaz-System Pogoń Szczecin 49:25 (26:12)

Podopieczni Rafała Białego nie przystępowali do tego spotkania w roli faworytów. Choć w tabeli znajdowali się przed Azotami, to ze względu na problemy kadrowe przegrali cztery ostatnie spotkania. W środę seria ta przedłużyła się, bowiem Gaz-System Pogoń nie miała żadnych szans na jakiekolwiek punkty. Już po kwadransie przewaga gospodarzy wynosiła sześć bramek i rosła z każdą kolejną minutą. Najbardziej wyrazistym zawodnikiem pierwszej połowy okazał się Jan Sobol, który zdobył w niej aż dziewięć trafień. Druga połowa wydawała się więc tylko formalnością, ponieważ przyjezdni szczecinianie w liczbie dziesięciu zawodników nie byli w stanie nawiązać walki z Azotami. 

KS Vive Targi Kielce – MMTS Kwidzyn 40:26 (21:12)

MMTS przyjechał do Kielc tylko w jedenastoosobowym składzie i jedynie w pierwszych minutach goście dotrzymywali kroku mistrzom Polski. Później widoczna już była przewaga podopiecznych Talanta Dujszebajewa. Nie mieli oni problemów z wykończeniem akcji, co niewątpliwie było mankamentem MMTS-u, ponieważ na ich drodze stawał Venio Losert. Na drugą połowę kwidzynianie wyszli w nieco lepszej dyspozycji i prowadzili grę „bramka za bramkę”, jednak trwało to tylko dziesięć minut. Obie drużyny popełniały więcej błędów, a w ich szeregach widoczne było rozluźnienie. W ostateczności dwa punkty pozostały w rękach gospodarzy.

MKS Zagłębie Lubin – KPR Legionowo 26:33 (13:20)

Już pierwsze minuty pokazały, że będzie to dla Zagłębia trudne spotkanie. Szczypiorniści z Lubina pozwolili beniaminkowi narzucić swój styl gry, co okazało się wodą na młyn dla drużyny z Mazowsza. Gospodarze popełniali sporo błędów, które KPR bezlitośnie wykorzystywał. Nie do zatrzymania był Witalij Titov, który w sobotnim spotkaniu zdobył aż piętnaście bramek. Sposobu na niego nie znalazł żaden z trzech bramkarzy Zagłębia. Obraz gry nie ulegał zmianie i goście pewnie zmierzali po trzecią w tym sezonie wygraną. Porażka gospodarzy mocno skomplikowała ich plany awansu do najlepszej ósemki.

MKS Piotrkowianin Piotrków Tryb. – KS SPR Chrobry Głogów 26:28 (12:14)

Już od pierwszych akcji Chrobry udowodnił, że wciąż liczy się w walce o jak najwyższą lokatę po fazie zasadniczej (0:5; 7 min.). Choć gospodarze otrząsnęli się i z biegiem czasu odrabiali straty, to po przerwie powtórzył się scenariusz z początku spotkania. Bardzo dobry mecz rozgrywał Marek Świtała, który był nie do zatrzymania i ostatecznie zdobył dziewięć bramek. Piotrkowianin nie zdołał przejąć inicjatywy, w czym przeszkodziła nieskuteczność w ataku oraz interweniujący Rafał Stachera. Ostatnie akcje były bardzo nerwowe i pełne wykluczeń, a z kompletu punktów cieszyli się goście z Głogowa.

Górnik Zabrze – PE Gwardia Opole 36:30 (16:12)

W niedzielnym spotkaniu w Zabrzu wyrównane były tylko pierwsze minuty, bowiem od stanu 3:3 do głosu doszedł Górnik, który narzucił własne tempo i powstrzymał beniaminka z Opola. Po prawie dwudziestu minutach goście przebudzili się i odrobili straty, jednak zabrzanie nie pozwolili im na zbyt wiele. Przerwa nie zmieniła obrazu gry, bowiem zaraz po powrocie na parkiet podopieczni Patrika Liljestranda zanotowali wysoką skuteczność w ataku, co pozwoliło im na powiększenie przewagi. Gwardzistom nie pomogły także czerwone kartki Adama Twardo oraz Łukasza Kandory i nie odnieśli oni trzeciego z rzędu zwycięstwa. Gospodarze natomiast, dzięki dwóm punktom, wskoczyli na trzecie miejsce w tabeli.    

Orlen Wisła Płock – PGE Stal Mielec 37:25 (22:11)

Swoją wyższość płocczanie podkreślili zaraz po pierwszym gwizdku sędziów, kiedy to skutecznie utrudniali gościom wypracowanie pozycji rzutowej. Dobrze w bramce spisywał się Šego, co w połączeniu z wyprowadzanymi kontratakami spowodowało, że płoccy kibice mogli być spokojni o wynik (14:4; 16 min.). Mielczanie nie radzili sobie w ataku, nie mogli znaleźć sposobu na płocką defensywę, a na dodatek zawodzili pod własną bramką. Warto odnotować, iż pierwsza skuteczna interwencja mieleckiego bramkarza miała miejsce dopiero w 22. minucie. W drugiej połowie tempo nieco siadło, jednak „Nafciarze” mieli już w kieszeni dwa punkty, które dowieźli aż do samego końca.