Strona główna | ZPRP | Chorwaci jednak za mocni

Chorwaci jednak za mocni

 

Na zakończenie fazy zasadniczej mistrzostw Europy reprezentacja Polski przegrała w Aarhus z Chorwacją 28:31 (15:14). Po wyrównanej pierwszej odsłonie meczu, na początku drugiej Biało-czerwoni mieli olbrzymie problemy ze zdobywaniem bramek, co w zasadzie rozstrzygnęło spotkanie. Wynik ten oznacza, że w piątek Biało-czerwoni zagrają z Islandią o piąta lokatę w turnieju.

Już pierwsze minuty spotkania były bardzo intensywne, tempo było niezwykle szybkie. Znakomicie zaczął Adam Wiśniewski, który dwukrotnie złapał piłkę po niecelnych rzutach swoich kolegów, obie dobitki skrzydłowego okazały się skuteczne.

Z kolei Sławomir Szmal potwierdził, że doskonale zna boiskowe przyzwyczajenia chorwackich skrzydłowych, „Kasa” obronił rzut karny wykonywany przez Ivana Cupica oraz wyszedł zwycięsko z pojedynku z Manuelem Strlekiem. Po niespełna dziesięciu minutach zespół Michaela Bieglera prowadził 6:3.

Niestety kolejne trzy trafienia należały do rywali, którzy w niespełna cztery minuty doprowadzili do remisu. Tym razem na wysokości zadania stanął Mirko Alilović, bramkarz Chorwacji zapisał na swoim koncie kilka istotnych interwencji, w tym dwie w sytuacjach sam na sam z Michałem Jureckim oraz Krzysztofem Lijewskim.

W 20. minucie, przy rezultacie 9:9, Biegler posłał do boju Piotra Wyszomirskiego. Także dzięki naszemu drugiemu bramkarzowi Polakom udało się odskoczyć na trzy bramki (14:11). Do końca pierwszej odsłony pozostawało wtedy pięć minut, a szkoleniowiec ekipy z Bałkanów Slavko Goluza poprosił o czas.

Przerwa podziałała na Chorwatów mobilizująco, ponieważ szybko odrobili dwa gole. Pierwsza połowa zakończyła się rezultatem 15:14 dla Polski.

Już na starcie drugiej Biało-czerwoni dwukrotnie nie upilnowali Strleka, a ten nie miał żadnych problemów z pokonaniem Wyszomirskiego, trzeciego gola dołożył po kontrze Cupic i zrobiło się 15:17. Stało się tak przy sporym udziale Polaków, którzy dwukrotnie w banalny sposób zgubili piłkę w ofensywie.

Reakcja Bieglera była natychmiastowa, trener poprosił o przerwę, a po niej między słupki polskiej bramki wrócił Szmal. Nasz bramkarz niemal od razu popisał się trzema znakomitymi paradami, ale nie zdało się to na wiele, gdyż jego koledzy z pola wciąż popełniali masę błędów. Nie potrafili pokonać Alilovica nawet z linii siedmiu metrów.

Tymczasem rywale dokładali kolejne gole, w 37. minucie przegrywaliśmy już 15:19, nie mając na swoim koncie żadnego trafienia po przerwie. Co gorsza groźnie wyglądającego urazu głowy doznał Jakub Łucak, który nadział się na łokieć Piotra Grabarczyka i musiał opuścić boisko na noszach.

Niemoc w ataku przerwał w końcu Michał Jurecki, ale po chwili znakomitym rzutem z biodra odpowiedział Strlek (16:20). Polacy wciąż razili nieskutecznością, zaś Chorwaci grali bardzo twardo w obronie i coraz częściej korzystali ze swojej najgroźniejszej broni, czyli szybkich jak wiatr skrzydłowych, którzy właściwie się nie mylili.

Słowa uznania należą się grupie około pięciuset polskich kibiców, którzy przez cały mecz znakomicie wspierali swój zespół. Mimo tego obraz gry nie zmieniał się, szwankowała zwłaszcza nasza defensywa, z rozmontowaniem której zawodnicy Slavko Goluzy nie mieli większych problemów.

Biegler próbował też ofensywnego wariantu z dwoma obrotowymi, do starszego z braci Jureckich dołączył Kamil Syprzak, ale i to rozwiązanie nie zdało egzaminu. Na kwadrans przed końcem przegrywaliśmy 19:24.

W końcu Biało-czerwonych do walki poderwał Lijewski, prawy rozgrywający wpierw sam pokonał Alilovica, a w następnej akcji dokładnie odegrał do Kuchczyńskiego, który zmniejszył straty do trzech goli (21:24). Polscy fani chóralnie odśpiewali Mazurka Dąbrowskiego, tego wieczora byli ósmym zawodnikiem swojej drużyny.

Kiedy zbliżyliśmy się na dwie bramki (22:24) wydawało się, że niekorzystna karta wreszcie się odwróci. Stało się jednak inaczej, głównie za sprawą rozważnej gry Domagoja Duvnjaka i Marko Kopljara, obaj boczni rozgrywający rywali, kilkakrotnie pokonali Szmala po rzutach w samo okienko naszej bramki. Na cztery minuty przed końcem było 25:29 i powoli żegnaliśmy się z marzeniami o półfinale czempionatu Starego Kontynentu.

Co prawda odrobinę nadziei dały nam trafienia Michała Jureckiego, ale na więcej nie starczyło już czasu i Polacy przegrali to spotkanie 28:31.

/Fot. G.Trzpil (7) (ZPRP)  

POLSKA – CHORWACJA 28:31 (15:14)

POLSKA: Szmal, Wyszomirski – Jaszka 4, Lijewski 5, Kubisztal, Wiśniewski 2, Jurecki B. 4, Jurecki M. 6, Grabarczyk, Jurkiewicz, Syprzak, Łucak 2, Krajewski, Kuchczyński 3, Szyba, Chrapkowski 2.

CHORWACJA: Losert, Alilovic – Duvnjak 6, Kopljar 4, Vori, Gojun, Horvat 6 Vukovic, Bicanic 5, Buntic, Valcic, Strlek 6, Cupic 3, Musa, Nincevic, Sliskovic 1.

Sędziowali: Horacek – Novotny (Czechy).