Strona główna | ZPRP | Zamierzamy robić swoje

Zamierzamy robić swoje

 

W mistrzostwach Europy w Danii zamierzamy robić swoje. Gdy to będziemy realizowali, to powinno być dobrze. Jesteśmy pewni, że i tym razem nie zabraknie naszych kibiców, którzy będą nas dopingowali z trybun – mówi Michał Jurecki, który po raz ostatni w reprezentacji Polski zagrał równo rok temu.

Jak się pan czuje? Czy ze zdrowiem wszystko w porządku?

Od 2 stycznia trenuję na 100 procent moich możliwości. Czuję się bardzo dobrze.

Dawno pana nie widzieliśmy w kadrze.
Ostatni raz w biało-czerwonych barwach grałem rok temu podczas mistrzostw świata, przeciwko Węgrom. Później miałem dwa epizody, gdzie sam zrezygnowałem z gry w kadrze z powodów zdrowotnych. Na Supercup nie mogłem pojechać – „achillesy” mocno mi dokuczały. To była decyzja sztabu medycznego. Z tą kontuzją zmagam się od październikowego meczu z Kiel. Ból w obu nogach trzymał bardzo długo. W ostatnim okresie macierzysty klub nalegał, abym został poddany rehabilitacji.


Michał Jurecki po raz ostatni w barwach narodowych zagrał rok temu przeciw Węgrom / Fot. ZPRP

W tym czasie gdy koledzy przygotowywali się w kadrze do mistrzostw Europy, jak wyglądał w pana przypadku okres dochodzenia do pełni zdrowia?
Od 16 grudnia do świąt przeszedłem kurację, na którą wysłał mnie klub. Później lekarz zalecił mi, abym między 27 a 30 grudnia trenował indywidualnie. Polegało to na stopniowym zwiększaniu obciążeń podczas zajęć. Miałem wyznaczone ćwiczenia, które miałem wykonywać i tego planu się trzymałem.

Z perspektywy minionego roku czy trudno było wytrzymać bez kadry? Czy w czasie transmisji telewizyjnych nie próbował pan wyskoczyć z fotela, aby pomóc kolegom?
Jak widzę chłopaków w koszulce reprezentacyjnej to wiadomo, że chciałbym być razem z nimi. Z drugiej strony w sporcie zdrowie też jest ważne i czasami trzeba odpuścić, aby w przyszłości było dużo, dużo lepiej.

Gdy zajdzie taka potrzeba, to jest pan już w stanie wytrzymać 60 minut na boisku?

Gdy będzie trzeba to wytrzymam. Mistrzostwa Europy to taki turniej, w którym niezbędna jest równa szesnastka zawodników. Trener Biegler wspomniał, że mamy właśnie taką drużynę. Gdy zajdzie potrzeba zmian, to nasz sztab szkoleniowy ma z kogo wybierać. Jeżeli zaś przyjdzie grać długo na boisku, to trzeba będzie to zadanie wykonać.

O waszych grupowych rywalach dużo się mówi. Przyjdzie wam zagrać kolejno z Serbią, Francją i Rosją. Jak pana zdaniem skończy się ta rywalizacja?
Na razie skupiamy się na grze w grupie. Później przyjdzie czas, żeby martwić się następnymi spotkaniami. Teraz nastawiamy się na pierwszy mecz, z Serbami. Ostatnio z nimi wygraliśmy, można powiedzieć, że dzięki szczęśliwej końcówce dla nas. Z pewnością będę chcieli za tę porażkę się odgryźć. My zamierzamy robić swoje. Gdy to będziemy realizowali, to powinno być dobrze.

Czy pana zdaniem zespół Serbii dużo traci poza własnym terenem? Czy też dalej jest takim silnym, ale nieobliczalnym rywalem, który z każdym praktycznie może wygrać?
Serbowie cały czas są w gronie drużyn walczących w imprezach wysokiej rangi. Zaliczam ich do zespołów zawsze zabiegających o najwyższe cele.


Młodszy z braci Jureckich podczas udzielania tego wywiadu / Fot. JG

W przypadku reprezentacji Francji tylko raz, w ostatnich latach, udało się wam urwać jej punkt. Mam na myśli mecz podczas Igrzysk Olimpijskich w Pekinie. Czas to zmienić, choć trzeba przyznać, że dalej jest to silna drużyna, której skład jest odmładzany.
Dokładnie. Starsi zawodnicy kończą karierę, do zespołu wchodzą młodsi, którzy nie obniżają poziomu. Przyznaję, że w mojej karierze nie wygrałem ani jednego meczu z Francuzami. Mam nadzieję, że to niedługo się zmieni. 

A jak ocenia pan Rosjan. Co chwila dochodzą informacje z ich obozu, że zawodnicy nie mogą dojść do porozumienia z trenerem.
To ich wewnętrza sprawa. Nie możemy liczyć na problemy innych. My skupiamy się na sobie i grajmy jak tylko potrafimy najlepiej.

Dania położona jest stosunkowo blisko Polski. Chyba liczycie na to, że grupy naszych kibiców przyjadą was dopingować.
Kibice zawsze są z nami. Widzimy ich na trybunach, gdy spacerujemy na mieście czy przed hotelem, gdzie proszą nas o autografy lub zdjęcie. Jesteśmy pewni, że i tym razem ich nie zabraknie.

Marek Skorupski