Strona główna | ZPRP | R.Gliński: Dam z siebie wszystko

R.Gliński: Dam z siebie wszystko

 

Kadra Michaela Bieglera, przygotowująca się do startu w mistrzostwach Europy w Danii ma za sobą zgrupowanie w Pruszkowie, a od piątku będzie trenowała w Warszawie. W składzie Biało-czerwonych jest również brązowy medalista mistrzostw świata 2009, Rafał Gliński.

Czy dużym zaskoczeniem było dla pana powołanie do kadry przygotowującej się do mistrzostw Europy w Danii?Tak, oczywiście. Było to dla mnie duże zaskoczenie, gdyż dowiedziałem się praktycznie tydzień przed samym zgrupowaniem. Drugi trener Jacek Będzikowski zadzwonił do mnie i potwierdził mi to powołanie. Wiadomo z jakich względów to się stało. Tomek Rosiński miał operację. Potwierdzam, że byłem bardzo zaskoczony. Od trzech czy czterech lat nie jeździłem na żadne zgrupowania kadry Polski. Z grupą trenera Michaela Bieglera nie byłem ani razu. Oczywiście jest to dla mnie duże wyróżnienia i cieszę się z tego faktu, że mogę znowu potrenować z innymi kadrowiczami. Zobaczymy jak to wszystko się zakończy.

Z którymi chłopakami, teraz powołanymi, najlepiej się pan zna? Z kim pan dzielił pokój podczas zgrupowania w Pruszkowie?
Pokoje były odgórnie narzucone. Trafiłem na Krzyśka Lijewskiego, znamy się bardzo długo. Graliśmy razem podczas mistrzostw świata w Chorwacji, wcześniej w Śląsku Wrocław. To mój najlepszy przyjaciel.



Pana zdaniem, który mecz z dotąd rozegranych w reprezentacji Polski był najlepszy?

Chyba najbardziej wspominam ten półfinałowy z mistrzostw świata 2009 r. przeciw Norwegom. W końcówce udało mi się doprowadzić do remisu, po podaniu „Józka” (Mariusza Jurasika przyp. autor). Te emocje są niezapomniane.

A czy wraca pan do tego spotkania, aby przypomnieć sobie np. na wideo te miłe chwile?
Oj, to chyba już przeszłość. Bezpośrednio po turnieju w Chorwacji próbowaliśmy to sobie odtworzyć i zobaczyć, jak to faktycznie było, jakie były nasze reakcje. Z czasem emocje opadły.



Jak pan się czuje w roli zawodnika, który miałby zastąpić Tomka Rosińskiego? Środek rozegrania to niezwykle ważna pozycja na boisku.

Dokładnie. Ze względu na moje zadania w klubie zostałem przeniesiony ze skrzydła na środek boiska. Zdaję sobie sprawę, że moje warunki fizyczne nie przemawiają za tym, aby można mnie nazwać klasycznym środkowym. Jeżeli jednak ktoś ma podjąć się tego wyzwania musi to zrobić, z lepszym bądź gorszym skutkiem. Nie mnie o tym decydować. Będę dawał z siebie wszystko, aby pokazać, że jestem w stanie pomóc drużynie.

W klubie gra pan wyłącznie na środku rozegrania?

Zgadza się. Już nie pamiętam kiedy ostatni raz występowałem na skrzydle. Od trzech lat praktycznie gram wyłącznie na środku rozegrania.

Grupa, w której polskiemu zespołowi przyjdzie zagrać w Danii jest bardzo wyrównana. Kolejno zmierzymy się z Serbią, Francją i Rosją.
Mistrzostwa Europy w piłce ręcznej to najtrudniejszy z turniejów. Trudniejszy od mistrzostw świata czy igrzysk olimpijskich. Nie ma drużyn, które trafiły tam przypadkowo. Rosja to bardzo dobry zespół. Francja przechodzi zmianę pokoleniową, ale zawsze będą tam grali klasowi zawodnicy. Serbia w ostatnim okresie też potwierdza, że trzeba się z nią poważnie liczyć. Jeżeli każdego meczu nie zagramy na 110 procent, obojętnie w jakim składzie, to naprawdę będzie ciężko. Każdy z nas, który trafił do kadry wie, że może temu podołać i miejmy nadzieję, ze tak właśnie będzie.



Za dwa lata, w styczniu 2016 r. w Polsce odbędą się mistrzostwa Europy. Pięknie byłoby w nich zagrać…

Oczywiście dla każdego z nas pięknie byłoby wystąpić w tej imprezie. Każdy z nas ma ambicje. Na razie mamy jednak koniec 2013 r. Dwa lata to naprawdę dużo czasu. W tej chwili nie można przewidzieć co w tym czasie się wydarzy.

A gdzie spędzi pan Sylwestra?
W kadrze mamy wówczas wolne, ale generalnie nic wielkiego nie planuję. Zanosi się na to, że Nowy Rok przywitam z żoną w domu. Może to i dobrze. Zawsze była za tym pogoń, a teraz wszystko zapowiada się spokojniej.

Marek Skorupski