Pogoń straciła punkt

 

Za nami ostatnia w tym roku kolejka PGNiG Superligi mężczyzn. Kolejne zwycięstwa zanotowały drużyny z Kielc oraz Płocka. Pierwsze punkty w tym sezonie na własnym parkiecie stracili szczecinianie, którzy zremisowali z Chrobrym Głogów, natomiast kwidzynianie musieli uznać wyższość mieleckiej Stali. Swój dorobek powiększyły również Azoty oraz Zagłębie.

KS Vive Targi Kielce – MKS Piotrkowianin Piotrków Tryb. 34:29 (17:11)

Pierwsze akcje należały do gości, jednak już po trafieniu Krzysztofa Lijewskiego mistrzowie Polski wskoczyli na właściwe tory. Piotrkowianin ambitnie walczył z będącymi w gorszej formie kielczanami, ale nie był w stanie zatrzymać ich ataku pozycyjnego. Podobnie było w drugiej połowie, w której przewaga Vive wzrosła aż do ośmiu bramek (21:13). Podopieczni Rafała Kuptela nie byli dłużni, szybko niwelowali straty i wykorzystywali proste błędy gospodarzy. Doświadczeni kielczanie nie pozwolili im na sprawienie niespodzianki, a zwycięstwo przypieczętował Ivan Čupić. 

Orlen Wisła Płock – Gwardia Opole 40:21 (17:12)

Dzięki dobrej dyspozycji Remigiusza Lasonia szczypiorniści z Opola dotrzymywali kroku wicemistrzom Polski. Podopieczni Manolo Cadenasa mieli również problem ze skutecznością, bowiem niezawodny między słupkami był Adam Malcher (10:9; 20 min.). Od tej pory „Nafciarze” przejęli kontrolę nad wydarzeniami, powiększyli przewagę i do szatni schodzili z pięcioma bramkami zaliczki. Nie inaczej wyglądało to w drugiej części meczu, kiedy to płocczanie spokojnie podwyższali prowadzenie i zmierzali do kolejnej wygranej. Dzięki temu trener Orlen Wisły po raz kolejny mógł dać szansę gry młodym zawodnikom, tj. Mateuszowi Góralskiemu, Mateuszowi Piechowskiemu oraz Adamowi Morawskiemu. 

PGE Stal Mielec – MMTS Kwidzyn 35:29 (17:15)

Spotkanie lepiej rozpoczęli mielczanie, którzy w 7. minucie prowadzili już 6:3, jednak goście nie zamierzali łatwo oddać punktów. Wykorzystali serię prostych błędów i po czterech z rzędu bramkach objęli prowadzenie. Wydawało się, że MMTS przejął inicjatywę, jednak od stanu 10:12 lepiej prezentowali się gospodarze, którzy na przerwę schodzili mając dwie bramki więcej. Po powrocie na parkiet zawodnicy obu drużyn nie byli w stanie powiększyć swojego dorobku. W 35. minucie ponownie rozwiązał się worek z bramkami. Przyniosło to radość mieleckim kibicom, bowiem ich zespół wyszedł na prowadzenie, którego nie oddał aż do samego końca. 

KPR Legionowo – KS Azoty Puławy 23:29 (11:20)

Pierwsza bramka spotkania padła dopiero w 6. minucie, a była ona autorstwa Jana Sobola. Puławianie wzorowo radzili sobie w obronie, dzięki czemu wyprowadzili kontrataki i zbudowali przewagę pięciu trafień. Po kwadransie mecz wyrównał się, jednak świetnie dysponowany Michał Szyba nie pozwolił gospodarzom na zmniejszenie dystansu. Sytuacja zmieniła się po przerwie, gdy skutecznymi interwencjami zaczął popisywać się Sebastian Zapora, a obrona legionowian wyglądała już o niebo lepiej. Mimo problemów podopieczni Bogdana Kowalczyka zachowali zimną krew, odparli szturm rywala i do Puław wrócili z dwoma punktami.

Gaz-System Pogoń Szczecin – KS SPR Chrobry Głogów 31:31 (19:15)

Dobrze między słupkami mecz rozpoczął Tomislav Stojkovic, jednak brak skuteczności w ataku nie pozwolił gospodarzom zbyt długo cieszyć się z prowadzenia (7:4). Sygnał do lepszej gry dał Wojciech Zydroń, dzięki czemu szczecinianie odskoczyli na pięć bramek. Zawodnikom Chrobrego pomogła dopiero przerwa, po której wzięli się oni do odrabiania strat. Już w 35. minucie było 19:18, na co niewątpliwie wpływ miała gra gości w przewadze. Przy stanie 26:23 głogowianie zaczęli współpracować z obrotowym, co skutkowało kolejnymi bramkami Mateusza Płaczka. Gdy przyjezdni wyszli na prowadzenie, o czas poprosił trener Rafał Biały. Ostatnie akcje przyniosły niebywałe emocje, bowiem aż do końcowego gwizdka nie było pewne kto wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko. Koniec końców szczecinianie stracili pierwsze w tym sezonie punkty na własnym parkiecie.

MKS Zagłębie Lubin – Górnik Zabrze 34:31 (17:15)

Ostatnie spotkanie tego roku przyniosło licznie zgromadzonym kibicom wiele emocji. Gospodarze wypracowali przewagę trzech bramek, jednak przyjezdni bardzo szybko otrząsnęli się i odrobili straty. Lubinianie nie pozwolili na taki obrót spraw i ponownie odskoczyli rywalowi. Kluczowym momentem była gra w osłabieniu podopiecznych Jerzego Szafrańca, kiedy to nie stracili oni jednej bramki. Druga połowa to wyrównana walka obu drużyn, a gdy w 41. minucie bramkę kontaktową zdobył Mariusz Jurasik, wydawało się, że mecz rozpoczyna się od nowa. Wtedy o sobie przypomniał Bartosz Dudek, który swoimi skutecznymi interwencjami uprzykrzał życie Górnikowi. W ostatnich akcjach ciężar gry na własne barki wziął Michał Bartczak i choć sprawa wyniku była otwarta, to dwa punkty pozostały w Lubinie