Strona główna | ZPRP | Recepta na sukces

Recepta na sukces

 

Karolina Siódmiak zagra w reprezentacji Polski, która wystąpi w Mistrzostwach Świata Serbia 2013. Rozgrywająca francuskiego Fleury Loiret Handball w rozmowie z nami wyznała, że od swoich hiszpańskich koleżanek z klubu otrzymała receptę na wygrywanie. Polska i Hiszpania rywalizują w grupie C tego turnieju. Do bezpośredniego meczu dojdzie 9 grudnia.

Pojawia się pani i znika z kadry. Co się dzieje? – zapytaliśmy Karolinę Siódmiak pod koniec zgrupowania kadry, trenującej w podwarszawskim Pruszkowie.
(Śmiech). – Taki znikający punkt. Miałam przerwę, dosyć długą, spowodowana kontuzją. Wcześniej tez miałam problemy z achillesami. Rzeczywiście wyglądało to tak, że raz byłam na zgrupowaniu kadry, innym razem już nie. Jestem już po operacjach. Z moim zdrowiem wszystko jest w porządku. Nie mam już wahań formy.

Z pani gry emanuje duże doświadczenie. Było to widać choćby w ostatnim meczu z Brazylią. Czy dobrze się pani czuje w roli zawodniczki kreującej grę, tej która wprowadza do zespołu spokój, opanowanie, by w innym momencie wnieść więcej ożywienia?
– Dobrze się z tym czuję. Faktycznie taka jest moja rola, głównie w ataku. Po to jestem powoływana, by pomóc drużynie w trudnych momentach. Gdy wynik jest na styku, nie bardzo jest wiadomo jak się zachować. Wówczas dosłownie mam wziąć sprawy w swoje ręce.


Mecze z Brazylią napawają optymizmem /Fot. JG

Jak daleko reprezentacja Polski może zajść w tych mistrzostwach?
– Zawsze boję się o tym mówić. Gdybym powiedziała, że wyjdziemy z grupy i będzie fajnie, to do końca nie będzie prawdą. To cel minimum. Dużo będzie zależało od przeciwnika, na którego trafimy w drugiej fazie mistrzostw, od dyspozycji dnia.

Który rywal z grupy D jest najbardziej przez was pożądanym zespołem w fazie pucharowej?
– Wszystkie drużyny są na podobnym poziomie. Może Tunezja, która według mnie też wyjdzie z grupy. Mistrzostwa świata to naprawdę wielki wysiłek fizyczny. W grupie gra przecież sześć zespołów.

A czy dacie radę wytrzymać kondycyjnie tę dawkę meczów?
– Myślę, ze tak. W końcu mamy zespół, w którym zawodniczki są na równym poziomie. W momencie kiedy jest zmiana, to nie mamy spadku w jakości gry. To bardzo cieszy.

Czy czuje pani dreszczyk emocji związany ze zbliżającą się wielką imprezą?
– Tak, to jest normalne. Już bym chciała wyjść na boisko i grać. Gdy usłyszę pierwszy gwizdek, w pierwszym meczu, to stres minie. Teraz żyjemy jeszcze wyjazdem, analizą spotkań.

Paragwaj to dobry przeciwnik na odpowiednie wejście w turniej?
– Myślę, że tak. Stres szybko powinien minąć, aby zagrać to co najlepiej potrafimy. Nasz zespół wreszcie dojrzał, żeby wygrywać z najlepszymi. Udowodniły to mecze z Brazylią i przede wszystkim ze Szwecją. Te wygrane bardzo nas podbudowały psychicznie.

Czy będziecie w stanie nawiązać walkę z faworytkami naszej grupy, Hiszpanią i Norwegią?
– Na pewno te zespoły mają większe doświadczenie w takich turniejach. Mam cichą nadzieję, że będziemy „czarnym koniem” zawodów.

W ostatnich mistrzostwach świata z udziałem Polski, we Francji, pokonałyście Hiszpanki. Składy drużyn są już nieco inne, ale takie wyniki zostają chyba w głowach?
– Każdy przeciwnik jest do pokonania. A propos Hiszpanek, mam w klubie okazję grać z trzema reprezentantkami tego kraju. One tak naprawdę dopiero od kilku lat brylują w światowej elicie. Dały mi taką fajną podpowiedź, receptę na sukces. W ich przypadku sukcesy się zaczęły, gdy szybko wracały do obrony. Z tych rozmów wiem, ze bardzo nastawiają się na mecz z Norweżkami a także z nami.

Marek Skorupski