Faworyci nie zawiedli

 

Dobiegła końca ósma kolejka PGNiG Superligi mężczyzn. Tym razem obeszło się bez niespodzianek i emocjonujących końcówek. Nie zawiedli faworyci, którzy dość pewnie wygrali swoje spotkania. Na zwycięskie tory wrócił Górnik, a cenne punkty zdobył MMTS oraz Stal.


 


Orlen Wisła Płock – Gaz-System Pogoń Szczecin 33:21 (16:9)

W szeregach gości zabrakło Patryka Walczaka, Mateusza Zaremby oraz Tomislava Stojkovicia, natomiast gospodarze wystąpili w optymalnym składzie. Już od pierwszych minut tempo dyktowali „Nafciarze”, a niezawodny w bramce był Marcin Wichary. Zawodnikom Pogoni brakowało wykończenia akcji, co zemściło się kolejnymi kontratakami. Obie drużyny nie ustrzegły się błędów, jednak prowadzenie Wisły było niezagrożone. Początek drugiej połowy to kolejne trafienia gospodarzy, którzy prowadzili już 21:11. Trener Manolo Cadenas zdecydował się więc wprowadzić rezerwowych, a ci odwdzięczyli się trafieniami. Szczecinianie nie rezygnowali z walki, jednak nie byli w stanie zmniejszyć dystansu dzielącego obie drużyny.


KS Vive Targi Kielce – KPR Legionowo 36:22 (19:10)

Gospodarze zaczęli dość ospale i widać było, że nie chcą forsować tempa. Dopiero w 12. minucie wyszli na trzy bramki przewagi (7:4) i wtedy to o czas poprosił trener KPR-u. Po krótkiej przerwie mistrzowie Polski poprawili defensywę, co umożliwiło im wyprowadzenie kontrataków. W drugiej połowie obraz gry nie uległ zmianie. Kielczanie spokojnie kontrolowali przebieg spotkania, zdobywali kolejne bramki i, nawet grając w osłabieniu, nie dali gościom szans na zniwelowanie strat. Trener Bogdan Wenta rotował składem, co nie odbiło się na wyniku., Dwa punkty bez problemów pozostały w świętokrzyskim.


Górnik Zabrze – KS SPR Chrobry Głogów 31:20 (17:10)

Szczypiorniści Chrobrego na pewno chcieliby zapomnieć o początku tego spotkania. Dobitnie świadczy o tym prowadzenie Górnika 5:0 i fakt, że swoją pierwszą bramkę głogowianie zdobyli dopiero w 8. minucie. Gospodarze utrzymywali równy poziom, który pozwolił im na zejście do szatni z siedmioma bramkami zaliczki. Dzięki temu zabrzanie kontrolowali wydarzenia na parkiecie, nie pozwalając rywalom na zmniejszenie strat. Seria trafień Mariusza Jurasika ustaliła wynik na 26:15 i nikt nie brał już pod uwagę zwycięstwa Chrobrego. W końcówce na parkiecie pojawił się obrotowy gospodarzy, Dariusz Mogielnicki, który walcząc o pozycję niefortunnie postawił
nogę i prawdopodobnie zerwał więzadła krzyżowe. 

KS Azoty Puławy – Gwardia Opole 37:29 (16:13)

Bohaterem pierwszych akcji bez wątpienia był Adam Malcher, który zamurował bramkę przyjezdnych. Puławianie potrzebowali kilkunastu minut, by znaleźć sposób na doświadczonego bramkarza. Gwardziści nie wykorzystali jednak dobrej dyspozycji reprezentanta Polski i nie radzili sobie w ataku. Gdyby nie postawa Malchera, spotkanie rozstrzygnęłoby się już w pierwszych trzydziestu minutach. W drugiej połowie zawodnicy Azotów zwiększali
przewagę, a duża w tym zasługa Przemysława Krajewskiego i Jana Sobola. Gospodarze nie mieli z tym większych problemów, dzięki czemu dwa punkty pozostały w Puławach.

MKS Piotrkowianin Piotrków Tryb. – MMTS Kwidzyn 30:38 (11:24)

Fenomenalną dyspozycję zaprezentowali szczypiorniści MMTS-u, którzy bezlitośnie wykorzystywali błędy Piotrkowianina zarówno w ataku, jak i obronie. Zanosiło się na istny pogrom, bowiem po pierwszej połowie podopieczni Krzysztofa Kotwickiego prowadzili różnicą trzynastu bramek. Sytuacja zmieniła się po przerwie, kiedy to gospodarze wykorzystali gorszą grę kwidzynian i w 42. minucie przegrywali już tylko 22:26. Wysoka zaliczka z pierwszej połowy sprawiła jednak, że goście nie pozwolili Piotrkowianinowi na pierwszą w tym sezonie wygraną.

MKS Zagłębie Lubin – SPR Stal Mielec 33:40 (18:20)

Początek spotkania w Lubinie to wyrównana gra obu zespołów, jednak po chwili gospodarze odskoczyli na dwie bramki. Na parkiet wkradł się chaos, który spowodowany był nie zrozumieniem przez zawodników decyzji sędziów. Lepiej wykorzystali to mielczanie, którzy doprowadzili do remisu i zaczęli przeważać. Poprawa gry przez zawodników Zagłębia przyczyniła się do tego, że ostatnie minuty pierwszej połowy to zacięta walka, o jak najkorzystniejszy rezultat. Po przerwie Stal zaprezentowała aktywną i agresywną obronę, dzięki której podopieczni Pawła Nocha wyprowadzili kontrataki i wypracowali przewagę, której nie oddali aż do ostatniej syreny.