Strona główna | Europejskie Puchary | Vive trzecim klubem w Europie

Vive trzecim klubem w Europie

 

Vive Targi Kielce w meczu o  trzecie miejsce turnieju Final Four Ligi Mistrzów pokonało w Kolonii obrońcę tytułu THW Kiel 31:30 (19:12). To doskonała promocja kieleckiej i polskiej piłki ręcznej.  

Do meczu o trzecie miejsce szczypiorniści Vive przystąpili niezwykle zmotywowani. Szansa była ogromna, bowiem po wczorajszej porażce zawodnicy THW nie było w najlepszych nastrojach. Pierwsze akcje pełne były nerwowości, jednak już w 4. minucie bramki zdobyli Rene Toft Hansen oraz Ivan Čupić. Dobrze między słupkami spisywał się chorwacki bramkarz kielczan, Venio Losert. Do tego doszła agresywna i szczelna defensywa, dzięki czemu mistrzowie Polski szybko wyszli na prowadzenie 3:1.

Kilończykom w ogóle nie wychodziła współpraca rozgrywających z obrotowym. Nie stwarzali oni również zagrożenia z drugiej linii i nawet w 9. minucie z rzutu karnego Loserta nie pokonał Marco Vujin. Nota bene to ten sam zawodnik, który przed turniejem głośno mówił, że Vive nie zasługuje na występ w Final Four. Gdy karę dwóch minut otrzymał Michał Jurecki, Bogdan Wenta wprowadził za bramkarza Tomasza Rosińskiego. Błąd podania sprawił jednak, że do bramki kielczan trafił sam Andreas Palicka. Spotkanie nabrało tempa, a obie drużyny zachwycały indywidualnymi akcjami i efektownymi rzutami (7:4; 11’).

W pierwszej połowie wydarzenia na parkiecie były pod kontrolą podopiecznych Bogdana Wenty. Gdy ich gra układała się coraz lepiej, o czas poprosił Alfred Gislason. Warto podkreślić bardzo dobrą dyspozycję chorwackich skrzydłowych oraz Michała Jureckiego. Skuteczny był również Karol Bielecki, co przełożyło się na wynik (11:5; 15’). Kielczanie byli nie do zatrzymania, a na ich twarzach widać było sportową złość i zaciętość. Zawodnicy niemieckiego klubu nie mogli znaleźć sposobu na obronę Vive, a ich kolejne akcje często kończyły się stratą piłki i niecelnymi rzutami. Nadarzające się okazje momentalnie wykorzystywali mistrzowie Polski, którym wychodziło dosłownie wszystko. W 19. minucie, przy stanie 14:5, o kolejny już czas poprosił Gislason.

„Żółto-biało-niebiescy” starali się uspokoić grę i nie wprowadzać zbędnej nerwowości. Kilończycy natomiast pragnęli jak najszybciej odrobić coraz większe straty. Pomogła im w tym dwuminutowa kara Čupicia (17:11; 28’), jednak zaraz po wejściu na parkiet chorwacki skrzydłowy zdobył piątą już bramkę. Dodatkowo kolejne skuteczne obrony zapisywał na swoim koncie Losert (10 interwencji w pierwszej połowie). Kielczanie znakomicie współpracowali ze sobą, stwarzając zagrożenie z każdej pozycji. Przed gwizdkiem, kończącym pierwszą część meczu, dwie minuty kary otrzymał Grzegorz Tkaczyk, a Loserta pokonał Filip Jicha.

Początek drugich trzydziestu minut, to dobre akcje rozgrywających Vive z obrotowym Rastko Stojkovicem. Odpowiedzią na to były trafienia z linii siedmiu metrów Momira Ilicia (22:16; 35’). Chwilę później świetnym rzutem popisał się niepilnowany Jicha i przewaga polskiego zespołu stopniała do pięciu bramek. Nie do zatrzymania był Stojković, który cztery razy z rzędu pokonał Palickę. Na dodatek, po faulu na kieleckim obrotowym, na dwie minuty kary odesłany został Ilić.

„Zebry” wykorzystały dwa błędy kielczan, dzięki którym rywale wyprowadzili kontrataki (24:19), jednak w dalszym ciągu nie mogli poradzić sobie ze Stojkovicem. Atak w drugie tempo i bramka Gudjona Sigurdssona (25:21; 45’), wymusiła na trenerze Wencie prośbę o czas. Po chwili odpoczynku portugalscy sędziowie odesłali na ławkę Jichę, jednak rzutu karnego nie wykorzystał Čupić.

Z każdą akcją przewaga mistrzów Polski topniała, a THW powoli wchodziło na swój poziom, choć nie ustrzegało się błędów. Na dziesięć minut przed końcem, po kontrataku Sigurdssona, w Laxness Arenie było już 26:23. W porównaniu z pierwszą połową, sytuacja odwróciła się i tym razem to kielczanie popełniali błędy, tracili piłkę i nie mogli wypracować pozycji rzutowej, co pozwoliło przeciwnikom wyprowadzić kontrataki i zdobyć łatwe bramki (27:26; 53’). Wtedy to dali znać o sobie chorwaccy skrzydłowi Vive, którzy trafiając dwukrotnie przedłużyli szansę na zwycięstwo.

Na cztery minuty przed końcem o czas poprosił trener Gislason. Przekazane przez niego wskazówki przyniosły pożądany efekt, bowiem już po chwili strata wynosiła tylko jedną bramkę (30:29; 58’). Kibice oglądali więc istny festiwal strzelecki, bowiem na rzut Bieleckiego odpowiedział Daniel Narcisse. Ostatnie akcje pełne były nerwowości. Rzutu karnego nie wykorzystał Ilić, dzięki czemu mistrzowie Polski w dalszym ciągu prowadzili.  

Na czternaście sekund przed końcem o czas poprosił Wenta, po czym Kilończycy bronili „każdy swego”. Faulowany był Štrlek jednak sędziowie przyznali piłkę piłkarzom ręcznym THW. Buntić w zapaśniczym stylu powstrzymał Palickę, a zawodnicy obu drużyn mieli sporo pretensji do portugalskich arbitrów. Zdecydowano się cofnąć czas i niemieckiemu zespołowi pozostały jedynie cztery sekundy na rozegranie akcji. Rzut Jichy trafił w poprzeczkę, co zapewniło historyczną wygraną Vive Targom Kielce.

Fot. Grzegorz Trzpil

KS Vive Targi Kielce – THW Kiel 31:30 (19:12)

Vive Targi: Losert– Stojković 8 (1), Čupić 6, Jurecki 5, Štrlek 4, Bielecki 4, Tkaczyk 2, Rosiński 1, Lijewski 1, Buntić, Grabarczyk, Olafsson, Musa. Kary 8 min. Czerwona kartka: Buntić.

THW:Omeyer, Palicka 1 –Jicha 6 (1), Ilić 6 (3), Toft Hansen 4, Sigurdsson 4, Sprenger 3, Narcisse 3, Vujin 2, Klein 1, Ekberg, Zeitz, Palmarsson, Ahlm. Kary 4 min.

Sędziowali: Ivan Cacador oraz Eurico Nocolau (Portugalia). Widzów 19 250.