Strona główna | Europejskie Puchary | LM: Wielkie emocje w Kielcach

LM: Wielkie emocje w Kielcach

 

Vive Targi Kielce – Metalurg Skopje 21:20 (8:12). Po słabej pierwszej połowie i bardzo dobrej grze w drugiej części meczu Mistrzowie Polski odnieśli szóste zwycięstwo w Lidze Mistrzów, dzięki czemu pozostają liderem grupy C. Spotkanie przyniosło spore emocje, a o wygranej zadecydowały ostatnie akcje.

Spotkanie w Kielcach było meczem o cztery punkty i miało zdecydować o pozycji lidera w grupie C Ligi Mistrzów. W przeciwieństwie do pierwszego pojedynku obu drużyn, tym razem zaczęło się spokojnie, choć zawodnicy nie ustrzegli się kilku błędów. Pierwsze bramki padły za sprawą kołowych: Rakcevicia oraz Musy. W 6. minucie  goście, dzięki trafieniom Mojsovskiego, wyszli na prowadzenie i gdyby nie postawa Sławomira Szmala, chwilę później mogliby je powiększyć.

Kolejne minuty to przestój zawodników obu drużyn, którzy raz po raz nie wykorzystywali sytuacji (w tym obroniony przez Stanicia rzut karny). Wtedy to na swoje konto dwa błędy zapisał Karol Bielecki, co pozwoliło Metalurgowi podwyższyć wynik na 2:5 (10’). Kielczanie razili nieskutecznością, o czym świadczy wspomniany karny oraz przestrzelony kontratak Manuela Štrleka. Mistrzowie Polski źle weszli w spotkanie i nie radzili sobie zarówno w ataku, jak i w obronie, popełniając proste błędy i pozwalając graczom ze Skopje na zdobywanie kolejnych bramek. Sytuacja zmusiła więc Bogdana Wentę o wzięcie czasu.

Gospodarzom najwięcej problemów sprawiał kołowy Metalurga, jednak zaraz po jego bramce z rzutu karnego trafił Čupić, czym przerwał okres 10 minut gry bez bramki dla Kielc. Zupełnie niewidoczni byli rozgrywający Vive Targów, którzy nie mogli poradzić sobie z defensywą Macedończyków. Nie stwarzali sytuacji rzutowych skrzydłowym i kołowemu, a nawet sami nie próbowali rzucić na bramkę świetnie dysponowanego Darko Stanicia. Na domiar złego co chwilę popełniali błędy.

W 18. minucie przebudził się Uroš Zorman, który po indywidualnej akcji zdobył czwartą bramkę dla kielczan (4:8). Gdy karę dwóch minut otrzymał Željko Musa, sytuacja gospodarzy wyglądała jeszcze gorzej. Aktywni w obronie Macedończycy nie stracili bramki, a po faulu na Georgievskim, Lino Cervar poprosił o czas dla swojego zespołu. Trener Mistrzów Polski wprowadził do gry Mateusza Jachlewskiego oraz Thorira Olafssona, jednak również oni nie potrafili pokonać serbskiego bramkarza Metalurga. Efektem tego było prowadzenie gości do przerwy różnicą czterech bramek (8:12).

Początek drugiej połowy nie przyniósł poprawy gry gospodarzy. Co prawda Metalurg nie powiększał przewagi, jednak i kielczanie nie zdobywali kolejnych bramek. Główną przyczyną takiej sytuacji była nieskuteczność oraz świetny powrót podopiecznych Lino Cervara do obrony. Po powrocie na parkiet Macedończycy z każdą akcją mieli coraz to większe problemy z przedarciem się przez obronę kielczan i pokonaniem Szmala i od 31. minuty nie zdobyli bramki. 

Kielczanie przebudzili się i po bramkach Tkaczyka oraz Jureckiego na tablicy w Hali Legionów był remis, 13:13 (41’). O czas poprosił Lino Cervar, a kolejne błędy popełniali łotewscy sędziowie, którzy co chwilę podejmowali odmienne decyzje. Wyeliminowani z gry byli Rakcević oraz Mojsovski, na których barkach spoczywał ciężary gry. Kwadrans przed końcem trafił Mateusz Jachlewski i po raz pierwszy w tym spotkaniu gospodarze wyszli na prowadzenie (15:14). W grze Polaków zaczęła funkcjonować współpraca drugiej linii z pierwszą, co przynosiło kolejne trafienia. Również obrona wyglądała lepiej niż w pierwszej połowie, co sprawiało gościom spore problemy.

W 47. Minucie Macedończycy mieli świetną okazję na ponowne objęcie prowadzenia, bowiem kary dwóch minut otrzymali Piotr Grabarczyk oraz Bogdan Wenta, przez co plac gry opuścił Olafsson. Mistrzowie Polski nie robili sobie nic z przewagi liczebnej gości i zdobyli kolejną bramkę, której autorem był Jachlewski. Chwilę później, po trafieniu Jureckiego, prowadzili już 18:16 (21’).

Na sześć minut przed końcem powtórzyła się sytuacja z 47. minuty – kary dwóch minut otrzymali Jachlewski oraz Tkaczyk i szczypiorniści ze Skopje ponownie byli w przewadze liczebnej. Tym razem wykorzystali to lepiej i po trafieniach Georgievskiego oraz Mirkulovskiego doprowadzili do remisu (19:19; 57’).

Ostatnie akcje zapowiadały więc sporo emocji i walki o niezwykle ważne dwa punkty. Niestety dla Polaków trzecią bramkę z rzędu zdobyli zawodnicy Metalurga, a jej autorem był skrzydłowy, Dejan Manaskov. Do gry włączył się również Stanić, jednak na minutę przed końcem zdołał go pokonać Ivan Čupić (20:20). Wydawało się, że końcowe słowo należeć będzie do gości, jednak przechwytem popisał się Michał Jurecki, który kończąc kontratak przybliżył Vive Targi do zwycięstwa. Emocje uspokoił Lino Cervar, który po trafieniu „Dzidziusia” poprosił o czas. Z bramki zszedł Darko Stanić, jednak i to nie pomogło Metalurgowi w doprowadzeniu do remisu. Mistrzowie Polski odnieśli więc bardzo ważne zwycięstwo i dzięki kolejnym dwóm punktom pozostają na fotelu lidera.

KS Vive Targi Kielce – HC Metalurg Skopje 21:20 (8:12)

Vive: Szmal, Buchcic –  Jurecki 6, Čupić 5 (3), Stojković 3, Lijewski 2, Jachlewski 2, Zorman 1, Tkaczyk 1, Musa 1, Bielecki, Buntić, Štrlek, Grabarczyk, Olafsson, Tomczak.

Metalurg: Stanic, Angelov – Mojsovski 6 (2), Rakcević 5, Manaskov 3, Georgievski 2, Mirkulovski 2, Vugrinec 1, Alushovski 1, Batinović, Dimovski, Doder, Jonovski, Markoski, Mojsoski, Levov.

Kary: Vive – 12 min. (Musa 2’; Jurecki 2’; Grabarczyk 2’; Olafsson 2’; Jachlewski 2’; Tkaczyk 2’); Metalurg – 4 min. (Jonovski 2’; Manaskov 2’)

Sędziowali: Stolarovs – Licis (Łotwa)