Strona główna | PGNiG Puchar Polski Mężczyzn | Wisła zdecydowanie lepsza, Vive pokonane

Wisła zdecydowanie lepsza, Vive pokonane

 

Za nami pierwsza w tym sezonie odsłona „świętej wojny”. Po niezwykle emocjonującym spotkaniu wygrali Wiślacy, którzy w drugiej połowie odskoczyli rywalowi i nie dali Kielczanom żadnych szans. Dzięki zwycięstwu Płocczanie zostają samodzielnym liderem rozgrywek.

Przed spotkaniem 8. kolejki PGNiG Superligi obie drużyny nie straciły żadnego punktu, a o pozycji w tabeli decydował lepszy bilans bramkowy płockiej Orlen Wisły. Pierwsza w tym sezonie „święta wojna”, a 104 w całej historii, elektryzowała kibiców już od kilku tygodni. Ze względu na zmiany kadrowe zarówno w Płocku, jak i w Kielcach wszyscy zastanawiali się na co stać najlepsze drużyny w Polsce. Smaczku dodawał również fakt, że była to ważna próba przed 24 listopada, czyli rozgrywkami europejskimi – dla Vive Targów przed meczem z Metalurgiem Skopje w Lidze Mistrzów, natomiast dla Orlen Wisły przed spotkaniem z Sungulem Śnieżyńsk w Pucharze EHF. Warto również zauważyć, że w historii klubowej piłki ręcznej w naszym kraju nie zdarzyło się, by w jednym meczu wystąpiło ponad 20 reprezentantów różnych krajów.

Mecz rozpoczął się do straty płocczan, skutecznej interwencji Marina Šego oraz bramki Muhameda Toromanovicia. Odpowiedzią na to było trafienie z drugiej linii Michała Jureckiego. Komplet kibiców, w tym również grupa ok. 300 osób z Kielc, gorąco dopingowała swoich zawodników. „Nafciarze” co prawda zaliczyli dwie straty w ataku, jednak sytuacji sam na sam nie wykorzystał Musa, a chwilę później świetnie do obrony powrócił Eklemović. Dzięki bardzo dobrej grze płocczanie wyszli na dwie bramki przewagi (5:3; 6’). Podopieczni Bogdana Wenty nie zamierzali odpuścić – wyglądali na przytłoczonych atmosferą i nie mogli znaleźć sposobu na Šego, który tym razem okazał się lepszy w pojedynku z Krzysztofem Lijewskim.

Bronią płockiej Wisły były szybkie wznowienia, czym nieco zaskoczyli Mistrzów Polski. Mimo takiego obrotu spraw na tablicy wyników w Orlen Arenie utrzymywało się niskie prowadzenie gospodarzy (7:6; 10’). Minutę później, po rzucie karnym wykorzystanym przez Ivana Čupicia, kielczanie objęli prowadzenie (7:8). Nie na długo, bowiem Wiślacy otrząsnęli się i w 16. minucie, głównie za sprawą Petara Nenadicia oraz Marina Šego, wyszli na 11:10.

Od 18. minuty podopieczni Bogdana Wenty grali w przewadze, karę dwóch minut otrzymał Boštjan Kavaš. Nie był to jednak dobry okres gry kielczan, bowiem dwie bramki zdobył Ivan Nikčević, przez co między słupkami Vive Targów pojawił się Venio Losert (13:12; 20’). Chwilę później pokonał go Paweł Paczkowski, a Bogdan Wenta poprosił o przerwę na żądanie. Po powrocie na parkiet swoją trzecią bramkę zdobył Jurecki, na remis rzucił Denis Buntić i tym razem o czas poprosił Lars Walther.

Goście z trudem zdobywali kolejne bramki i gdyby nie Michał Jurecki oraz Manuel Štrlek mieliby z tym spore problemy. Wszystko to za sprawą dobrej defensywy „Nafciarzy” oraz skutecznego Marina Šego. Kielczanie nie mieli również wsparcia w postaci Szmala i Loserta, którzy nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonych szczypiornistów Wisły. Mimo wszystko zawodnicy na przerwę schodzili przy wyniku 16:16.

Na początku drugiej połowy kielczanie ponownie mieli okazję odskoczyć rywalowi, a wszystko to za sprawą kary dwóch minut Ferenca Ilyésa. W 34. minucie rzut karny obronił Šego, jednak ze względu na serpentynę rzuconą przez kibiców Wisły, musiał on być powtórzony. Przy drugiej próbie lepszy okazał się Ivan Čupić, czym doprowadził do remisu (18:18).

Aktywna obrona „Nafciarzy” cały czas utrudniała zadanie Mistrzom Polski. Kielczanie wykorzystali jednak dwie straty i po kontratakach Manuela Štrleka doprowadzili do remisu. Warto podkreślić świetną dyspozycję chorwackiego bramkarza Wisły oraz Petara Nenadicia, który zdobywając swoją siódmą bramkę wyprowadził swój zespół na 23:21 (41’). Do tego doszły akcje duetu Eklemović-Toromanović i przy trzech bramkach przewagi „Nafciarzy”, trener Bogdan Wenta poprosił o czas.

Kielczanie momentami wydawali się bezradni i gdy raz po raz zatrzymywał ich Šego, w ich szeregi wkradało się zdenerwowanie i dezorientacja. Przez siedem minut, od stanu 21:21, nie mogli zdobyć bramki. Dobrą okazję miał ku temu Čupić, ale lepszy przy rzucie karnym okazał się Marcin Wichary. Chwilę później trafił Michał Kubisztal i sześć bramek przewagi gospodarzy stało się faktem (27:21).

Przy karach Ilyésa oraz Grabarczyka trafił Mateusz Jachlewski oraz Uroš Zorman, a odpowiedzią na to był rzut z biodra Kavaša oraz bramki Michała Kubisztala i Adama Wiśniewskiego (30:23; 53’). Sytuacja ta zmusiła trenera Vive Targów do ponownej prośby o przerwę w grze, jednak po powrocie na parkiet niewiele się zmieniło. W dalszym ciągu gospodarze kontrolowali przebieg spotkania, w efekcie czego wygrali 32:25.

Kielczanie byli bezradni i z każdą kolejną akcją musieli oswajać się z wysoką porażką, bowiem niebiesko-biało-niebiescy byli w znakomitej formie. „Nafciarze” rozegrali świetne spotkanie, jednak dopiero w drugiej połowie wypracowali sobie przewagę, którą z biegiem czasu tylko powiększali. W drużynie z Płocka zagrało wszystko – od bramkarza, po obronę i atak pozycyjny. Podopieczni Larsa Walthera stanowili kolektyw i nie przydarzyła się sytuacja z poprzedniego sezonu, kiedy to w ostatnim kwadransie „odcinano im prąd”. Zupełnie inaczej wyglądało to w drużynie z Kielc, którzy nie mogli liczyć na pomoc bramkarzy, a w ataku mieli problemy z przedarciem się przez obronę rywala.

Orlen Wisła Płock – KS Vive Targi Kielce 32:25 (16:16)

Wisła: Šego, Wichary – Nenadić 7 (1), Ghionea 6 (1), Toromanović 4, Nikčević 4, Wiśniewski 3, Kubisztal 3, Kavaš 2, Eklemović 2, Paczkowski 1, Zołoteńko, Twardo, Ilyés, Spanne.

Vive: Szmal, Losert – Štrlek 7, Čupić 5 (3), Jurecki 4, Zorman 3, Lijewski 2, Tkaczyk 1, Buntić 1, Jachlewski 1, Stojković 1 (1), Grabarczyk, Tomczak, Olafsson, Bielecki, Musa, Rosiński.

Kary: Wisła – 8 min. (Ilyés 4’; Kavaš 2’; Wiśniewski 2’); Vive – 6 min. (Grabarczyk 4’; Stojković 2’)

Sędziowali: Paweł Kaszubski i Piotr Wojdyr (obaj Gdańsk).

dla zprp.pl Piotr Czajkowski