Strona główna | ZPRP | Cud nad Sawą!

Cud nad Sawą!

 

W pierwszym meczu drugiej rundy ME reprezentacja Polski zremisowała w Belgradzie ze Szwecją 29:29. Do przerwy przegrywaliśmy 9:20! Trener Bogdan Wenta przyznał po spotkaniu, że coraz mniej rozumie piłkę ręczną.

To był kolejny szalony mecz polskich piłkarzy ręcznych na rozgrywanych w Serbii mistrzostwach Europy, który przyprawił polskich kibiców o palpitację serca. Po pół godzinie chcieliśmy wysłać biało-czerwonych do diaska, bowiem graliśmy żenująco słabo i przegrywaliśmy po pół godzinie z czwartym zespołem świata aż 11 bramkami. Po przerwie polscy mistrzowie horrorów zafundowali nam widowisko, które bez środków nasercowych nie dało się oglądać. Podopieczni Bogdana Wenty nie tylko powstrzymali szwedzki potop, ale pokazali dumnym Skandynawom, co może polska husaria, gdy jest wkurzona. Na wygranie meczu nie starczyło nam już czasu, ale i tak jesteśmy dumni z polskiej drużyny, najlepszych ambasadorów naszej dyscypliny w kraju i na świecie.


Szwedzi w pierwszej połowie zaliczyli "wejście smoka"

Wyszliśmy „na” Szwedów „żelazną” siódemką, z Marcinem Wicharym w bramce, Patrykiem Kuchczyńskim i Tomaszem Tłuczyńskim na skrzydłach oraz Bartoszem Jureckim na kole i Mariuszem Jurkiewiczem, Grzegorzem Tkaczykiem i Michałem Jureckim na rozegraniu. Zaczęliśmy mecz jednak bardzo nerwowo. Trzykrotnie nie wyszła nam zagrywka z kołem, straciliśmy w prosty sposób kilka piłek, na czym skorzystali nasi rywale obejmując czterobramkowe prowadzenie. Gol Kuchczyńskiego w 7 minucie wlał trochę nadziei, ale kolejne „przypały” w ataku i kolejna nieudana próba z kołem – Michał Jurecki do Kamila Syprzaka – przyniosła Szwedom następne trzy gole. Po 10 min przegrywaliśmy już 1:7. 


Trener Bogdan Wenta próbował ratować sytuację „Time outem”, wymienił też całą drugą linię. Teraz naszą grę prowadził Bartłomiej Jaszka, na prawym skrzydle pojawił się Krzysztof Lijewski, na lewym Karol Bielecki. Wreszcie uszczelniliśmy obronę, po trzech bramkach z rzędu: Jaszki, Wiśniewskiego, Bieleckiego, nieco podreperowaliśmy wynik. Niestety nie poprawiliśmy gry, więc Szwedzi w 18 min nie tylko „odzyskali” sześciobramkowe prowadzenie, ale po golu Henrika Lundstroema i trafieniu Niclasa Ekberga – jego rzut karny obronił Piotr Wyszomirski, przy dobitce był już bez szans – podwyższyli je nawet do 8 goli. 


Dasz radę

Co gorsza, na tym nie poprzestali, a my zupełnie nie potrafiliśmy powstrzymać szwedzkiej nawałnicy. W 27 minucie przegrywaliśmy już 11 bramkami i z takim też mankiem udawaliśmy się do szatni. Wynik był zaiste szokujący zważywszy na poprzednie występy obu zespołów na Euro 2012. Szwedzi przegrali w kiepskim stylu z Niemcami, my pokonaliśmy po wielkim meczu Danię. Dzisiaj jednak przy Szwedach, w ogromnej Beograd Arenie, po prostu przez 30 minut nie istnieliśmy. Statystyki też były dla nas miażdżące. Nasi bramkarze mieli 17 procentową skuteczność – ich vis a vis Palicka – 53 procentową. W szwedzkiej ekipie 100 procentową skuteczność miało pięciu graczy, w naszej ekipie najskuteczniejszy – trzy gole w czterech próbach – Patryk Kuchczyński notował 75 skuteczność….


– Widzieliśmy idąc do szatni ironię malującą się na ich twarzach. Mają oczywiście do tego prawo, ale nas to strasznie zabolało, bo Szwedzi chyba się nawet nie spocili grając z nami w pierwszej połowie – opisywał potem po meczu nastroje w naszej ekipie trener Wenta.



Bartek Jaszka najlepszy polski zawodnik meczu ze Szwecją 

Gdy porzuciliśmy już nadzieje i wydawało się, że najlepsze co nam pozostało w hali Beogradzkiej, to modlitwy o uratowanie twarzy, o uniknięcie kompromitującej porażki, biało-czerwoni przeszli nieprawdopodobną metamorfozę. Druga połowę zaczęli zgoła sensacyjnie, bo od czterech goli z rzędu. Szwedzki lider, Kim Andersson, dostał opiekuna, Jaszkę, co skutecznie wytrąciło ich z uderzenia. Reakcja szwedzkich szkoleniowców mogła być jedna – prośba o minutową przerwę, ale niewiele, im to dało. W ciągu 7 minut tej odsłony odrobiliśmy pięć bramek strat. 


Zaczęliśmy coraz częściej spoglądać na zegar, na uciekające sekundy, a polscy kibice wspierali mocno naszych zawodników śpiewając „Polacy, gramy do końca”. Po golu koncertowo grającego „Jachy” mieliśmy w 40 minucie jeszcze „tylko” pięć bramek do odrobienia, a po serii Jaszki, M. Jureckiego i Jurkiewicza między 44 a 47 minutą już tylko cztery. Szalony pościg odbił się nieco na precyzji naszych poczynań w ataku, co natychmiast wykorzystali Skandynawowie odskakując znów na pięć goli w 52 min, na szczęście dzięki znakomitym paradom „Wichury” wynik nie zmieniał się na korzyść rywali. Przy stanie 24:28 znów pech dał znać o sobie, bowiem piłka po strzale Jaszki trafiła w słupek. Przecieraliśmy jednak oczy ze zdumienia, bo trafienia Jurkiewicza, Wiśniewskiego i M. Jureckiego stopiły przewagę „Trzech Koron” do dwóch goli, na dodatek strzał Zaremby trafił w słupek. Gol Ekberga bardzo bolał (26:29), ale finisz mieliśmy fenomenalny. Gol Syprzaka przywracał nadzieje na cud, szarża Wiśniewskiego wprowadzała nas do programu „nie do wiary”, a po kolejnej bramce Wiśniewskiego byliśmy w siódmym niebie. 


Marcin Wichary znowu wspaniale bronił w finałowych minutach/ Fot. JG

Szwedzi mieli jeszcze pół minuty na zadanie Polakom decydującego ciosu, ale fortuna nie pozwoliła na wielką niesprawiedliwość, jaką byłoby zwycięstwo z tak walczącymi Polakami. Na cztery sekundy przed końcem mieliśmy jeszcze piłkę… – Gdybyśmy mieli trochę więcej czasu, to byśmy ich walnęli. Zabrakło kilku sekund, dlaczego jednak dopiero po meczu jesteśmy tacy mądrzy? – Mariusz Jurkiewicz nie wiedział, czy żałować straconego punkty, czy w kontekście szalonego meczu cieszyć się ze zdobytego „oczka”.


POLSKA – SZWECJA 29:29 (9:20)

POLSKA: Wichary, Wyszomirski – Jaszka 8,  K. Lijewski, Kuchczyński 4, Tkaczyk, Bielecki 1, Wiśniewski 5, B. Jurecki, M. Jurecki 4, Tłuczyński 3/1, Jurkiewicz 2, Syprzak 2, Kwiatkowski, Zaremba, Orzechowski. Kary 8 min. Trener Bogdan WENTA.

SZWECJA: Andersson, Palicka – Lundstroem 6, Andersson 2, Jernemyr, Ekberg 7, Doder 1, Stenbaecken, Larholm 4, Karlsson 1, Jakobsson 2, Sjeostrand, Petersen, Ekdahl du Rietz 2, Barud, Nilsson 4. Kary 6 min. Trenerzy: Ola LINDGREN i Staffan OLSSON.

Sędziowali: Nordine Lazar i Laurent Reveret (obaj Francja). 

Przebieg meczu: 0:4 (7.), 1:7 (10.), 4:7 (14.), 5:13 (20.), 8:14 (22.), 8:19 (27.), 9:20 (30.), 13:20 (35.), 15:21 (37.), 21:25 (48.), 22:26 (50.), 26:29 (56.), 29:29 (60.).

Zbigniew Cieńciała