Strona główna | ZPRP | Kolejna anegdota…

Kolejna anegdota…

 

Na 11 sekund przed końcem meczu z Danią wypadającą za linię końcową piłkę trener Bogdan Wenta wyekspediował efektowną główką (!) jeszcze dalej, poza ławki rezerwowych, dla zyskania cennych sekund. Sędziowie ukarali naszego szkoleniowca za to zagranie dwuminutową karą, za to kibice zobaczyli show, który znakomicie wpisywał się wczoraj w to wielkie, dramatyczne widowisko, jakim dla kibiców był nasz mecz z wicemistrzami świata.

/Fot. MB

– Było raptem kilka sekund do końca, ja już wtedy wiedziałem, że Duńczycy mogą co najwyżej strzelić jeszcze tylko jedną bramkę, która niczego by nie zmieniła, na pewno zwycięstwa by nam już nie odebrała. No cóż, to jeszcze jedna anegdota wokół naszej reprezentacji, temat do opowiadania na lata – trener Bogdan Wenta opowiadał o super główce w finale niezapomnianego dla nas czwartkowego horroru.

– Duńskie media piszą, że Polacy pożarli ich nadzieje na medal w mistrzostwach Europy. Pan wierzył w końcówce, że ten mecz możemy wygrać?

– Gdy na dwuminutową karę powędrował Zbyszek Kwiatkowski, a wynik był dla nas niekorzystny, w dodatku Duńczycy posiadali piłkę, to załamałem się. Na szczęście wtedy Wichura wkroczył do akcji i znakomicie obronił trzy piłki Duńczykom. Zgadzam się więc z opinią trenera Wilbeka, że Marcin był niesamowity w tych swoich interwencjach, a takie zmarnowane sytuacje Duńczyków nie powinny zdarzyć doświadczonym, utytułowanym zespołom. Taki jest jednak urok piłki ręcznej. My mieliśmy trochę szczęścia i Wichurę w bramce, więc wygraliśmy.

– Wichary bronił na początku równie znakomicie, potem jednak zastąpił go Piotr Wyszomirski i znów wrócił do gry w newralgicznym momencie meczu. Co panem powodowało przy tych znakomitych roszadach w naszej bramce?

– Różne myśli krążą po głowie, a reagować trzeba błyskawicznie. Myślałem na przykład, że trener Wilbek postawi na Spellerberga, którego dowołał do kadry przed meczem, a który z nami zawsze sobie dobrze radził, tymczasem on w ogóle nie zagrał. Myślałem, że postawi na Cleverly’ego, który doskonale zna Polaków, a Marcus też nie zagrał. Ale to już nie nasze zmartwienie. A wracając do pana pytania – Wichary miał dobry początek, ale myślałem, że jak Piotrek (Wyszomirski) wejdzie do bramki, to nam więcej pomoże. Zagrał on jednak wczoraj dość pasywnie, więc ponownie wrócił na parkiet Marcin, który dobrze bronił na sześciu metrach, a trochę gorzej radził sobie ze strzałami z dystansu. Czułem jednak w podświadomości, że w końcówce meczu Duńczycy będą właśnie rzucali z okolic koła i to się potwierdziło. To wypaliło, a Marcin został naszym bohaterem

– Po jego wybornych interwencjach „Orzech” pociągnął zaskakująco pewne kontry. Trzy z czterech naszych bramek w końcowych fragmentach były jego autorstwa.

– Orzechowski jest tutaj stuprocentowym debiutantem, potrzebuje więc jeszcze doświadczenia. Chwała mu za te akcje, ale miał jeszcze jedną setkę, która mogła być kluczowa dla losów spotkania. Gdyby ją wykończył, to zamknął by już mecz. Nie wiem, czy go coś zaślepiło w końcówce, ale takie sytuacje musimy wykorzystać. Gdybyśmy przegrali po takiej sytuacji, zastanawialibyśmy się długo po meczu dlaczego?

– Przed nami nowe wyzwania, nowi przeciwnicy z różnych szkół handballu. Jak pan ocenia nową grupę?

– Bardzo ciekawa, trudna, ale na mistrzostwach Europy nie ma łatwych przeciwników. Na początek gramy ze Szwedami, którzy rok temu tak dobrze sobie radzili u siebie na mundialu. Szwedzi grają zimną, konsekwentną, wyrachowaną piłkę, są bardzo groźni. Niemcy po porażce z Czechami wydawało się, że odpadną, tymczasem awansowali z kompletem punków. Ich przedstawiać nie trzeba, znamy się bardzo dobrze. Mają podobny styl do Szwedów, to będą dla nas kluczowe mecze. Macedończycy prezentują euforyczny, bałkański charakter, nie można dać im się porwać w ten żywioł. Zobaczymy za kilka dni jak wypadniemy na tle tych trzech różnych stylów.

– W piątek o czternastej minął termin dowoływania zawodników. My coś zmieniamy w składzie?

– Dyskutowaliśmy na temat do późna wczoraj wieczorem, ale postanowiliśmy niczego nie zmieniać. Krzysiek Lijewski zostaje z nami. Był już rano w pełnym treningu, a mamy jeszcze dwa dni do meczu ze Szwecją. Na szczęście nikt inny nie narzeka na jakieś poważniejsze dolegliwości, choć w pokoju lekarzy jest ciągły ruch, bo ten wybił palec, ten rozciął łuk, a tego trzeba nastawić. Trochę denerwujące jest to, że gospodarze już na 10 rano wyznaczyli nam trening, a chłopcy po taki meczu jak z Danią długo nie mogli zasnąć. Nie wiem, czy Mariusz Jurkiewicz spał może pięć godzin. To nie jest narzekanie, ale nie będę ukrywał, ze marzę o takim turnieju w Polsce. Wtedy my będziemy mogli układać pod siebie kalendarz meczów i treningów. 

Rozmawiał w Belgradzie Zbigniew Cieńciała

Dodajmy, że Polska znalazła się finałowym gronie aplikantów o finały ME mężczyzn w 2016 roku. Naszymi kontrkandydatami są Norwegia oraz Chorwacja. Ostateczna decyzja zapadnie na kongresie EHF 23 czerwca bieżącego roku. Miejmy więc nadzieję, że marzenie naszego trenera w końcu się spełni!