Strona główna | Europejskie Puchary | LM: faza grupowa na półmetku

LM: faza grupowa na półmetku

 

Faza grupowa elitarnych rozgrywek Ligi Mistrzów osiągnęła półmetek. Do Polski zawitały drużyny pełne gwiazd i znanych nazwisk. W 5. serii spotkań Vive Targi Kielce zmierzyło się z wicemistrzami Hiszpanii – Atletico Madryt, zaś Orlen Wisła Płock podejmowała mistrzów Niemiec – HSV Hamburg. Niestety w starciach z faworytami polskie drużyny nie powiększyły swojego dorobku punktowego.

Hiszpańska lekcja kielczan

Wicemistrzowie Polski podejmowali zespół Atletico Madryt, w którym występuje Mariusz Jurkiewicz. Wynik meczu rzutem z koła otworzył Julen Aguinagalde. Wysoka obrona Hiszpanów stanowiła dla podopiecznych Bogdana Wenty nie lada problem, jednak trafienia Thorira Olafssona i Denisa Bunticia pozwoliły utrzymać dystans. Trwało to tylko przez pierwszych 13 minut i wtedy do pracy wzięli się goście. Podopieczni Dujszebajewe seryjnie trafiali do bramki strzeżonej przez Sławomira Szmala, a następnie Marcusa Cleverly’ego. Efektem tego było prowadzenie po pierwszej połowie, 14:19.

W drugiej połowie szczególnie dobrze zagrał Michał Jurecki. „Dzidziuś” w całym spotkaniu rzucił aż 11 bramek i momentami był nie do zatrzymania. Dzięki niemu gra kielczan utrzymywała się, jednak szkoda, że pozostali zawodnicy nie włączyli się do odrabiania strat. Wielką różnicę zrobił Kiril Lazarov, który pierwszy raz trafił w 27. minucie, by przez najbliższy kwadrans zdobyć osiem bramek. Takim samym dorobkiem pochwalić może się również Duńczyk, Nikolaj Markussen. Szczypiorniści ze świętokrzyskiego nie mogli znaleźć sposobu na Macedończyka. W 42. minucie Hiszpanie odskoczyli na osiem bramek (19:27), a po chwili różnica ta wynosiła już 10 trafień.

– O obrazie meczu najlepiej świadczy obrazek, kiedy Didier Dinart, 37-letni facet, rzuca się na piłkę, wyrywa ją Michałowi Jureckiemu, mimo że ten już go minął. Pokazuje całemu światu, że ją ma. Takiej determinacji u nas mi brakowało – mówił Bogdan Wenta po meczu.

Niemcy w zasięgu ręki

W ostatnim spotkaniu pierwszej rundy Ligi Mistrzów płocczanie podejmowali zespół mistrza Niemiec, HSV Hamburg. Początek spotkania wskazywał na to, że mistrzowie Polski będą walczyć i wykażą się nie lada ambicją. Całe szczęście nie było to tylko złudne wrażenie, a rzeczywisty obraz gry. Płocczanie dotrzymywali kroku naszpikowanej gwiazdami drużynie, a wynik oscylował w okolicach remisu. Dobrze w bramce spisywali się obaj bramkarze, czyli Morten Seier oraz Dan Beutler, a wysunięty Igor Vori skutecznie utrudniał grę prowadzonym przez Eklemovića Wiślakom.

Po trafieniach Kubisztala, Spanne i Wiśniewskiego płocczanie mieli dwie bramki przewagi (8:6). Wtedy to zdarzył się pierwszy przestój mistrzów Polski, w których akcje wkradł się chaos oraz błędy. Przez sześć minut nie trafili ani razu, na prowadzenie wyszli goście i aż do ostatnich akcji pierwszej połowy gospodarze starali się zmniejszyć przewagę HSV.

W drugiej odsłonie meczu brak stabilizacji w grze spowodował, że płocczanie wydawali się bezradni. Obrona była zbyt statyczna, a w ataku pojawiały się proste błędy oraz nieporozumienia. Przyczyniła się do tego imponująca defensywa HSV, która momentami była nie do pokonania. Efektem tego była zmiana wyniku ze stanu 16:17 na 16:22. Dopiero w 43. minucie bramkarza hamburczyków pokonał Paweł Paczkowski. W tym okresie gry świetnie spisywał się Duvnjak oraz Pascal Hens, który w całym meczu trafił ośmiokrotnie. „Nafciarze” nie poddawali się i pomimo bardzo dobrej gry gości walczyli o jak najlepszy rezultat. Po bramkach Bäckströma i Kubisztala różnica stopniała do trzech oczek. – Naszym celem było dzisiaj utrzymanie takiego tempa, by zatrzymać kontry rywala. Niektóre elementy rzeczywiście dobrze nam wyszły, ale w drugiej połowie mieliśmy 7-8 minut w ciągu których graliśmy bardzo źle. Myślę, że w tym momencie straciliśmy obraz tego spotkania – ocenił spotkanie trener płockiej Wisły, Lars Walther.

Płoccy kibice bardzo ciepło przyjęli byłego Wiślaka, Marcina Lijewskiego. Rozgrywający reprezentacji Polski od samego początku usłyszał oklaski oraz skandowane własne imię. – Nie spodziewałem się tak miłego przywitania i chylę czoła przed kibicami. Chciałbym podziękować płockiej publiczności, bo to, jak dzisiaj powitali mnie fani Wisły, było naprawdę mistrzostwem świata. Łza mi się w oku zakręciła. Warto jest uprawiać sport, by przeżyć choć raz taki moment – stwierdził po meczu „Lijek”.

Vive Targi Kielce – BM Atletico Madryt 29:37 (14:19)

Vive Targi: Cleverly, Szmal – Jurecki 11, Buntić 5, Stojković 4, Tomczak 3, Olafsson 2 , Kuchczyński 1, Zorman 1, Rosiński 1, Tkaczyk 1, Zaremba, Grabarczyk, Jurasik.

Atletico: Hombrados, Sterbik – Lazarov 8, Markussen 8, Kallman 5, Canellas 5, Fernandez 4, Guardiola 2, Aginagalde 2, Garcia 2, Abalo 1, Davis, Jurkiewicz, Dinart.

Kary: Vive – 2 min. (Tkaczyk 2′); Atletico – 0 min.

Sędziowali: Vaclav Horacek i Jiri Novotny (obaj Czechy)

Widzów: ok. 4000

Orlen Wisła Płock – HSV Hamburg 26:30 (13:14)

Wisła: Seier, Wichary – Kubisztal 5, Toromanović 4, Bäckström 3, Eklemović 3, Spanne 3, Paczkowski 2, Kavaš 2, Wiśniewski 1, Zołoteńko 1, Kwiatkowski 1, Chrapkowski 1, Twardo, Syprzak.

HSV: Beutler, Bitter – Hens 8, Lijewski 3, Vori 3, Jansen 3, Vugrinec 3, Flohr 2, Schröder 2, Duvnjak 2, Lindberg 2 (1), Kraus 1, Lacković 1, G.Gille.

Kary: Wisła – 8 min. (Eklemović 2’, Spanne 2’, Kubisztal 2’; Paczkowski 2’); HSV – 4 min. (Lacković 2’; Jansen 2’)

Sędziowali: Ivan Cacador i Eurico Nicolau (obaj Portugalia)

Widzów: ok. 5200

Dla ZPRP.pl Piotr Czajkowski [korespondent portalu Handball-Polska.pl]