Strona główna | ZPRP | Zabójcze kontry Dunek

Zabójcze kontry Dunek

 

W zupełnie, co zrozumiałe, różnych nastrojach wypowiadali się uczestnicy meczu Polska – Dania w Elblągu. Z wypowiedzi wynika jedno – o końcowym sukcesie drużyny gości zadecydowała druga połowa, a zwłaszcza skuteczne kontry. Trener Polek Kim Rasmussen zapowiada w rewanżu lepszą grę.  

Jan Pytlick (trener Danii): Jestem bardzo zadowolony ze zwycięstwa. Siedem bramek zaliczki osiągnięte na trudnym terenie to naprawdę dobry wynik. Uważam reprezentację Polski za silną drużynę. Najlepszymi zawodniczkami w swoich zespołach były bramkarki.

Kim Rasmussen (trener Polski): Ten rezultat na pewno jest rozczarowaniem. Mieliśmy nadzieję, że gdy postawimy duński zespół pod ścianą to wywrzemy na nim presję. Zaprocentowało duże doświadczenie bramkarki Karin Mortensen, która praktycznie w drugiej połowie zjadła moje zawodniczki na lunch. W tej części gry było nam bardzo trudno ją pokonać. Kiedy walczy się z taką drużyna jak duńska to trzeba przez pełne 60 minut dobrze i konsekwentnie. Dziś tego zabrakło. Duńska maszyna jeśli chodzi o kontrataki zadziałała w drugiej połowie. Graliśmy obroną 3-2-1, nie jest łatwo grać w tym wariancie przez cały mecz.
Na rewanż pojedziemy z zamiarem zwycięstwa. Postaramy się rozegrać lepsze zawody. Na pewno nie oddamy meczu bez walki. Moja drużyna, gdy ma możliwość potrenować razem przez kilka dni to od razu widać znaczącą poprawę.


Fot. Kuba Gucma
Christina Krogshede: Grałyśmy bardzo dobrze w obronie. W drugiej połowie udało się nam w ataku zastosować kilka bardzo korzystnych rozwiązań.

Anna Baranowska: Długo nie patrzyłam na tablicę wyników. Gdy to zrobiłam to nagle okazało się, że przegrywamy siedmioma bramkami. Wynik końcowy nie odzwierciedla całego spotkania. Rozczarowałyśmy trenera jak i dużej mierze siebie. Nasi szkoleniowcy Rasmussen jak i Parecki sa doskonałymi motywatorami. Nie pozwolili nam przegrać tego meczu w głowach już w szatni. Mówili nam cały czas, że piłkarki z Danii są tez tylko ludźmi. Pierwsza połowa pokazała, że nie wyszłyśmy przestraszone na parkiet tylko chciałyśmy nawiązać równorzędną walkę z rywalkami. Niestety nie udało się nam, doznałyśmy siedmiobramkowej porażki.