Strona główna | ZPRP | M.Jurecki: Jestem do dyspozycji trenera

M.Jurecki: Jestem do dyspozycji trenera

 

Już w najbliższą niedzielę o godzinie 17:30, w ostatniej kolejce rundy zasadniczej PGNiG Superligi mężczyzn, Vive Targi podejmie Orlen Wisłę Płock. W szeregach Mistrzów Polski kibice zobaczą po raz pierwszy w tym roku Michała Jureckiego, który wraca do gry po kontuzji odniesionej w połowie stycznia na Mistrzostwach Świata w Szwecji.

Po raz ostatni Michał Jurecki pojawił się na boisku podczas styczniowej potyczki z Argentyną w MŚ /Fot. Marek Biczyk

Zobaczymy cię na boisku podczas meczu Vive Targi – Orlen Wisła?

W poniedziałek rozmawiałem z lekarzem, który dał mi "zielone światło” na grę. Powiedziałem trenerowi, że jestem do jego dyspozycji. Cieszę się bardzo, że będę mógł wystąpić. Najgorsze było dla mnie patrzeć, jak koledzy grają, a ja musiałem sobie mówić "Jeszcze dwa tygodnie, jeszcze tydzień…”. Dlatego bardzo ważne jest dla mnie, żeby niedzielę wyjść na boisko chociaż na kilka minut, może nie od razu na cały mecz.

Czujesz jeszcze jakiś ból, czy wszystko jest w porządku?

Już nie czuję bólu. Na początku nie mogłem rzucać, musiałem oszczędzać rękę, żeby nic jej się nie stało. Teraz trenuję jużnormalnie z chłopakami, ostro biegam, rzucam, nie mam żadnej blokady psychicznej. Na początku przy rzucaniu czułem się trochę dziwnie, ale na drugim czy trzecim treningu koledzy mówili, że piłka mi już leci, więc siła jest (śmiech). Mogę grać i w obronie, i w ataku, jak to będzie, to już sprawa trenera.

Jak twoim zdaniem może wyglądać niedzielny mecz? W jakiej kondycji psychicznej zespół z Płocka przyjedzie do Kielc po takim laniu, jakie dostał dwa tygodnie temu?

Oni nie będą mieli nic do stracenia, gorzej już chyba nie zagrają. A przecież mają jeszcze o co walczyć, bo jak wygrają z nami ośmioma bramkami to wyprzedzą nas w tabeli.

Naprawdę bierzecie pod uwagę taki scenariusz, ciężko w to uwierzyć?

Żeby nie myśleć o tym poważnie musimy się skupić jeszcze bardziej, niż przed naszym ostatnim pojedynkiem w Płocku. Wtedy koncentracja była wielka, spodziewaliśmy się bardzo ciężkiego finału. Każdy z nas był zmobilizowany na 120 procent, w niedzielę trzeba to powtórzyć.

W jednym z wywiadów Lars Walther, trener Orlen Wisły powiedział, że błędem jego zespołu w finale PGNiG Pucharu Polsi  było skupienie większej uwagi na kieleckich rozgrywających, przez co więcej swobody miał na kole Rastko Stojković. Walther mówi, że teraz jego gracze już tego nie zrobią.

Oczywiście, jeśli gra się z zespołem, który ma zagrożenie na każdej pozycji trudno wyważyć, kogo bardziej pilnować. Jesteśmy zresztą przygotowani na każde rozwiązanie. Ale jeśli się cofną na szósty metr, pilnując Rastko i naszych skrzydłowych, to wtedy będziemy mieli więcej okazji do bombardowania bramki z drugiej linii, więc nie wiem, czy dobrze na tym wyjdą. Nie zapominajmy, że naszą groźną bronią jest kontra, ostatnio dobrze gramy w obronie, bramkarze odbijają dużo piłek, dzięki czemu mamy okazje do szybkich ataków.

Więcej na Echodnia.eu