Strona główna | ZPRP | “Musimy walczyć dalej”

“Musimy walczyć dalej”

 

"Nie chciałbym, by nasi fani odwrócili się od nas. Bądźmy razem" – zaapelował do kibiców Krzysztof Kisiel, drugi trener Orlen Wisły Płock. Szkoleniowiec był gościem magazynu "Z pierwszej ręki – o handballu słów więcej niż kilka" na antenie radia KRP. Nie milkną więc echa niedzielnego finału PGNiG Pucharu Polski, w którym Płocczanie ulegli Vive Targom Kielce aż 22:35.

Krzysztof Kisiel (z lewej) i Artur Góral ze sztabu szkoleniowego Orlen Wisły /Fot. Dominik Dziecinny – sprwislaplock.pl 

Co się stało z Wisłą w finale PGNiG Pucharu Polski?

Tak jak było widać w tym spotkaniu zaczęliśmy nawet przyzwoicie grę w ataku i w obronie. Później Kielce nie dawały nam szybko wykonać zmiany zawodników atak – obrona. My nie potrafiliśmy ustawić w odpowiednim momencie naszej strefy, a oni bardzo łatwo zdobywali bramki. Ze stanu 5:5 bardzo szybko odjechali na 10:5. Lars wziął czas, który niewiele zmienił. Zmiana zawodników też nie poskutkowała. Zaczął działać impuls – im szybciej będę grał, tym szybciej zdobędę bramkę. To się jednak odwróciło – im szybciej graliśmy, tym szybciej traciliśmy piłkę i Vive łatwo zdobywało bramki. Później już bardzo trudno było się podnieść. Chwała należy się naszym kibicom, którzy nie szczędzili gardeł, dopingowali nas nawet w tych momentach gdy przegrywaliśmy już bardzo wysoko. Za to trzeba im podziękować, a za wynik i porażkę musimy ich przeprosić.

Czy rzeczywiście Vive zagrało tak dobrze, czy to Wisła przegrała ten mecz w szatni?

Patrząc na to z perspektywy czasu, może zbyt długo czekaliśmy na to spotkanie. Przed pierwszym spotkanie w Orlen Arenie w listopadzie nie trenowaliśmy nigdy w Orlen Arenie, nigdy nie graliśmy w tej hali, więc sami nie wiedzieliśmy na co nas było stać w listopadzie w konfrontacji z Vive. Teraz znaliśmy swoją siłę, jednak nie graliśmy ważnych meczy o stawkę. Brak presji powoduje, że pierwszą połowę z drużynami Superligi gra się na luzie, a w drugiej połowie odjeżdża się spokojnie bez problemu na 10 bramek.

Co powiedzieliście zawodnikom w szatni przy stanie 9:19 na korzyść Vive?

To jest zawsze trudny moment. Zawodnicy są profesjonalistami i się nie poddali, wręcz mogli zwalniać grę. My chcieliśmy przyspieszyć i znowu popełniliśmy dużą liczbę błędów, ale ta gra, pomimo wysokiego wyniku, przypominała tą, którą chcieliśmy prowadzić. Odrabianie tak wielkich strat nie może nastąpić od razu, trzeba to robić systematycznie, powoli.

Planujecie spotkać się z kibicami i porozmawiać z nimi o tym, co się stało?

Musimy najpierw sami, po tym jak ochłoniemy, usiąść i porozmawiać o tym co było. Nie chcieliśmy tego robić na gorąco, żeby nie było emocji i pretensji miedzy sobą. Myślę, że najlepszym sposobem rehabilitacji dla kibiców będzie nasza postawa w najbliższym meczu.

Wielu zarzuca Wam brak ambicji i woli walki w tym meczu.

Takie zarzuty łatwo rzucają ludzie, którzy nie mieli do czynienia z profesjonalnym sportem. Jeśli ktoś nie ma ambicji, nie powinien w ogóle zostać sportowcem. To jest cecha mentalności. Gdy pewne rzeczy nie wychodzą w głowie robi się burza, która paraliżuje poczynania mięśniowe. Jeśli nie podjęlibyśmy walki to zwalnialibyśmy grę, nie szukali jej. My próbowaliśmy jeszcze w drugiej części poderwać się by zniwelować stratę.

Czy do bardzo trudnych spotkań, z Zagłębiem w sobotę i z Vive trzeciego kwietnia, uda się psychicznie podnieść zespół, tak, by realizował założenia, które Wy jako trenerzy mu nakreślicie?

Dla mnie najlepszym lekarstwem zawsze było wyjście na parkiet by nie rozpamiętywać zbyt długo porażki, a wyciągnąć z niej wnioski. Jednym będzie łatwo, innym trudno. To jest grupa ludzi, z których każdy jest inny. My będziemy pracowali nad tym, nie tylko fizycznie, bo od pewnego czasu współpracuje pani psycholog. Na razie to jest indywidualna pomoc w problemach i indywidualne rozmowy przy motywacji czy zbyt dużej motywacji.

Zbyt mocno rozdmuchany był balon oczekiwań?

W znaczeniu, że już po tych szybkich zmianach – nowy klub, nowy trener, w ciągu 8 miesięcy już będziemy w stanie Vive ugryźć. Kielce budują drużynę już dłuższy czas, a jeszcze 2-3 lata temu przegrywali z nami w Blaszaku.

Jak wygląda sytuacja z Michałem Zołoteńko?

Rozmawiałem z nim w poniedziałek gdy wracał z Warszawy po konsultacji. Musi poczekać aż zejdzie opuchlizna i wróci do Warszawy w piątek. Wtedy lekarze podejmą decyzję czy zostawią to w takim stanie jakim jest czy będzie potrzebny ewentualny zabieg.

Jakie będa konsekwencje tego, co stało się w niedzielę?

Mi osobiście szkoda kibiców. Przed meczem rozmawiałem z przedstawicielami grupy fanów za bramką i nie chciałbym by nasi kibice odwrócili się od nas, bo są nam potrzebni. Bądźmy razem gdy jesteśmy na górze i zdobywamy tytuły, a także wtedy, gdy nam się nie wiedzie. Nie zostawiajcie nas, bo gdy będziemy razem będzie nam łatwiej.

Cały wywiad na SPRwislaplock.pl