Gotowi na Final Four

 

Tylko dlatego, że dostał szansę w Gorenje Velenje, został zawodowym piłkarzem ręcznym. Gdyby jej nie było, poszedłby na studia. Kto to taki? Leworęczny rozgrywający Orlen Wisły Bostjan Kavas – pisze „Gazeta Wyborcza Mazowsze”.

Ale nie żałuje. Także tego, że gra teraz w Wiśle i że mieszka w Płocku. Bo czuje się tu bardzo dobrze, bo uwielbia żurek i pierogi. I narzeka tylko, że nie ma zbyt wielu miejsc, w których mógłby się napić dobrej kawy.

Podobno dostajecie ostro w kość na zajęciach?
Bostjan Kavas: Fakt. Treningi są zdecydowanie cięższe, bo musimy być w pełni gotowi na Final Four. Ale przetrwamy, a na odpoczynek będzie czas później. Na szczęście nie mamy teraz zbyt "trudnych spotkań" i możemy sobie pozwolić na pracę pod kątem fizycznym.

Czy to przez cięższe treningi pierwsze połowy spotkań są w waszym wykonaniu słabsze?
– Nie, to nie przez to. W sumie nie wystarczy grać dobrze przez 10 minut, żeby kogoś pokonać. Każda drużyna po trafi grać w piłkę ręczną. Żeby taką pokonać, trzeba być dobrym przez pełne 60 minut. Na szczęście na koniec pokazujemy rywalom, że jesteśmy o klasę lepsi.

A może po prostu nie potraficie grać z drużynami z dołu tabeli?
– Nie mogę powiedzieć, że takie zespoły są słabe. W tabeli, tak jak Piotrkowianin, nie są za wysoko, ale jeśli na mecz z nimi się odpowiednio nie skoncentrujesz, to możesz łatwo przegrać. Rzeczywiście czasami idzie nam ciężko. Nie może to być jednak wymówką.

Co myślisz o konkurentach?
– Generalnie konkurencja zawsze pomaga, przynajmniej mi. Muszę wtedy dawać z siebie więcej. Cały czas staram się udowadniać, że jestem lepszy. Dlatego nigdy nie miałem i teraz też nie mam problemu z chłopakami. Nie znam jeszcze za dobrze Pawła Paczkowskiego, ale już teraz mogę powiedzieć, że w przyszłości będzie z niego bardzo dobry zawodnik.

Dobrze ci się w Płocku pracuje z Larsem Waltherem?
– Nie można powiedzieć złego słowa na trenera. Poza nieszczęsnym meczem z Resitą i pojedynkiem z Vive, nie przegraliśmy przecież żadnego spotkania. Ludzie niestety często zapominają, że na dwa dni przed spotkaniem z kielczanami złapałem kontuzję. Tak samo Vukasin Rajković. Na dwa dni przed meczem musieliśmy improwizować, bo nie mieliśmy żadnego leworęcznego zawodnika na tę pozycję. W sumie nie ma jednak co narzekać, bo w sporcie takie rzeczy się zdarzają.

W marcu zagrasz przeciwko reprezentacji Polski…
– Nie wiem jeszcze, czy zagram. Na razie jestem tylko w szerokiej kadrze Słowenii. Do pojedynków z Polską został jeszcze miesiąc. Dlatego na właściwe powołania trzeba jeszcze poczekać. Zresztą na moją pozycję jest czterech zawodników. Ja jestem najstarszy… Zobaczymy, co to będzie.

Oglądałeś mecz Ligi Mistrzów, w którym Celje Pivovarna Lasko wygrała z Vive
– Tak, oglądaliśmy drugą połowę w szatni, zaraz po meczu z Piotrkowianinem. Był to bardzo interesujący pojedynek. Do samego końca nie było wiadomo, kto wygra. Celje, które miało przewagę własnej hali, miało też więcej szczęścia. I chyba też w końcówce bardziej chciało wygrać.

Więcej w „Gazecie Wyborczej Mazowsze”