Strona główna | ZPRP | Wenta po MŚ: Nadchodzi czas zmian

Wenta po MŚ: Nadchodzi czas zmian

 

– Wszyscy mówili o nas jako o gladiatorach, a tymczasem ich nie było. Bo czy gladiatorem może być ktoś, kto w prostej sytuacji gubi piłkę – zastanawia się w rozmowie z "Gazetą Wyborczą Kielce" Bogdan Wenta. Trener biało-czerwonych tłumaczy, że na wystawianie cenzurek niedługo przyjdzie czas. Nie tylko zawodnikom, ale także jemu. Nadchodzi czas zmian.

Ósme miejsce biało-czerwonych na szwedzkim mundialu to wynik poniżej oczekiwań. Jednej pozycji zabrakło nawet do absolutnego minimum, którym było zapewnienie sobie udziału w turniejach kwalifikacyjnych do igrzysk olimpijskich w Londynie.

Piotr Rozpara: Co się stało w Szwecji?
Bogdan Wenta: W konsultacji z Danielem Waszkiewiczem i lekarzem Maćkiem Nowakiem przygotowujemy sprawozdanie, które – poparte wnioskami – trafi do Ministerstwa Sportu i Turystyki.

Ale pan już pewnie wie, co się stało.
– Efekt końcowy był niezadowalający. Mamy kilka wniosków i szybko musimy na nie odpowiedzieć.

Na przykład?
– Być może nakręcenie pewnej sytuacji przyniosło efekt odwrotny od założonego. Wszyscy mówili o nas jako o gladiatorach [tak reklamowała drużynę Wenty TVP – przyp. red.], a tymczasem ich nie było. Bo czy gladiatorem może być ktoś, kto w prostej sytuacji gubi piłkę? I czy to jest aspekt związany z treningiem? Trzeba też postawić sobie pytanie, czy wyniki z ostatnich lat na pewno predysponują nas do tego, by być faworytem.

Wątpi pan w to?!
– To nie jest kwestia tego, czyja w to wątpię, czy nie. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. Dokonaliśmy wielkiego rozwoju dyscypliny w Polsce. Pytanie, czy wciąż jesteśmy w stanie znaleźć w sobie ten głód. Na boisku nie ma gwiazd, są normalni ludzie. Czy taki Nikola Karabatić [MVP mundialu w Szwecji – przyp. red.] na boisku jest gwiazdą? Wszyscy go tak postrzegają, a on jest po prostu świetnym zawodnikiem. Gwiazdą staje się, gdy jego zespół wygrywa.

Czy jesteśmy w stanie udźwignąć ten ciężar? No bo jeśli pana chwalą, to jest fajnie. Gorzej, gdy nie idzie. Czy wtedy pan da sobie z tym radę? To jedno z pytań do zawodników. Starałem się zwrócić im na to uwagę. I to nie tylko w Szwecji, jeszcze w Polsce, podczas zgrupowania w Cetniewie. Miałem wrażenie, że wiedzieli, o co chodzi.

A ktoś nie wiedział?
– Nie będę robił personalnych wycieczek, rozmawiamy o tym w drużynie. Ale podczas mundialu miałem wrażenie, że o ile przed wyjazdem niektórzy, patrząc w lustro, wyraźnie widzieli siebie, o tyle w Szwecji z dnia na dzień ten obraz był coraz bardziej zamazany. Wynika z tego, że ciężar ich przytłoczył.

Ciężar mistrzostw świata przytłoczył zawodników, którzy na piłce ręcznej zjedli zęby? Największe pretensje były do tych najbardziej doświadczonych.
– Dużo lepiej startuje się, gdy nie ma na tobie presji niż z pozycji faworyta.



Teraz presja ich przygniotła?
– Zastanawiam się nad tym. Wydawało się, że nie będą mieli obciążenia, bo są zbyt doświadczeni. Choć obserwując szwedzkie mistrzostwa, jedni się tym bardziej przejmowali, a po niektórych to "spływało".

Po kim "spływało"?
– Daniel [Waszkiewicz – przyp. red.] powiedział mi kiedyś: "Nie mierz wszystkich zawodników swoją miarą, niech każdy ocenia siebie w grupie". Nie ukrywam, że w Szwecji u niektórych trochę brakowało mi zaangażowania. Nie tyle samych zwycięstw, co właśnie takich emocji. Bo nie ma problemu przegrać mecz. Gorzej jeśli przegrywasz i masz duże poczucie niedosytu.

Powołałby pan raz jeszcze ten skład na Szwecję?
– Na dziś to wybór optymalny. Zabrakło Michała Jureckiego czy Krzyśka Lijewskiego, ale ich dopadły kontuzje. Mógłbym zrzucać na los. Ale tak samo może się okazać za miesiąc przed bardzo ważnymi meczami eliminacyjnymi do przyszłorocznego Euro ze Słowenią. Mogę nie mieć jeszcze więcej graczy, bo Sławek Szmal ma jakiś uraz kolana.

Więcej w „Gazecie Wyborczej Kielce”