Strona główna | ZPRP | W pojedynkę nie da się wygrać

W pojedynkę nie da się wygrać

 

Polscy zawodnicy po porażce z Węgrami mają świadomość straconej szansy wywalczenia prawa gry w kwalifikacjach olimpijskich. Pretensje mają przede wszystkim do siebie za brak konsekwencji w realizacji przedmeczowych założeń taktycznych. Zamiast zagrań zespołowych zaczęły dominować indywidualne akcje. Okazja do poprawy wizerunku nadarzy się już wkrótce. Biało-czerwonych nie może zabraknąć w finałach Mistrzostw Europy 2012.

/Fot. Marek Biczyk

Powiedzieli po meczu Polska – Węgry:

Bogdan Wenta: Gratuluję trenerowi Mocsaiowi i jego drużynie dobrej gry i zwycięstwa. Dziękuję też moim chłopakom za ten turniej, choć wszyscy zdajemy sobie sprawę, że wynik nie jest taki jak tego oczekiwaliśmy. Nasze błędy w tym meczu są zastanawiające. W pierwszej połowie popełniliśmy je w końcówce. W przerwie mówiliśmy sobie, że trzeba grać długą piłkę, krzyżówki. Rzucać w górę bramki, bo tam częściej piłka wpadała do siatki, ale i tak w drugiej partii rzucaliśmy głównie w dół. Niestety gdy jesteś podłamany, to nie dostrzegasz pewnych rzeczy. Węgrzy byli pewniejszym zespołem, bardziej wyrachowanym. Chcieliśmy ich pokonać zbyt prostymi środkami. Po meczu powiedziano nam że ósme miejsce też da awans do eliminacji olimpijskich, ale trzeba poczekać aż powstanie konkretny regulamin, na razie nie wiadomo. Musimy się skoncentrować na eliminacjach do mistrzostw Europy i samym turnieju. Będzie on z pewnością bardzo trudny.

Sławomir Szmal: Pierwszą połowę, gdzieś do 23 minuty można uznać za udaną. Graliśmy twardo w obronie i biegaliśmy do kontry. To były nasze mocne strony. Niestety w finałowych minutach tej części gry popełniliśmy kilka błędów. Brakowało szybkiego powrotu do obrony. Węgrzy zdobyli pięć bramek z rzędu. Po ostatnich meczach nie było widać u nas optymizmu i to szło w złą stronę. W drugiej połowie próbowaliśmy walczyć, ale czegoś nam brakowało. Po przerwie Węgrzy grali twardo w obronie i pewnie biegali do kontrataków. U nas tego zabrakło.    

Artur Siódmiak: Przestój pod koniec pierwszej połowy, to nie był pierwszy dłuższy okres słabej naszej gry w tym turnieju. Te błędy zdarzały się wcześniej. Robiliśmy je seriami, po trzy-cztery. Na nieszczęście przytrafiło się to również w meczu z Węgrami. Bardzo ważnym dla nas. Ustawiło to nas w niekorzystnej sytuacji. Pierwszą połowę przegraliśmy dwoma bramkami. W drugiej byliśmy bardzo naładowani. Chcieliśmy to jak najszybciej odrobić. Straciliśmy znowu dwie bramki i przewaga rywali urosła do czterech trafień. Znowu, jak to w naszym stylu, zaczęliśmy gonić, gonić. W efekcie nie zdołaliśmy tego meczu wygrać. Przegrała drużyna słabsza. Założenia taktyczne były takie, aby brać na siebie odpowiedzialność, ale grać długą piłką. Mieliśmy, wykorzystując szybkość, doprowadzić do 100 procentowej pozycji rzutowej. Powtórzyła się sytuacja ze spotkania z Danią. Graliśmy za krótko, bądź przytrafiały się nam niecelne podania. To się zemściło. Ciężko jest wygrać mecz grając indywidualnie. Faktycznie zagraliśmy poniżej naszych możliwości. Na pewno nikt nam nie może zarzucić, że nie walczyliśmy.

Bartosz Jurecki: Ten mecz nie różnił się od naszych poprzednich w tym turnieju. Gramy przez 20 minut dobrze, konsekwentnie, to co sobie założyliśmy przed meczem. Potem przychodzi jakiś moment, którego nie mogę zrozumieć. Nie gramy zespołowo. W pojedynkę nie da się wygrać. Węgrzy byli do pokonania. Wpadliśmy w jakąś otchłań, z której trudno jest się wydostać. Wierzę w to, że za rok na mistrzostwach Europy odbudujemy się i pokażemy reprezentację, która była wcześniej. Musimy usiąść i przeanalizować to co robiliśmy źle. Jeżeli trenerzy mówią nam grajcie w ten sposób, a to nam wychodzi, to dlaczego nie gramy tak do końca? Każdy z nas zawiedziony jest osiągniętym miejscem.