Strona główna | ZPRP | Superczempion dla Karola Bieleckiego!

Superczempion dla Karola Bieleckiego!

 

Karol Bielecki został uhonorowany Superczempionem, czyli specjalną nagrodą przyznawaną przy okazji corocznego Plebiscytu Przeglądu Sportowego i TVP na najlepszych sportowców Polski. – Odbieram to wyróżnienie jako docenienie mojej walki o powrót do sportu – powiedział „PS” rozgrywający reprezentacji Polski po otrzymaniu statuetki.

Karol Bielecki ze statuetką Superczempiona wraz z mistrzem olimpijskim w gimnastyce sportowej Leszkiem Blanikiem /Fot. Wojciech Figurski

Coś się w panu zmieniło po tej kontuzji?

To zdarzenie nie zmieniło wiele w moim życiu, a jeśli już, to chyba na plus, bo zacząłem je bardziej doceniać, cieszyć się każdą chwilą spędzoną na boisku czy z bliskimi. Stałem się też bardziej pewny siebie. Wiem już, że gdyby coś się stało, to dam sobie radę.

W internecie dostał pan mnóstwo wyrazów otuchy. Były też bardziej bezpośrednie kontakty – listy czy maile konkretnie na pański adres?

Tak, ludzie pisali o swoich problemach przy utracie oka, sposobach ich przezwyciężania, polecali światowe kliniki, w których mógłbym znaleźć pomoc. Ale ja cały czas nie chciałem myśleć o sobie jak o człowieku chorym. No i znajdowałem pozytywne strony – mniej wyjazdów, więcej czasu w domu, wolne weekendy i popołudnia, święta.

Pamięta pan moment, w którym zwątpienie przerodziło się w nadzieję?

Takim momentem była chyba rozmowa z lekarzem w klinice w Heidelbergu, który uświadomił mi, że jeśli tylko chcę, to mogę spróbować wrócić do sportu. A ja chciałem, i to bardzo. Chociaż przyznaję, że sam nie bardzo wierzyłem, że mi się uda. Dla mnie gra z jednym okiem była niemożliwa, ale jeśli ktoś mi dał szansę, to musiałem z niej skorzystać.

W pierwszym meczu w Bundeslidze po wypadku zdobył pan 11 bramek, a Lwy wygrały z Göppingen. Wtedy przeżył pan największe wzruszenie w życiu?

Na pewno emocje były ogromne. Na trybunach kilkanaście tysięcy ludzi, a każdy ciekawy, jak ten Bielecki zagra, czy piłka nie będzie mu wypadała z rąk. Chciałem po prostu spokojnie rozegrać mecz. Byłem naładowany emocjami, ale brakowało mi pewności siebie. A z tymi bramkami to jakoś samo poszło. Faktycznie, potem płakałem ze wzruszenia. Zeszło ze mnie napięcie, które gromadziło się przez trzy miesiące. Pokonałem kolejną barierę.

Zapraszano pana na spotkania, żeby zaświadczył pan samym sobą, jak można przezwyciężać ułomności?

Tak, i mam nadzieję, że mój przykład jakoś takim ludziom pomaga. Powtarzam, że trzeba mieć marzenia i wierzyć, że się spełnią. Zresztą dostałem kilka takich maili zarówno od Polaków, jak i Niemców, w których ludzie pisali, że dzięki mnie odzyskali motywację do tego, żeby zrobić coś dobrego ze swoim życiem.

Zatem jest pan prawdziwym Superczempionem. Zamiast korzystać z pomocy, sam pan jej udziela. A propos, jest pan dwukrotnym medalistą mistrzostw świata, ale nie ma pan żadnego z tych medali, prawda?

Prawda. Oba przekazałem na aukcje charytatywne, jeden poszedł do Krakowa, drugi zlicytowano na Dom Dziecka w Kielcach. Dla mnie to tylko kawałki metalu. Zamiast wisieć na ścianie i się kurzyć, niech się przyczynią do pomocy potrzebującym.

A gdybyście w Szwecji zdobyli złoto?

To też od razu przekażę medal na aukcję. Zresztą nie tylko złoty. Każdy.

Więcej w Przeglądzie Sportowym