Strona główna | ZPRP | “Valcić nie musi mnie przepraszać”

“Valcić nie musi mnie przepraszać”

 

Karol Bielecki w rozmowie z "Polska – The Times" opowiada o spotkaniu na parkiecie z Josipem Valciciem. To właśnie w starciu z Chorwatem, podczas czerwcowego meczu kadr narodowych, rozgrywający reprezentacji Polski doznał kontuzji w wyniku której stracił lewe oko. Popularny „Kola” przyznaje, że nie ma o to pretensji do przeciwnika i cieszy się, że w meczu jego Rhein-Neckar Loewen z VfL Gummersbach rywal traktował go tak, jak wszystkich pozostałych zawodników "Lwów".

Spodziewał się Pan aż tak wylewnego zachowania ze strony Josipa Valcicia? Chorwat wyściskał Pana jak dobrego znajomego…

 

Karol Bielecki: – Już wcześniej koledzy mówili, że Valcić bardzo czeka na ten moment i chce ze mną porozmawiać. Spotkaliśmy się przed meczem. Pytał, co z moim okiem, jak się czuję. Widziałem, że bardzo przejmuje się moim zdrowiem. Nie mam jednak do niego żadnych pretensji. To naprawdę nie jego wina. Czasem myślę sobie, że bardziej to ja nadziałem się na ten palec, niż on trafił mnie w oko. A po meczu Valcić życzył mi powodzenia.

 

Wasza rozmowa ograniczyła się tylko do tych dwóch momentów? Po meczu nie spotkaliście się na kawie albo piwie?

 

– Nie, każdy pojechał w swoją stronę. Tak naprawdę, to o czym mieliśmy rozmawiać? Ta historia nie ma żadnych podtekstów. Jeden z nas miał pecha i już. Trafiło na mnie. Josip za nic nie musi mnie przepraszać. Nie oczekuję tego.

 

Jak wyglądała rywalizacja na boisku? Nie zauważył Pan, żeby Valcić unikał z Panem kontaktu? W rozmowie z "Polską" Chorwat przyznał, że czuł się nieswojo…

 

– Nie sądzę, żeby Josip odpuszczał. Obaj gramy w piłkę ręczną na swoją odpowiedzialność. Naszymi pracodawcami są drużyny i każdy musi zarobić na chleb. Poza tym jesteśmy profesjonalistami. W Bundeslidze liczy się każda piłka. Przykład najświeższy: z Gummersbachem wygraliśmy tylko dwiema bramkami. Nie wyobrażam sobie, żeby na takim poziomie ktoś rozpamiętywał jakąś sytuację. Nawet jeżeli była ona tragiczna w skutkach. Kiedy walczyliśmy na kole, czułem, że Chorwat atakuje mnie tak jak każdego innego zawodnika. I mnie to cieszy. Chcę, żeby traktowano Bieleckiego normalnie.

 

Choć to pewnie wisielczy humor, niektórzy mówią, że dzięki temu wypadkowi gra Pan lepiej niż przed kontuzją.

 

– Gram nieźle, osiem bramek to naprawdę dobry wynik. Cieszy mnie jednak to, że nie odstaję od reszty chłopaków. Druga rzecz: ufają mi. Dogrywają piłki, a bez podań nie trafiałbym przecież do bramki. Na moją dobrą postawę wpływać może też pełna koncentracja. Kiedy nic ci nie jest, czasami sobie odpuszczasz, pobawisz się. Teraz nie ma takiej możliwości. Należy być czujnym od pierwszej do ostatniej minuty. Poza tym ciągle uczę się nowego grania. Za dwa miesiące będzie jeszcze lepiej.

 

Wydaje mi się, że chciałby Pan, aby wszyscy o tym incydencie zapomnieli. Żeby pisali o Karolu Bieleckim, a nie o Bieleckim, który gra bez jednego oka?

 

– Rozumiem te pytania, bo mój powrót to rzecz niecodzienna, ale przyzwyczajmy się do tego, że wciąż gram. Nowego oka już nie będę miał. Poza tym czasami tak sobie myślę – życie z jednym okiem też może być fajne.

Więcej w Polska The Times