Strona główna | ZPRP | Powrót Grzegorza Tkaczyka

Powrót Grzegorza Tkaczyka

 

Po długiej przerwie spowodowanej kontuzją, ponownie mogliśmy zobaczyć na parkiecie Grzegorza Tkaczyka. Reprezentant Polski zanotował ponad półgodzinny występ przeciw Bośni Sarajewo w ostatnim meczu fazy grupowej Ligi Mistrzów. – Nie po to trenowałem przez całe życie, żeby po siedmiu miesiącach wszystko zapomnieć. Ale wiadomo, że w spotkaniu z Bośnią nie czułem się jeszcze zbyt pewnie – powiedział zawodnik niemieckiego Rhein-Neckar Loewen w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego.

Wrócił pan na boisko po siedmiu miesiącach leczenia kontuzji. Nie zapomniał pan przez ten czas, jak się gra w piłkę ręczną?

Pewnie, że nie! Nie po to trenowałem przez całe życie, żeby po siedmiu miesiącach wszystko zapomnieć. Ale wiadomo, że w spotkaniu z Bośnią Sarajewo w Lidze Mistrzów nie czułem się jeszcze zbyt pewnie. Długa przerwa dała o sobie znać.

Jak wyglądał pański powrót?

– Szczerze mówiąc myślałem, że wyjdę na boisko w końcówce, zagram najwyżej parę minut. Proszę sobie zatem wyobrazić moje zaskoczenie, gdy w piątek po analizie wideo trener Ola Lindgren ogłosił wyjściową siódemkę i wymienił w niej moje nazwisko! Faktycznie, wystąpiłem z Bośnią od pierwszego gwizdka aż do 20. minuty. Grałem zarówno w ataku, jak i w obronie. Potem musiałem zejść, bo zabrakło mi powietrza – nie jestem jeszcze przygotowany fizycznie na tak długie granie. Po przerwie znowu pojawiłem się w wyjściowym składzie. Z tym że grałem już tylko w ataku. W sumie spędziłem na boisku około 40 minut.

Jakie wrażenia?

– Wiadomo, że to był mecz o czapkę śliwek, bo już wcześniej byliśmy pewni drugiej pozycji w grupie. Wielu naszych podstawowych zawodników w ogóle nie wyszło na parkiet. Ale dla mnie to był superważny mecz. Już przed spotkaniem czułem się bardziej podekscytowany niż zwykle. Zastanawiałem się, jak będzie wyglądała moja gra, ale przede wszystkim bałem się, jak zareaguje moje kolano. Przez wiele miesięcy modliłem się, żeby nie zaczęło boleć. I na razie wszystko jest w porządku, a obie zdobyte bramki sprawiły mi niesamowitą radość. Jestem zadowolony ze swojego występu, chociaż nie ustrzegłem się paru błędów.

Więcej na sports.pl