Strona główna | ZPRP | “Daleko mi do gwiazdy”

“Daleko mi do gwiazdy”

 

Obecny sezon jest niezwykle udany dla młodego bramkarza Azotów Puławy Piotra Wyszomirskiego. Swoistym ukoronowaniem dotychczasowych dokonań byłego gracza SMS-u Gdańsk był wyjazd na mistrzostwa Europy do Austrii. Podczas Euro 2010 młody golkiper mógł na co dzień podglądać najlepszego bramkarza tej imprezy Sławomira Szmala, a także zbierać niezbędne na arenach międzynarodowych doświadczenie. Szczypiornista opowiedział portalowi Sportowe Fakty o swoich wrażeniach z ostatnich miesięcy.  

Czy po Mistrzostwach Europy coś się w twoim życiu zmieniło?

– Zmieniło się o tyle, że jestem dużo bardziej popularny. Nie spodziewałem się, że ludzie będą chcieli brać ode mnie autografy czy robić sobie zdjęcia ze mną. Rozumiem, że na przykład ze Sławkiem Szmalem czy innymi wspaniałymi zawodnikami naszej reprezentacji, ale ja jestem najmłodszy w kadrze i na dobrą sprawę jeszcze nie udowodniłem swojej przydatności do drużyny narodowej. Jest mi jednak bardzo miło, gdy ktoś docenia to, co robię- szczególnie, gdy są to kibice dla których gramy.

Czy wspólne treningi z najlepszym bramkarzem świata- Sławomirem Szmalem pomogły Ci w jakiś sposób rozwinąć twój własny "warsztat bramkarski"?

– Oczywiście, że tak! Miałem przyjemność przebywać cały miesiąc ze Sławkiem codziennie obserwując co i jak robi by osiągnąć szczytową formę. Dużo mi też podpowiadał- jak mam się ustawiać i jak lepiej wykonywać poszczególne ćwiczenia, by czerpać z nich jak najwięcej pożytku."Kasie" na pewno należała się nagroda dla najlepszego bramkarza. To genialny sportowiec, ale przede wszystkim wspaniały człowiek.

Młody golkiper bardzo ceni sobie współpracę z trenerem Wentą /Fot. Marek Biczyk

Jak układała się twoja współpraca z selekcjonerem Bogdanem Wentą?

– Pozytywnie. Kiedy trzeba potrafił mnie zmobilizować wszelkimi możliwymi sposobami. Czasem był to krzyk i reprymenda, czasem słowa zachęty. Najważniejsze jednak, że te metody okazywały się skuteczne.

Jak wyglądało codzienne życie najmłodszego wiekiem i stażem gracza reprezentacji na tak ważnej imprezie? Koledzy nie dokuczali?

– To wspaniała ekipa, więc nie było mowy o żadnym dokuczaniu. Wypełniałem należycie

obowiązki młodego kadrowicza, więc nie mieli się do czego doczepić (śmiech). A tak poważnie to mam nadzieję, że nawet, gdy niektórzy zawodnicy zakończą już swoją karierę reprezentacyjną i pojawią się w niej nowe twarze, to nadal będzie panowała taka doskonała atmosfera jak teraz.

W Austrii nie zabrakło oczywiście kibiców przystrojonych w biało-czerwone barwy. Czy ich doping pomagał?

– Oczywiście! Szczególnie czuliśmy ich pomoc, gdy spiewaliśmy hymn przed meczami. Nasz był śpiewany zdecydowanie najgłośniej i było to naprawdę wspaniałe uczucie!Mamy najlepszych kibiców na świecie, dla których warto dawać z siebie wszystko i zostawiać cale serce na boisku!

 

ME w Austrii były dla Piotra Wyszomirskiego debiutem na tak dużej imprezie /Fot. Marek Biczyk

Jak wasze wyniki i twoje występy zostały ocenione w Puławach, gdzie na co dzień reprezentujesz barwy miejscowych Azotów?

– W Puławach trzymali za mnie kciuki. Rozmawiałem z niektórymi kibicami, którzy kibicowali mi i za to im bardzo dziękuję! Mamy w Puławach cudownych kibiców, którzy potrafią stworzyć doskonałą atmosferę w naszej hali, jak również starają się dopingować nas w spotkaniach wyjazdowych. Jestem im naprawdę wdzięczny, gdyż często podporządkowują oni ukochanej drużynie całe swoje życie.

Pokazałeś się z niezłej strony na ME, jesteś jedną z największych gwiazd Azotów. Jakie zatem są kolejne cele, bądź marzenia Piotra Wyszomirskiego?

– Gwiazdą? Jaką gwiazdą? To media kreują ludzi na gwiazdy, one mogą zrobić z prawie każdego człowieka bohatera lub zmieszać go z błotem. Jestem zwykłym człowiekiem, który stara sie wykonywać to, co najlepiej potrafi. Dziękuję Bogu za talent do piłki ręcznej, choć wiem, że musi on być poparty ciężką codzienną pracą, bo inaczej nic z tego nie będzie. Marzenia? Zobaczymy jak "góra" to wszystko zaplanowała…

(więcej na sportowefakty.pl)