Strona główna | ZPRP | “Kasa” o wrażeniach z kieleckiej wyprawy

“Kasa” o wrażeniach z kieleckiej wyprawy

 

Sławomir Szmal, bramkarz reprezentacji Polski oraz niemieckiego Rhein Neckar Loewen podzielił się z Gazetą Wyborczą swoimi wrażeniami z sobotniego spotkania fazy grupowej Ligi Mistrzów w Kielcach, w którym jego klub pokonał Vive Targi 35:32 (15:19).

Główny cel osiągnęliście – zrewanżowaliście się za ten sensacyjny remis w Karlsruhe.

Uzyskaliśmy go wielką pracą. Mecz był dla nas niesamowicie ciężki. Vive wyszło ogromnie naładowane, pełne energii. I to było po nich widać, zwłaszcza w pierwszej połowie. Grali twardo w obronie, szybko i z pomysłem w ataku. Moi koledzy musieli naprawdę mocno się napracować, żeby przeciwstawić się kielczanom.

Długo goniliście, ale gdy wreszcie się udało wyjść na prowadzenie, już go nie oddaliście do końca. Wygrało doświadczenie?

– Ja to widzę trochę inaczej. Chłopacy z Vive przez 45 minut grali ostrym tempem, ale praktycznie tylko w ósemkę. Bogdan nie robił wielu zmian. I to niestety musiało się odbić, bo z każdą minutą opadali z sił. Widzieliśmy to. My mieliśmy prosty plan: biegać, biegać i… zabiegać Vive. No i się udało.

Mimo że to Wy w nogach mieliście środowy, wyczerpujący ligowy bój z THW Kiel.

– Nie wyolbrzymiałbym akurat tego specjalnie. Z Kiel zagraliśmy raczej tak na chodzonego (śmiech). Bez większych szaleństw. W Kielcach było już maksimum.

Awans do najlepszej szesnastki Champions League to pewnie absolutne minimum, jakie postawiliście sobie przed sezonem?

– Po trudnym początku jest coraz lepiej. A myślę, że nasza forma cały czas będzie rosła. Przed rokiem byliśmy w półfinale, powtórzyć ten wynik byłoby super. Ale spokojnie. Na razie cieszymy się, że wygraliśmy w Kielcach. Proszę mi wierzyć, naprawdę obawialiśmy się tej wyprawy do Hali Legionów. Ta publiczność jest niesamowita!

Sławomir Szmal był zachwycony kielecką publicznością /Fot. Marek Skorupski

Nie żal trochę, że tak krótko mógł się Pan przed nią zaprezentować?

– To nie był mój dzień. Wszedł do bramki Henning Fritz i zagrał kapitalne zawody. Bronił jak natchniony. Słowa uznania. W kilku sytuacjach, gdy kielczanie, wydawało się, mieli już czystą pozycję, zachował się fantastycznie. Ta wygrana to w dużej mierze jego dzieło.

Z ławki mógł Pan za to przynajmniej trochę poobserwować kieleckich kibiców.

– (śmiech). Są chyba z innej planety! Dawno czegoś takiego nie przeżyłem. Był taki tumult, ryk, śpiew, że nie było słychać, co mówi kolega stojący metr obok. Dla Vive to chyba nawet nie ósmy zawodnik, ale dziewiąty czy dziesiąty!

Może od przyszłego sezonu częściej będzie miał Pan okazję ich podziwiać.

– A coś Pan może wie (śmiech)? Życie pisze różne scenariusze…

(GW Kielce)