Strona główna | Europejskie Puchary | Lwy pokazały pazury

Lwy pokazały pazury

 

Piłkarze ręczni Vive Targi przegrali w Kielcach z niemieckim zespołem Rhein-Neckar Loewen 32:35 (19:15), w meczu grupy B Ligi Mistrzów. Po świetnej w wykonaniu mistrzów Polski pierwszej połowie, w drugiej zawiodła nieco skuteczność w ataku, co skrzętnie wykorzystali niezwykle doświadczeni przeciwnicy.

W wyjściowym składzie drużyny "Lwów" zobaczyliśmy dwóch reprezentantów Polski – Sławomira Szmala i Karola Bieleckiego. Pierwsze 25 minut spotkania było niezwykle wyrównane, wynik wciąż oscylował wokół remisu. Dopiero tuż przed przerwą kielczanie uzyskali pięciobramkową przewagę.

Wydawało się, że gospodarze znaleźli sposób na bardzo agresywnie grającą w obronie niemiecką drużynę, nabiorą rozpędu i utrzymają korzystny rezultat. Tym bardziej, że fantastycznie bronił w tym okresie Marcus Cleverly, a serie zdobywanych bramek przez Mariusza Jurasika i Henrika Knudsena, widzowie nagradzali zasłużonymi brawami.

W drugiej połowie meczu, trener gości Ola Lindgren zmienił ustawienie swojego zespołu na 5:1. Okazało się to być skuteczna bronią na Vive. W dodatku podopieczni Bogdana Wenty zaczęli grać nerwowo, mnożyły się niecelne podania oraz nieprzygotowane strzały.

Kilka niewykorzystanych idealnych sytuacji pod bramką Rhein-Neckar spowodowało, że przewaga stopniała i to goście objęli prowadzenie. Ich najgroźniejszą bronią były szybkie i skuteczne kontrataki, w znakomitej dyspozycji strzeleckiej był skrzydłowy Uwe Genshmeir, który w drugiej połowie strzelił 10 goli.

Później gospodarze znów się podnieśli, Cleverly oraz zastępujący go Kazimierz Kotliński kilka razy popisali się udanymi interwencjami. Kielczanie doprowadzili do remisu 31:31 w 54. min, ale kłopoty z rozegraniem ataku pozycyjnego pod bramką rywali i niecelne rzuty pozwoliły szczypiornistom niemieckim odskoczyć na kilka bramek. Do końca nie udało się zmniejszyć tej przewagi. W drużynie Rhein- Neckar bardzo silną formacją była obrona, szczególnie w drugiej części meczu, a Karol Bielecki, który przed laty grał w Kielcach, nie marnował okazji.

Mimo porażki Vive pozostało na trzecim miejscu w grupie B. Do następnej fazy LM awansują cztery zespoły.

Po meczu trener gości Ola Lindgren chwalił swych piłkarzy za konsekwentne realizowanie taktyki zmienionego ustawienia w drugiej połowie, która przyniosła im szczęśliwe zwycięstwo. "Jest to bardzo ważny sukces po ciężkim tygodniu, w którym mieliśmy jeszcze trudne mecze ligowe. Jechaliśmy do Kielc z dużymi obawami, pamiętając remis we własnej hali w pierwszej rundzie. Musieliśmy bardzo ciężko walczyć o końcowy rezultat, szczególnie kiedy po pierwszej połowie kielczanie prowadzili. Pomogły nam nieudane akcje gospodarzy jak i szybkie kontrataki naszych piłkarzy" – powiedział szkoleniowiec drużyny gości.

Trener Vive Targi Bogdan Wenta, nie miał najlepszego nastroju. "Rozumiem trochę rozczarowanie kibiców, ale taki jest sport, a piłka ręczna szczególnie. Niewykorzystane okazje do zdobycia bramek, są szansą dla rywali. I tak było w tym meczu. Zawodnicy zostawili serce na boisku. W walkę włożyli wszystkie siły, ale to rywale opuszczają Kielce w dobrych nastrojach. Goście popełnili mniej błędów, skuteczniej wykorzystali nasze. Sądzę, że jesteśmy na dobrej drodze. Mimo porażki zespół nie ma się czego wstydzić, dali z siebie wszystko" – powiedział.

Skrzydłowy Vive Mariusz Jurasik dodał, że mecz był interesujący, ale popełnione błędy nie pozwoliły dogonić rywali i coś więcej uzyskać. "Błędy wynikały z gry, nie mamy do siebie pretensji. Tak czasem bywa. Żałuję, że i mnie przydarzyły się sytuacje, z których nie zdobyłem bramek. Może lepiej będzie za tydzień w Valenje, w kolejnym meczu LM" – ocenił Jurasik.

Karol Bielecki z Rhein-Neckar stwierdził, że "był to ważny mecz, którego rezultat stabilizuje pozycję zespołu w tabeli grupy B".

Patryk Kuchczyński tłumaczył, że niedokładności i rzuty z nieprzygotowanych pozycji, zemściły się. "Musieliśmy gonić wynik. Sam miałem trzy doskonałe sytuacje, których nie wykorzystałem. To boli, ale za kilka dni jest kolejne spotkanie, trzeba o tym zapomnieć i grać skuteczniej" – podsumował.

(PAP/JKM)