Strona główna | ZPRP | Niemcom brakuje klasy

Niemcom brakuje klasy

 

Nie powiem: "Jedziemy po medal". Powiem, że jedziemy przebyć trudną drogę – mówi trener polskich piłkarzy ręcznych Bogdan Wenta. Jego piłkarze zaczęli przygotowania do mistrzostw Europy – przed świętami zagrają w turnieju Christmas Trophy.

Metro/Łukasz Jachimiak: Przed Polską turniej na Słowacji.

Bogdan Wenta: To jest turniej organizowany z myślą o zawodnikach występujących na co dzień we własnych ligach. Ja zabieram graczy młodych, chcę ich wypróbować. W przypadku Czechów, Węgrów i Słowaków wygląda to podobnie.

A co słychać u naszych gwiazd? Ulżyło panu, że Tkaczyk i Bielecki opuścili Magdeburg?

Teraz mogą skupić się na treningach, nie są już uwikłani w dziwną politykę, w historie pozasportowe, których w Magdeburgu jest mnóstwo. Żal mi było chłopaków, widziałem, że coraz gorsza jest ich dyspozycja psychiczna. W ekipie Rhein-Neckar Loewen, gdzie spotkali Szmala i Jurasika, mogą dalej się rozwijać. Teraz trzeba z Magdeburga uwolnić Bartka Jureckiego, który ma kontrakt do końca sezonu. Ale jest nadzieja, że uda mu się odejść już w zimowej przerwie.

A jak pan rozstawał się z Magdeburgiem?

Moja współpraca z nowym kierownictwem, które przejęło w kwietniu władzę w klubie, nie układała się dobrze. Zespół nie został uzupełniony po odejściu ważnych graczy, wpadliśmy w dołek, teraz zrobił się z tego duży kryzys. Przy nikłym nakładzie finansowym na drużynę chciałem walczyć o miejsce w pierwszej szóstce. A po moim odejściu te apetyty sportowe zostały zdegradowane do utrzymania się w lidze. Wszyscy zawodnicy, którzy byli w mojej koncepcji na nowy sezon, i byli z klubem już dogadani, po moim odejściu odmówili przyjścia do Magdeburga.

Planuje pan objęcie jakiegoś innego klubu?

Napłynęły do mnie różne oferty, ale jesteśmy w tej chwili w okresie przedolimpijskim, mamy szanse awansu, trzeba zrobić wszystko, by to osiągnąć, na tym się koncentrujemy.

Nie ma pan dość Niemiec? Chyba zdenerwowali pana na turnieju o Superpuchar?

Wybielali się poprzez głupie komentarze. Nie potrafili przyznać, że byli słabsi, że słusznie z nami przegrali. To typowe, a z innych krajów napływały normalne komentarze. Wiem, że dobrze mówili o nas w Hiszpanii, we Francji, w całej Skandynawii. A Niemcy próbowali odwrócić uwagę od własnego problemu, zabolało ich, że mistrz świata przegrywa w domu. Szkoda, że zabrakło im klasy, honoru i sportowego szacunku dla rywali. Ale oni żyją w swoim cyrku, a ten cyrk denerwuje wszystkich i przysparza im wielu wrogów.

Apetyty kibiców są coraz większe. Pan o styczniowych mistrzostwach Europy mówi ostrożnie.

Apetyt zawsze rośnie w miarę jedzenia, my kibiców świetnie rozumiemy. Ale wszyscy zapominają o jednym – czołówka jest szeroka. Na mistrzostwach świata pierwsza dziesiątka mogła być sklasyfikowana zupełnie inaczej, wyniki zależały od dyspozycji dnia.

A ME zaczniemy od spotkania z jednym z największych przegranych na mundialu – Chorwacją. W grupie mamy jeszcze mocnych Słoweńców i niedocenianych Czechów, o których powiem tylko, że piętnastu zawodników z ich szesnastki gra w Bundeslidze. I proszę nie myśleć, że to jakieś asekuranctwo. My wierzymy w siebie, ale jednocześnie nie zapominamy, że przeciwników trzeba doceniać.

Marcin Lijewski zapowiada walkę o złoto, czyli o tym zapomina?

Nie, dlaczego? Wszystko w rękach chłopaków. Każdy jest odpowiedzialny za to, co mówi. Słowa Marcina potwierdzają jego wiarę w to, co robi. To jest bardzo istotne. Nastawienie pozytywne jest w nas wszystkich, ale nie zapominamy, że przed dwoma-trzema laty byliśmy bardzo daleko, że cele i ambicje weryfikuje każdy kolejny mecz.

To pewnie o medalu mistrzostw jeszcze pan nie myśli?

A co mi da myślenie o medalu, jeśli najpierw nie pomyślę o drodze, która do niego prowadzi? To ta droga jest najważniejsza. Każdy mecz będzie nas budował, jeżeli będziemy wygrywać. I wtedy cel można sobie konkretyzować. Nie powiem: "Jedziemy po medal". W sporcie za łatwo mówi się: "Jesteśmy w formie, jedziemy po medal". Ja powiem, że jedziemy przebyć trudną drogę. Na niej jest dziesięć meczów. Musimy być twardzi, psychicznie gotowi na wszystko.

Wicemistrzowie świata nie powinni bać się nikogo…

Nie zapominamy, gdzie byliśmy i skąd przyszliśmy. To mobilizuje. A bez takiej pamięci łatwo o fałszywe kroki.

Pokora o wiara?
Może nie aż pokora. Wiara jak najbardziej – musisz wierzyć, że masz możliwości zrobić to, o czym marzysz. Ale musisz też pamiętać, że ciągle masz co doskonalić.