Strona główna | ZPRP | Łakomy: Więcej czasu dla kadry!

Łakomy: Więcej czasu dla kadry!

 

Bez postawienia na kadrę i dania jej priorytetu nie mamy szans w konfrontacji z najlepszymi zespołami świata. Robiliśmy już tak kiedyś z reprezentacją męską. Myślę, że czas powrócić do tych dobrych metod – mówi po przyjeździe z kobiecych Mistrzostw Świata we Francji Zenon Łakomy, trener reprezentacji Polski.

Osiem meczów, w tym cztery zwycięstwa, ale też tyle samo porażek. Czy jest Pan usatysfakcjonowany z gry zespołu i 11 miejsca mistrzostw świata?

– Z gry na pewno tak. Dodam, że po raz pierwszy od dawna Polska ma dodatni stosunek bramkowy po całym turnieju. Myślę, że dziewczyny zostawiły dobre wrażenie. Awans z 19. (MŚ 2005) na 11. miejsce to spory postęp. Niewiele brakowało, żeby być w czołowej ósemce. Graliśmy w niezwykle trudniej, a przede wszystkim, wyrównanej grupie. Francuzi po porażce z Rumunią stwierdzili, że gdyby byli w grupie w Dijon, to w ogóle nie weszliby do ćwierćfinałów. Z nami też Francja miałaby kłopoty.

Nie wszystko zależy teraz od nas, ale według wyliczeń jest jeszcze szansa na udział Polski w turnieju kwalifikacyjnym do Igrzysk w Pekinie.
– Tak. Rozmawiałem wczoraj z przedstawicielami IHF i zapewnili mnie, że Polska ma sporą szansę. Rozmawialiśmy przed meczem Chorwacji z Hiszpanią. Jednym z warunków było to, aby Chorwacja wygrała. Tak właśnie się stało. Teraz czekamy na to co zrobi Angola w mistrzostwach Afryki. Jeśli wygra, to Polska na pewno zagra o prawo startu w Pekinie.

Rok temu Polska była ósma w ME, teraz odliczając kraje spoza Europy jesteśmy na dziewiątym, czyli bardzo zbliżonym miejscu. Czy to oznacza, że zespół osiągnął pewien pułap, ale na razie nie jest w stanie ugrać coś więcej?

– Trudno jest jednoznacznie odpowiedzieć. Na pewno nie jesteśmy zespołem, który można porównywać do ścisłej czołówki w sensie takiego autentycznego nawiązania równorzędnej walki. Po prostu my gonimy świat, czołowe zespoły Europy. Musimy twardo stąpać po ziemi i wiedzieć, żeby aby tam być trzeba jeszcze mocniej pracować. Nie zapominajmy o tym, że w domu pozostało wiele dobrych drużyn europejskich, jak Dania, Szwecja i Serbia.

Która porażka najbardziej boli?

– Z Niemcami, bo jeśli przegrywa się 10 bramkami, dochodzi się na jedną i ma się szansę nawet na wygranie meczu, to trochę żal tej walki. Żal jest też dlatego, że w końcówce pierwszej połowy tak słabo zagraliśmy.

Już ponad rok prowadzi pan kadrę. Proszę ocenić na podstawie MŚ, która zawodniczka poczyniła największe postępy?

– Proszę porównać występ Kingi Polenz dwa lata temu w Sanki Petersburgu, a jak wyglądała teraz w polskiej reprezentacji. Malczewska, która nie brała udziału w MŚ 2005, pozwoliła nam znakomitą postawą wziąć udział w finałach MŚ. Dorota mimo małych problemów z kolanem grała bardzo dobre mistrzostwa. Jest niezwykle oddaną zawodniczką i można powiedzieć, że zrobiła spore postępy. Wprowadziliśmy do kadry dwie najmłodsze zawodniczki. Byzdra w ogóle była najmłodszą w tej imprezie. Dziewczyny z młodzieżówki zdobyły znakomite doświadczenie. Gdyby nie rzuty z tyłu Pielesz, to meczu z Macedonią byśmy nie wygrali. Ona wie ile musi jeszcze pracować. My również wiemy, że bez prawdziwego zagrożenia z dystansu ta drużyna nie będzie się rozwijała. One obie pomogą polskiej reprezentacji gonić świat.

Z wielu Pańskich wypowiedzi, które docierały z MŚ do naszego kraju wynika, że przyczyn porażek tkwiły trzeba doszukiwać się w słabszej kondycji zawodniczek. Co należy zrobić, w tym jak dotrzeć klubów, w których kadrowczki przebywają przez większość sezonu, aby ten temat przy następnej imprezie przestał nas dotyczyć?

– Musimy przyjąć politykę, że albo jest to teoria, że kadra ma priorytet, albo jest to praktyka. Jeśli kluby zbojkotowały udział reprezentacji w turnieju na Węgrzech, gdzie zostaliśmy zaproszeni przez trzy najlepsze drużyny świata, to jest to po prostu bezczelnością. Bezczelnością nie wziąć udziału w takiej imprezie. Od samego początku powtarzam, że jeśli nie będziemy grali z najlepszymi, mimo jeszcze porażek, bo kluby nasze odpadają w pierwszych rundach europejskich pucharów, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Bez tego doświadczenia nie mamy żadnych szans. Zawodniczki, które grają w zagranicznych zespołach, nie dość, że mają więcej rozegranych meczów, ale też przynajmniej co drugi tydzień grają bardzo ciężkie spotkania w pucharach Europy. To jest doświadczenie. My nie mamy takich szans, choćby ze względów finansowych. Odpowiedź sama się nasuwa. Powinniśmy więcej czasu przeznaczyć na reprezentację, na grę z najlepszymi i wspólne zgrupowania. Tak robią ci najlepsi, którzy spotykają się na kilka dni i poza dwoma meczami dużą uwagę przywiązują do treningów. Robiliśmy już tak kiedyś z reprezentacją męską. Myślę, że czas powrócić do tych dobrych metod.

Czy Francuzi organizacyjnie podołali wyzwaniu jakim są MŚ?

– W sporej mierze na pewno tak. Bardzo dobrze zorganizowana była sprawa wizualno-statystyczna, w tym przekazywanie kaset na wszystkich obiektach. Trochę problemów było ze stroną kulinarną. Ogólnie nie można narzekać. Hala Bercy wypełniły się prawie po brzegi. Kulisy spotkań ćwierćfinałowych były wspaniałe, nawet na meczu o 11 miejsce było blisko 8 000 widzów. Chyba pierwszy raz nasze dziewczyny grały przed taką widownią. To na pewno zostanie dla nich wielkim doświadczeniem.

Marek Skorupski