Strona główna | ZPRP | Porażki uczą bardziej

Porażki uczą bardziej

 

Szansa na Pekin ulotniła się we Francji, ale trener Zenon Łakomy otrzymał propozycję prowadzenia reprezentacji do igrzysk w Londynie 2012 informuje „Sport”.

Poniedziałek był dniem wolnym na rozgrywanych we Francji mistrzostwach świata w piłce ręcznej kobiet. Większość ekip zbierała siły przed decydującymi meczami rundy zasadniczej, ale dla nas, niestety, ostatni występ w Dijon z Hiszpanią ma już tylko prestiżowy wymiar. Po czterech kolejnych porażkach, z Rumunią, Węgrami, Koreą Pid., Niemcami, wiemy już, że zajmiemy ostatnią pozycję w grupie i w piątek w Paryżu zagramy z Chorwacją lub Macedonią o 11. miejsce.

Czarne charaktery

– Powiedzieliśmy już sobie co było dobre i co było złe w meczu z Niemcami – przekazuje nam trener Zenon Łakomy. – Jeśli mielibyśmy gdzieś znaleźć główne przyczyny niedzielnej porażki, to na pewno w ostatnich minutach pierwszej połowy, gdy straciliśmy osiem kolejnych bramek. Nie wolno dopuszczać do takich sytuacji na tej rangi zawodach, mam jednak nadzieję, że potrafimy wyciągnąć wnioski z tej lekcji. Nasze porażki we Francji są dla mnie o wiele ciekawszym źródłem obserwacji niż poklepywania po zwycięstwach.

Nasz selekcjoner przyznał, że gdy są wyniki, wówczas łatwiej jest się czarnym charakterom „przeszwarcować". Gdy nie idzie – zespół wysyła sygnały na kogo można liczyć, na kogo trzeba stawiać. Trener Łakomy nie chciał jednak zdradzić swoich spostrzeżeń, aczkolwiek ujawnił, że otrzymał od prezesa polskiej federacji, Andrzeja Kraśnickiego, propozycję pracy z żeńską reprezentacją Polski do igrzysk w Londynie w 2012 roku. – Prezes Kraśnicki podziękował nam za to, jak „się sprzedajemy" we Francji i za postępy w grze – mówi dalej trener Łakomy. – Poprosił mnie także o prowadzenie drużyny narodowej do igrzysk w Londynie. Nie odmówiłem, choć najprawdopodobniej w Dijon ulotniła się szansa na udział w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk w Pekinie. Zresztą, przyjmując rok temu propozycję współpracy z reprezentacją, byłem realistą, wiedziałem, że szalenie trudne będzie załapanie się na wyjazd do Chin. Tym bardziej cenię sobie pozytywną opinię prezesa Kraśnickiego i jego długofalowe spojrzenie na rozwój dyscypliny.

Kuchennymi drzwiami

Ostateczna decyzja w kwestii żeńskich kwalifikacji do igrzysk w Pekinie (automatycznie kwalifikuje się mistrz świata, zespoły z pozycji 2-7 uczestniczą w turniejach przedolimpijskich) zapadnie… w najbliższych dniach we Francji. Podobno możemy jeszcze dostać się do jednego z trzech turniejów przedolimpijskich „kuchennymi drzwiami", ale tylko w przypadku, gdy Chorwacja zajmie 9. miejsce w MŚ, a Angola, która jest już w czołowej ósemce mundialu, wygra przyszłoroczne mistrzostwa Afryki. W takim przypadku dwa miejsca dla Europy przypadłyby piątej w ubiegłorocznych ME Szwecji i ósmej Polsce.

– Jak nie wiadomo o co chodzi, to… W każdym razie ja jestem realistą i większych szans dla nas nie widzę – komentuje te spekulacje nasz selekcjoner.

Na marginesie dodajmy, że 17 grudnia ma zapaść w Paryżu także decyzja o organizatorach męskich turniejów. Polska, jako wicemistrz świata, wystawiła dwie kandydatury – katowickie-
go Spodka" oraz wrocławskiej Orbity" – i, jak nas po niemieckim mundialu zapewniano, mamy największe szanse na organizację, niemniej znając nieobliczalność działaczy światowej federacji IHF – można się wszystkiego spodziewać.

Służbiści z Dijon

Wiele do życzenia pozostawia także organizacja tej rangi zawodów, przy czym wpadka francuskiej gazety Le Bień Publica", która podała mylny wynik spotkania Francja – Rosja (Francuzki przegrały 20:31) była tylko zabawnym epizodem. Po meczu z Polską niemieckie zawodniczki, gdy chciały podejść do swoich kibiców, zostały otoczone gęstym kordonem ochroniarzy uniemożliwiającym im to. Węgrzy i Niemcy narzekali także na jakość posiłków, a szczytem było zaserwowanie im na śniadanie… zimnej jajecznicy.

– To kwestia firmy cateringowej, która po prostu dowozi do hotelu zimne posiłki – mówi menedżer polskiej reprezentacji, Klaudiusz Sevković. – Nadgorliwość w izolowaniu ekip od kibiców i służbistość organizatorów, wszystkim bardzo doskwiera. Możemy się poruszać tylko w wyznaczonych rewirach. Tego na przykład w Tulonie nie było, ale są też pozytywne sprawy, więc nie narzekamy. Tym bardziej, że wszyscy oficjele nas tutaj chwalą. Rozmawiałem z sekretarzem generalnym IHF Peterm Muehlmatterem, szefem komisji sędziowskiej Christerem Ahlem czy z prezydentem światowej federacji Hassanem Moustaftą, którzy zauważyli postępy w grze i podkreślali, że żałują, iż nikt nie przyznaje punktów za widowiskowość i emocje, bo mielibyśmy spore szanse na wysoką lokatę w MŚ.

Zbigniew Cieńciała