Strona główna | ZPRP | Cudu nie było

Cudu nie było

 

Polska przegrała z Niemcami 32:35 ( 12:22) w rundzie zasadniczej Mistrzostw Świata we Francji. Podopieczne Zenona Łakomego straciły szanse na zakwalifikowanie się do ćwierćfinałów.

Polski nie wykorzystały prezentu Hiszpanek, które kilka godzin wcześniej pokonały Koreanki. Ten wynik, w przypadku zwycięstwa nad Niemkami, podtrzymywał szansę Białoczerwonych na awans do ćwierćfinałów. O porażce przesądziły fatalnie rozegrane przez Polki finałowe minuty pierwszej połowy.

Był to dziwny mecz. We wcześniejszych występach drużyna Zenona Łakomego po pierwszych połowach przeważnie prowadziła (4 razy na 5 spotkań). Po zmianie stron, w konfrontacji z renomowanymi rywalkami, w miarę upływu czasu, Polki traciły siły, popełniały proste błędy i rywalki odrabiały straty.

Tym razem było zupełnie odwrotnie. Zespół Armina Emricha po 30 min prowadził 10 bramkami i wydawało się, że zwycięzca może być tylko jeden. W tym okresie dobrze broniła Magda Chemicz, ale bez wsparcia koleżanek w defensywie często była bezradna. Próby wyprowadzenia kontr przeważnie kończyły się niecelnym podaniem.

Po przerwie Polki wykazywały dużą ochotę do gry, a ich dyspozycja wskazywała, że z kondycją nie jest tak źle. Metamorfozy naszego zespołu nie można tylko tłumaczyć tym, że na drugą połowę Niemki wyszły, mając w składzie kilka rezerwowych zawodniczek, ani tym, że poczuły się zbyt pewnie i koncentrację, a także wolę walki zostawiły w szatni.

Po prostu Polki udowodniły, że potrafią dobrze grać. Od rywalek są tylko gorsze – jeśli już – w niuansach. Np. w ustawieniu drużyny. Okazało się, że Agnieszka Wolska, próbowana dotąd na prawym skrzydle, stworzona jest do gry na prawym rozegraniu. To po jej zagraniach sędziny przyznały Polkom wszystkie pięć rzutów karnych. Wolska, doskonale znając przeciwniczki z Bundesligi, dynamicznymi akcjami rozbijała ich strefę. Można się zastanawiać dlaczego tak krótko na początku pierwszej połowy grała Dagmara Kowalska, która zdobyła 3 z pierwszych 4 bramek zespołu.

Oczywiście można żałować, że w składzie Polek nie było zawodniczki pokroju leworęcznej Grit Jurack, która w sumie zdobyła 1/3 dorobku bramkowego Niemek. Polscy kibice przede wszystkim mogą mieć pretensje o to, że nasz zespół katastrofalnie rozegrał finałowe 7 minut pierwszej części gry, kiedy to od stanu 12:14 stracił osiem goli z rzędu. Jak pokazuje końcowy rezultat, ten deficyt bramkowy okazał się nie do odrobienia.

Zryw w drugiej połowie podopiecznych Zenona Łakomego i doprowadzenie do wyniku 32:33 – po najładniejszej akcji meczu w wykonaniu Kingi Polenz i trafieniu Ewy Damięckiej – świadczy o ich ogromnym potencjale i pokazuje, że dystans do Niemek nie jest tak duży. Z zastrzeżeniem, że to zespół naszych zachodnich sąsiadów będzie grał o medale mistrzostw świata, a nie nasz.

Zenon Łakomy: Pracuję z tym zespołem od roku. Myślę, że konkretne postępy ten zespół poczynił. Też chciałbym, aby zamiast przegranej dwoma bramkami był remis, czy zwycięstwo jedną. Widocznie jeszcze trzeba potrenować, żeby to się udało.

Niemcy-Polska 35:32 (22:12)
Niemcy: Woltering, Englert – Jurack 12/2, Woerz 1, A.Mueller 3, Reiche 1, Hering 3, Krause 6/1, Blacha, S.Mueller, Baumach 6, Melbeck 3. Kary 2 min.
POLSKA: Chemicz, Łącz – Jacek 1, Załęczna 1, Damiecka 4, Kowalska 6/2, Majerek 2, Polenz 6, Wolska 4, Kudłacz 3/2, Duda 3, Duran 2. Kary 6 min.
Sędziowały: Rakitina, Tkaczuk (obie Ukraina). Widzów 2 800.