Strona główna | ZPRP | Mistrzynie I połowy

Mistrzynie I połowy

 

Polska przegrała w Dijon z Węgrami 26:28 (13:11) w pierwszym meczu rundy zasadniczej Mistrzostw Świata kobiet. Białoczerwone podobnie jak w poprzednim występie, z Rumunią, prowadziły do przerwy, ale przestój na początku II połowy zaprzepaścił szansę na korzystny wynik.

Z pewnością nie było to widowiskowe spotkanie. Zwycięstwo było znacznie bliżej niż w potyczce z Rumunkami. Ponownie dała o sobie znać gorsza wytrzymałość, ale występu podopieczne Zenona Łakomego nie muszą się wstydzić.

Z tego meczu kibice bardziej zapamiętają efektowne parady obu bramkarek – Magdy Chemicz (39 procentowa skuteczność) i Katalin Palinger (45 procent) niż strzeleckie popisy, którejś z zawodniczek z pola. W konsekwencji po 14 min na tablicy widniał wynik 4:4. Węgierki znacznie częściej przekraczały przepisy (pięciokrotnie w I połowie), ale nasz zespół nie potrafił tego należycie wykorzystać.

Nasza najskuteczniejsza zawodniczka w turnieju – Karolina Kudłacz, wyraźnie odczuwająca trudy mistrzostw, receptę na pokonanie Palinger znalazła jedynie dwukrotnie pod koniec I połowy. Dwa ostanie gole w tej części meczu zdobyła Małgorzata Majerek i skromna zaliczka pozwalała mieć nadzieje, że po zmianie stron osiągnięcie korzystnego wyniku jest bardzo realne.

Niestety dwukrotne przestoje polskiego zespoły – pierwszy umożliwił Węgierkom doprowadzenie do remisu 15:15, drugi pozwolił im na objęcie prowadzenia 21:16 – zaprzepaściły dorobek wcześniej wypracowany. Polkom brakowało precyzji i konsekwencji w ataku. Niewykorzystany rzut karny przez Klaudię Pielesz (przy stanie 24:27) mocno rzutował na końcowe minuty. Dwa trafienia Polek zniwelowały bowiem straty do jednej bramki. Gol Beatrix Balogh, kilkanaście sekund przed finałową syreną, przesądził jednak o zwycięstwie przeciwniczek.

Zenon Łakomy: Pokazaliśmy w drugim kolejnym meczu z zespołem wyżej klasyfikowanym, że potrafimy grać. Niestety brakuje nam wytrzymałości. Potwierdziliśmy postęp w naszej grze. Przed rokiem z Węgrami w Mistrzostwach Europy przegraliśmy 16 bramkami. Przerwa między połowami meczu przeważnie weryfikuje obraz gry. Tak było i tym razem. Z pewnością mniej widoczna była Karolina Kudłacz, ale proszę mi wierzyć, że ona odczuwa już trudy turnieju. Klaudia Pielesz, jedna z najmłodszych zawodniczek imprezy, gra bez kompleksów. Dorota Malczewska ma stłuczoną nogę i na razie źle  to wygląda.

Polska-Węgry 26:28 (13:11)
POLSKA: Chemicz, Łącz – Jacek, Malczewska 3, Załęczna 2, Damiecka 4, Kowalska, Majerek 4, Polenz 1, Wolska, Kudłacz 2, Duda 3, Duran 2, Pielesz 5. Kary 4 min.
Węgry: Palinger – Ferling 2, Mehlmann 5, Kirsner 2, Szucsanszki 1, Borbas 1, Hornyak 1, Gorbicz 4, Kovacsicz, Toth 2, Szamoransky 2, Szucs 2, Balogh 6. Kary 16 min.Sędziowali: Bord, Buy (obaj Francja). Widzów 2 500.