Strona główna | PGNiG Superliga mężczyzn | Warszawa znowu zdobyta

Warszawa znowu zdobyta

 

Wynik zupełnie nie oddaje dramaturgii tego spotkania. Informacja kolejki: Nielba Wągrowiec traci punkty u siebie! – Pierwszy raz odważniej powiem, że otworzyła się przed nami wymarzona szansa wygrania tych rozgrywek- to słowa trenera AZS AWF Gorzów Wlkp. Michała Kaniowskiego udzielone „Gazecie Wyborczej – Gorzów” po wyjazdowym spotkaniu nad "Warszawianką".

– Nie wybiegamy jednak daleko w przyszłość. Dalej myślimy tylko jak wygrać każdy następny mecz. Jesteśmy już mistrzami pierwszej rundy, ale dłuższą przerwę w rozgrywkach chcemy zacząć z tylko jednym remisem. Tylko wtedy będę całkowicie zadowolony z tego, co zdziałał nasz zespół – dodał gorzowski szkoleniowiec.

Przed drugim w tym sezonie wyjazdem do stolicy (wcześniej ograliśmy AZS AWF Warszawa 40:36) mieliśmy złe , nieuzasadnione przeczucia. Na kilkunastodniową pauzę – operacja palca u nogi – musiał zdecydować się ostatnio błyszczący Robert Jankowski. Fizjoterapeuta cały tydzień stawiał na nogi bramkarza Łukasza Wasilka. Szczególnie środek pojedynku – Warszawianka wygrywała już 24:21 – pokazał, że zwycięstwo tej drużyny nad Nielba nie było przypadkiem. – Za tamto spotkanie pokutujemy jednak do dziś -powiedział trener ekipy ze stolicy Tomasz Porzeziński. – Aż trzech ludzi z podstawowego składu odniosło kontuzje. W meczu z Gorzowem zabrakło nam przede wszystkim szerszego składu. To AZS AWF miał zmienników dokładających ważne gole.

Naszych nie załamała problematyczna czerwona kartka w 33 min dla Arkadiusza Bosego. Zadziałały trafne roszady w ustawieniu obrony – Warszawianka końcowe 20 min spotkania przegrała 5:15. Mieliśmy się także na kim oprzeć w ataku. Świetne zawody rozegrał Andrzej Wasilek (pomylił się tylko raz). – Nie wiem czemu w domu gram słabiej, choć wielokrotnie czuję się lepiej. Może dlatego, że te najważniejsze spotkania w pierwszej rundzie były na wyjeździe – mówił bohater AZS AWF. Rada dla trenera: przed meczem u siebie trzeba wystawić naszego najlepszego strzelca z mokrą głową na mróz. Wtedy jego 10 bramek, przy wysokiej skuteczności, w hali przy ul. Szarych Szeregów mamy jak w banku.

Rywala dobili nasi środkowi rozgrywający i rezerwowi. Ważne gole strzelał Paweł Kaniowski. Wszystkie sześć rzutów karnych wykorzystał Wojciech Klimczak, a gdy wreszcie w 51 min dostał szansę powalczenia w ataku, w krótkim czasie strzelił trzy piękne gole i wyprowadził AZS AWF na prowadzenie 35:28.

– Szeroki, równy skład, gdzie każdemu mogę zaufać, to nasza największa siła – podsumował trener Kaniowski. – Wojtek to mój „czarny koń" na podmęczonych rywali i mniej uważną obronę, ten manewr z nim już w tym sezonie powiódł się kilkakrotnie. Ważne gole po wejściu na boisko strzelili też inni zmiennicy. Po raz 10. wykonali robotę, z której wszyscy możemy być dumni. Z niecierpliwością czekam na 11. i kolejne sukcesy. Ten zespól chce sięgnąć marzeń, które jak widać z tygodnia na tydzień są coraz mniej na wyrost.

WARSZAWIANKA WARSZAWA – AZS AWF GORZÓW 29:36 (19:17).