Strona główna | ZPRP | Niemcy są zazdrośni

Niemcy są zazdrośni

 

Nie ma się co pieprzyć. Jedziemy do Norwegii po złoto – rozgrywający Flensburga, Marcin Lijewski, nie ukrywa celu biało-czerwonych w styczniowych ME – pisze „Sport”.

Teraz najważniejsze są mistrzostwa Europy. Jedziemy je wygrać, nie ma się już co pieprzyć. Jesteśmy dojrzałym zespołem, stać nas na to w Norwegii – Marcin Lijewski nie owija w bawełnę tego, o czym marzą biało-czerwoni. I nie jest to bynajmniej standardowa obietnica, jaką zazwyczaj składają prawdziwi sportowcy. Takie wyznanie w ustach 30-letniego zawodnika, który w reprezentacji Polski rozegrał grubo ponad 100 spotkań okraszonych ponad pół tysiącem bramek, brzmi jak poważna deklaracja. – Nigdy nie oszukiwałem się, zawsze mówiłem prawdę, dlatego i teraz nie będę kitował, że chcemy być w czołówce, że naszym celem jest najpierw wyjście z grupy, a potem się zobaczy. Mam już jakieś sukcesy na koncie, uważam, że wcale niemałe, więc 5-6 miejsce nie będzie dla mnie żadnym sukcesem. Poza tym to dla mnie jedna z ostatnich szans na złoto.
To chyba niepotrzebna kokieteria. Ledwo przekroczona trzydziestka – to dużo jak na piłkarza ręcznego?

– Wiem co mówię. Na najwyższym poziomie już długo nie pociągnę. Dziś piłka ręczna stawia zupełnie inne wymagania, niż 10 lat temu. Gramy co trzy dni, organizmy są maksymalnie eksploatowane.
Fot. Marcin Lijewski w MŚ 2007 został wybrany do drużyny All Stars
Ma pan jednak w osobie brata Krzysztofa godnego siebie, również leworęcznego, następcę. Mało tego, od następnego sezonu będziecie grać razem w Hamburgu.
– I o to właśnie mi chodzi. Jak zakończę reprezentacyjną karierę, to wierzę, że Krzysiek godnie mnie zastąpi. Czy jednak już w następnym sezonie będziemy grać razem dla HSV? Umowę z Flensburgiem mam do 2009 roku, ale trwają negocjacje, byśmy się wcześniej rozstali. Więcej na ten temat jeszcze nie mogę powiedzieć.

Jak oceni pan decyzję działaczy „Gladiatorów" o urlopowaniu trenera Bogdana Wenty?
– Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o to, że paru ludziom w Magdeburgu tyłki się paliły, szukali dla siebie stanowisk, więc znaleźli kozia ofiarnego. Nie mówili o swoich błędach, jak chociażby braku wzmocnień drużyny, tylko scedowali brak wyników na Wentę.

Dymisja Wenty w Magdeburgu może mieć jakieś implikacje dla naszej reprezentacji?
– Myślę, że stało się lepiej dla niego i dla drużyny narodowej. Nie mam zresztą prawa tego oceniać, ale wydaje mi się, że trener mentalnie zyska na tym, że przestanie martwić się Magdeburgiem, a skoncentruje tylko na pracy z reprezentacją.

Na Polakach grających w Magdeburgu – Grzegorzu Tkaczyku, Karolu Bieleckim, Bartoszu Jureckim – Niemcy nie będą się rewanżować za Wentę?

– To nie są 20-letni chłopcy, by ktoś im mógł w kaszę dmuchać. Na pewno sobie poradzą.

Niemieckie media nie zostawiły na Wencie suchej nitki już w trakcie turnieju o Superpuchar.
– Wszyscy zagraniczni goście na tej imprezie brali naszą stronę przeciwko Niemcom. Widzieli jak było. Widzieli, że graliśmy bez nerwów, widzieli, że nie jesteśmy ekipą brutali, jak nas nazwano. Zresztą trudno dziwić się histerii niemieckich mediów, skoro telewizja zmontowała tendencyjnie materiał, skupiając się tylko na tym co trener Wenta zrobił, powiedział, jak gestykulował.

Dlaczego Niemcy tak się zachowali?

– Są zazdrośni o nas, nie mogli przeboleć „skandalu", że mistrzowie świata przegrywają w prestiżowym turnieju z Polakami, w dodatku na własnych śmieciach. I koniecznie muszę dodać, że nie chodzi mi tutaj o zawodników niemieckich. Oni podeszli do nas, gratulowali nam. To są normalni ludzie. Chodzi natomiast o ich trenera, Heinera Branda, którego gwiazda jakby mocno ostatnio przyblakła.

Zbigniew Cieńciała