Strona główna | PGNiG Superliga mężczyzn | Osłabiona Nielba znów liderem

Osłabiona Nielba znów liderem

 

To był dobry weekend wielkopolskich pierwszoligowców. W grupie A Nielba Wągrowiec i Grunwald Poznań wygrały swoje mecze, Wolsztyniak – zremisował – pisze „Gazeta Wyborcza – Poznań”.

Szczypiomiści z Wągrowca pewnie pokonali 29:20 (14:9) AZS Zielona Góra. Trenerowi Edwardowi Kozińskiemu doszły jednak dwa kolejne problemy kadrowe – ze zgrupowania reprezentacji młodzieżowej z kontuzją pachwiny wrócił Łukasz Gierak, urazu doznał też Bartosz Kwiatkowski. Do tego grać nie mogą bramkarz Radosław Gebler (dziś będzie miał operację stawu kolanowego) i Sebastian Bukowski. Jest szansa, że na najważniejszy mecz z AZS Gorzów, który odbędzie się za dwa tygodnie w Wągrowcu, wrócą do gry choćby Gierak i Kwiatkowski.
Nielba nie miała żadnych problemów z wygraniem tego spotkania – w 47 min jej przewaga wynosiła już 12 bramek (24:12). Dzięki rozmiarowi wygranej, Wielkopolanie wyprzedzili w tabeli także niepokonaną siódemkę z Gorzowa.

– Zagraliśmy dobrze jedynie w obronie – powiedział drugi trener Stelmetu AZS Marek Książkiewicz. – Gra naszych zawodników w ataku to jednak koszmar. Gubiliśmy piłki, źle rozgrywaliśmy akcje. Zespół Nielby okazał się zdecydowanie silniejszy i lepiej wyszkolony. Udowodnił, że jest dobrze przygotowany do tego, by awansować do ekstraklasy.

Nie zawiódł Grunwald Poznań, ale też jego rywal – beniaminek Sambor Tczew – to pewny kandydat do spadku. Pod koniec pierwszej połowy przewaga wojskowych nad ekipą z Tczewa wynosiła już sześć bramek, zaś w drugiej – nawet 14. Skończyło się na 30:20 (13:8) dla Grunwaldu. Szansę ligowego debiutu dostał w tym nierównym meczu poznaniak Dawid Sobczak.

Wolsztyniak zremisował w Kościerzynie z Sokołem 25:25 (13:11). – Przed meczem, patrząc na nasze osłabienia, punkt można było brać w ciemno. Po meczu traktujemy go jak porażkę – stwierdził kierownik Wolsztyniaka Cezary Sokołowski. W ostatniej minucie obie drużyny miały szansę, by rozstrzygnąć losy spotkania na swoją korzyść.

Jurand Ciechanów, beniaminek, który wcześniej nie przegrał w swojej hali, zaskoczył także gorzowian. Wygrywał 5:1, 9:4, a na przerwę schodził z przewagą pięciu goli.

– Byliśmy bardzo nieskuteczni i muszę przyznać, że bez natychmiastowej poprawy jakości ataku nie dawałem nam szans na wygraną- opowiadał trener AZS AWF Michał Kaniowski. – Tym bardziej należy się chłopakom szacunek za wiarę i walkę do końca.

– Tuż po wznowieniu gry dwie bramki dorzucił Tomasz Rafalski, a jedną Robert Jankowski. Nie minęło jeszcze 10 min drugiej połowy, a w meczu mieliśmy już remis 19:19. Od tego momentu rozgorzał bój. Dwa rzuty karne obronił Łukasz Małyszko. Po golach Arkadiusza Bosego i Bartosza Ruszkiewicza wygrywaliśmy 30:28. Na 30 s przed końcem Jurand dorzucił jeszcze kontaktową bramkę. – Zabraliśmy do domu naprawdę cenny komplet punktów – mówił trener Kaniowski. – Bo Jurand zrobi wiele niespodzianek, szczególnie u siebie.