Strona główna | ZPRP | Dziwny początek

Dziwny początek

 

Zagłębie i Wisła już są na czele ligi. Niebawem do nich dołączymy – mówi Mateusz Jachlewski. Lewoskrzydłowy VIVE Kielce w ostatnim meczu ligowym popisał się rzadko spotykaną skutecznością. W meczu z Miedzią Legnica na 17 prób aż 15 razy pokonał bramkarzy rywali. Wicemistrz świata podchodzi jednak bardzo spokojnie do swego wyczynu.

– Owszem, nigdy w karierze nie udało mi się osiągnąć takiego wyniku, ale po co od razu dąć w trąby Wolałbym zdobywać po jednym golu w każdym spotkaniu, byle tylko moja drużyna wygrywała wszystkie mecze – przekonuje skromnie reprezentant Polski.

PRZEGLĄD SPORTOWY: Początek sezonu wprawił w osłupienie obserwatorów. Jeszcze nigdy nie było tak, by główni faworyci tułali się gdzieś w środku tabeli!
MATEUSZ JACHLEWSKI: – Początki zawsze są dziwne. Najwięcej zamieszania sprawił terminarz. Zarówno my, jak i Zagłębie oraz Wisła, graliśmy ciężkie spotkania na wyjazdach. Walczyliśmy między sobą, dlatego ktoś punkty musiał stracić. Teraz wszystko już wraca do normy, wszak siódemka z Płocka znajduje się na pozycji lidera, a mistrzowie Polski plasują się tuż za nimi (w środę Zagłębie zmierzy się w zaległym meczu 7. kolejki z Techtransem Elbląg -przyp. red.). Jestem przekonany, że niebawem w pierwszej trójce tabeli zagości VIVE…

…które na razie gra chimerycznie. Trzech porażek w pierwszej fazie rozgrywek nie pamiętają najstarsi kibice!
– Przegraliśmy trudne mecze wyjazdowe, co było niejako wkalkulowane w scenariusz rozgrywek. Twierdzę, że już najbliższa konfrontacja z MMTS w Kwidzynie przebiegnie po naszej myśli. Łapiemy właściwy rytm, zaczynamy się coraz lepiej rozumieć na parkiecie. Proszę pamiętać o tym, że od początku rozgrywek nie graliśmy jeszcze w pełnym zestawieniu. Kontuzje nękały mnie, Bartosza Konitza, Tomasza Rosińskiego i Daniela Żółtaka. Ubył Piotr Grabarczyk. Po długiej przerwie wrócił Paweł Podsiadło, więc minie jeszcze trochę czasu, nim dojdzie do wysokiej dyspozycji. O tym, jaki potencjał tkwi w zespole, niech świadczy fakt, że selekcjoner Bogdan Wenta powołał aż dziewięciu zawodników VIVE do różnych reprezentacji.

A propos najważniejszej drużyny – narodowej, przed wami finały mistrzostw Europy w Norwegii, w których gra się znacznie trudniej niż w mistrzostwach świata. Czy biało-czerwonych będzie stać na sprawienie kolejnej niespodzianki?

– Faktycznie, w czempionacie starego kontynentu nie ma egzotyki z Brazylii, Argentyny, Australii czy Kataru. Tu są najmocniejsi z mocnych, a poziom ME często bywa lepszy niż MŚ. Najważniejsze jednak, aby wierzyć w swoje umiejętności. Mamy bardzo mocną grupę eliminacyjną, ale stać nas nawet na jej wygranie (w finałach mistrzostw Europy, rozgrywanych od 17 do 27 stycznia, biało-czerwoni zagrają w grupie A z Chorwacją, Słowenią oraz Czechami – przyp. red.). Zwycięstwa scalają zespół. Tak było w lutym w Niemczech. Każda wygrana dodawała nam otuchy, byliśmy silniejsi, wierzyliśmy w siebie. Dlatego też uważam, iż w Norwegii bardzo ważny będzie dobry początek.

Może zapewnicie sobie już awans do przyszłorocznych igrzysk olimpijskich w Pekinie?
– Każdy sportowiec marzy o igrzyskach. Trudno jednak już dziś wróżyć, jak zagramy w Norwegii. Szczypiorniak jest coraz mniej przewidywalny. Pokazali to przecież chłopcy z Interferii Zagłębie w meczu z Flensburgiem. Kto przed pierwszym gwizdkiem stawiał na naszych? Okazało się, że odpowiednia mobilizacja i wiara czynią cuda. Chciałbym, aby tak samo było w przypadku VIVE i reprezentacji Polski.