Strona główna | ZPRP | Szczypiorniak może się rozwinąć?

Szczypiorniak może się rozwinąć?

 

Gdy reprezentacja Polski w piłce ręcznej sięgała w lutym po wicemistrzostwo świata, nie było gazety, stacji radiowej i telewizyjnej, która by o tym nie mówiła. Za szczypiornistów trzymali kciuki kibice i ludzie, którzy o drużynie dowiedzieli się z mediów. A potem Wszystko wróciło do normalności… – pisze "Gazeta Wyborcza – Mazowsze".

Właściwie piłka ręczna znów zeszła do podziemia. A team Bogdana Wenty? Karol Bielecki i spółka w większości wrócili do swoich klubów w Bundeslidze i na brak zajęć i zainteresowania nie mogli narzekać. A eksnafciarz Damian Wleklak z resztą wicemistrzów z polskiej ligi? Wrócili do swoich klubów, Wisły Płock i Vive Kielce, i żadną miarą na czołówki nie byli w stanie powrócić. I znów emocjami związanymi z rozgrywkami ligowymi, które w finałach play-off czy finale Pucharu Polski sięgały zenitu, żyli tylko mieszkańcy Płocka, Kielc, Lubina. O tym, co się dzieje, wiedzieli też w Olsztynie, Kwidzynie, Głogowie, Piekarach Śląskich…

Potrzeba „brandu" – A ja nie zauważam spadku popularności piłki ręcznej – mówi szef sportu w TVP Robert Korzeniowski. -Wydaje mi się, że od lutego mamy w mediach zdecydowany wzrost informacji o tej dyscyplinie. I nie dlatego, że piłkarze znów wyszli na mecz ubrani w koszulki z napisem wyrzucić prezesa", co było spektakularnym wydarzeniem. Teraz więcej jest tych przekazów pozytywnych, a informacje pojawiają się w naszych serwisach. Ale rzadko.

– Fakt, że koledzy, którzy opiekują się szczypiomiakiem, mieli kłopoty z przebiciem się, bo inna była hierarchia ważności. Proszę też zrozumieć, że popularyzacja takiej dyscypliny to długofalowa sprawa. Żeby zbudować jej wizerunek, potrzeba – oprócz tego wicemistrzostwa świata – wielu bardzo zawodowych działań marketingowych osób, które piłką ręczną kierują. Ja wiem, że jest zainteresowanie, dlatego nadal będziemy pokazywać ligę, zdecydowaliśmy się też na zakup Bundesligi. Czy to nie jest znaczący wzrost zainteresowania szczypiorniakiem z naszej strony – pyta Korzeniowski.

– Chcemy to robić, choć dyscyplina nie ma „brandu" jak dziś lekkoatletyka czy koszykówka. Tyle że w lekkiej bronią nas dawne sukcesy i medale mistrzostw świata, olimpijskie. Do tego, żeby wszystko zaczęło się kręcić jak należy, potrzeba nie mediowego marketingu, nie relacji i tekstów. Tu potrzeba stworzyć ogólnie znany produkt, wykreować osobowości, twarze, nazwiska, dobrą historię i wtedy dyscyplina będzie wreszcie żyła własnym życiem w świetle reflektorów. Ależ my też coś robimy. Kluczową rolę ma i powinien tu właściwie odegrać ZPRP z prezesem Andrzejem Kraśnickim.

Ale o jakichkolwiek poczynaniach centrali cicho. – Przecież nie będziemy się chwalić tym, co robimy, bo jak coś się nie uda, wtedy wszyscy nas będą krytykować i wytykać palcami – mówi rzecznik związku Marek Skorupski. – Czy ktoś we wrześniu ubiegłego roku w Kielcach pomyślał, będąc na meczach Polski i Niemiec, że oto widzi finalistów mistrzostw świata? Poprzedni medal, brązowy, reprezentacja zdobyła 25 lat temu! A teraz piłka ręczna została odkryta na nowo. Drużyna narodowa była obecna wszędzie. A dzisiaj? Nawet „Gazeta Wyborcza" centralna ledwie poda czasem jakiś wynik. Znów szczypiorniak jest traktowany po macoszemu. Istnieje w świadomości dzięki lokalnym mediom w Płocku czy Kielcach, bo medialnie i nie tylko to najsilniejsze ośrodki.

Według Skorupskiego związek cały czas coś robi. Małymi kroczkami, powoli, ale jednak. – Trzeba nam troszkę czasu, bo przecież nowy zarząd działa dopiero rok-mówi Skorupski. – Próbujemy się przebić. Zapewniam, że nie siedzimy w kącie i nie płaczemy, jak nam źle. Po mistrzostwach nie ustawiła się kolejka sponsorów. Ale co tam, dzięki temu medalowi i tak jest łatwiej rozmawiać. Czy związek popełnił jakiś błąd? – Może jeden. Po mistrzostwach wyszliśmy z założenia, że trzeba rozmawiać tylko z dużymi. A tymczasem im większa firma, tym jej zarząd mniej mobilny. Tymczasem nawet „średnich" sponsorów trzeba traktować poważnie, z każdym trzeba rozmawiać, każdego zapraszać do współpracy. Hale potrzebne od zaraz Nie zmienia to jednak faktu, że tylko telewizja jest w stanie pokazać krajowe rozgrywki i wypchnąć piłkę ręczną na szerokie wody. Może na początek relacje należałoby pokazywać w pasmach ogólnopolskich

– Gdy przed rokiem przychodzili do nas ludzie, mówili: Weźcie i zróbcie cokolwiek – mówi Robert Korzeniowski. -To, co się dzieje, i tak jest wielkim krokiem do przodu. Jeżeli poziom sportowy będzie porównywalny, a nawet się rozwijał, to są duże szanse, żeby po igrzyskach w Pekinie lub MS 2009, do których mamy prawa, stało się to, co dzieje się w siatkówce. Polska piłka ręczna ma wszelkie predyspozycje ku temu, żeby była wielka. Może nawet na miarę wielkich lig w Niemczech i Hiszpanii. Dlaczego do tej pory dzięki TVP 3 rozgrywki ogląda się właściwie tylko w poszczególnych regionach?

– Bo tam są kibice, jak w Płocku czy Kielcach. Tam, gdzie nie ma drużyn, ligi, nie ma sensu zmuszać ludzi, żeby to oglądali. Dlatego na kraj liga idzie w TVP Sport, a w regionach tylko wybranych – zaznacza szef sportu w TVP. Prawdziwym problemem związanym z przyciągnięciem telewizji i kibiców jest brak hal sportowych z prawdziwego zdarzenia. W Płocku mówi się o nowej hali od lat i może za lata powstanie. Mistrz Polski Zagłębie Lubin też właściwie nie ma gdzie grać. – Teraz w Lubinie pobudka – mówi Marek Skorupski.

– W Płocku też. Ale to już zadanie władz samorządowych, a nie związku, żeby budować hale. Czemu nie zrobić tak jak w Kielcach, gdzie porozumiano się właśnie z samorządem? Jest tam ładna duża hala, podobnie jest w Elblągu czy Lublinie. Tylko że wielkie finały MP, które dostarczyły tylu emocji w maju, były grane w Płocku i Lubinie. A pokazywanie zwłaszcza „halki" Zagłębia nie było popularyzacją piłki ręcznej. Małymi kroczkami Wszystko zatem w rękach zawodników i związkowców.

– Przecież ani telewizja, ani „Wyborcza" nie może się tym zajmować. Potrzebni są ludzie od marketingu, poważni menedżerowie. Bez nich my sobie będziemy pokazywać piłkę, wy o niej pisać w Płocku, a w Polsce zostanie zapomniana – twierdzi Robert Korzeniowski. – Żeby wykorzystać sukces reprezentacji, wszyscy muszą działać, i to już – przyznaje rzecznik ZPRP. – Ale tu trzeba działać od podstaw, a to nie takie proste. Nie ma złotego środka. Na każdym poziomie trzeba wciągnąć do pracy ośrodki lokalne. Prawdziwym miernikiem wzrostu popularności będzie dopiero przyszłoroczny turniej kwalifikacyjny do I0 w Pekinie. – Odbędzie się na przełomie maja i czerwca. Problemem jest wymóg, by hala mogła pomieścić ponad 7 tys. widzów. A w Polsce tylko jedna spełnia takie oczekiwania. Jest szansa, że zakwalifikujemy się do igrzysk. Wtedy będzie o piłce ręcznej jeszcze głośniej. Bo kiedy ostatnio była na olimpiadzie? 27 Lat temu? w Moskwie! Powoli, małymi krokami zmierzamy, żeby było lepiej. I będzie lepiej – mówi Skorupski.

X    X   X

We wczorajszej Gazecie" zastanawialiśmy się, czy sukces reprezentacji polskich szczypiornistów na mistrzostwach świata został wykorzystany do wypromowania tej dyscypliny. Dzisiaj pytamy o to Andrzeja Kraśnickiego, prezesa ZPRP w Polsce: – Co robi związek? Chwalimy się wicemistrzami świata i tym, że reprezentacje męska i żeńska zakwalifikowały się do mistrzostw Europy i świata. To są sukcesy, które mają po drodze służyć rozwojowi piłki ręcznej w Polsce.

Ważne jest to, że zmieniło się przede wszystkim nastawienie sponsorów. Jednak ten sukces był na początku roku, kiedy do budżetów dużych firm było ciężko się dostać. Ale udaje się i ilość środków pozyskanych od sponsorów to niewspółmiernie większa kwota niż w przeszłości. Poza rym cały czas        prowadzimy rozmowy z poważnymi firmami. Finalizacja jednej z nich nastąpi 22 października. Mogę zdradzić, że chodzi o PKO BP, ale więcej powiemy dopiero po podpisaniu stosownych dokumentów.

Jeżeli chodzi o telewizje, to oczekiwania były dużo większe, jak i obietnice. To, co się teraz dzieje, nas nie satysfakcjonuje. Dlatego spotkaliśmy się z panem Korzeniowskim i jego ludźmi. I też ma być lepiej. TVP Sport, który transmituje mecze ekstraklasy na kraj, ma się stać – dzięki kablówkom i nowej platformie cyfrowej – właściwie dostępny dla wszystkich.

Czy dorównamy popularnością siatkówce? Ona wiele lat pracowała na to, co ma. Najtrudniejszy do przezwyciężenia jest system prawny i brak hal. Gospodarczo i organizacyjnie musimy się też związać z silnymi sponsorami. Tylko wtedy będziemy mogli zrównoważyć to, co oferuje zagranica, bo dzisiaj dbamy o to, żeby najlepsi polscy zawodnicy trafili do najlepszej ligi, a nie stać nas na zatrzymanie ich w kraju.