Strona główna | ZPRP | Wenta rozważa rozstanie z Magdeburgiem

Wenta rozważa rozstanie z Magdeburgiem

 

Opiekun kadry piłkarzy ręcznych Bogdan Wenta nie ma się z czego cieszyć. W magdeburskim klubie kontuzje i porażki. A reprezentacja Polski? Nie będzie jej łatwo w ME.

Triumfator Pucharu EHF 2006/2007 – SC Magdburg Polakami stoi. Jest tam trzech naszych reprezentantów i dwóch szkoleniowców: Bogdan Wenta i Grzegorz Subocz. Jednak w ostatnim meczu, z Nordhomem (32:34), nie zagrał nie tylko Bartosz Jurecki, kontuzjowany od wielu tygodni, ale także Grzegorz Tkaczyk.

PRZEGLĄD SPORTOWY: Co się stało z naszym rozgrywającym?
BOGDAN WENTA: – Nie układa się nam ostatnio. Grzesiek, najlepszy w Magdeburgu obok Karola Bieleckiego, naciągnął mięsień. Może wykuruje się do soboty. Z kolei Bartek powinien wrócić do gry za dwa tygodnie. Gdy brakuje tych, którzy się sprawdzają, jest ciężko, bo nowi zawodzą. Grek Alexandros Vasilikas potrzebował aż 16 rzutów, by zdobyć pięć bramek, Francuz Damien Kabelenge dziewięciu prób do dwóch goli. Niektórzy tak się spisują, że wręcz przeszkadzają!

Magdeburg jest na 11. miejscu z sześcioma punktami. Tak źle dawno nie było.

– Graliśmy z całą górą tabeli: Kilonią, HSV, Lemgo czy Nordhomem. Nasza hala jest teraz wynajmowana na jakieś koncerty, więc jeszcze dwa spotkania rozegramy poza Magdeburgiem. Ciągle więc poza domem.

A w klubie nie ma napięć, że wam nie idzie?

– Coraz częściej zaczynam myśleć o sobie, a nie tylko o klubie, w którym zresztą nie bardzo wiadomo, kto rządzi. Nowe kierownictwo się nie sprawdza. Na przykład kupuje zawodnika, którego nie chciałem. Polityka w sporcie opiera się na zaufaniu, a ono coraz częściej się u nas załamuje. Dlatego nie wiem, czy przedłużę umowę po tym sezonie. Grzegorz z Karolem odejdą, to samo się mówi o Christianie Sprengerze. W telewizji usłyszałem, że Silvio Heinevetter, młody bramkarz, którego wyciągnąłem na szersze wody, ma iść do Kilonii. Klub nie ma siły przebicia. Czołowa czwórka Bundesligi „nakrywa" wszystkich pieniędzmi. Mają ich tyle, że oferują podwójne stawki w porównaniu do obowiązujących gdzie indziej. Dziś się drużyny już nie buduje, tylko kupuje.

Przejdźmy do reprezentacji Polski. Siatkarze, wicemistrzowie świata, spadli na łeb na szyję; siatkarki, dwukrotne mistrzynie Europy, poza podium. Czy nie nachodzą pana obawy o swoich wicemistrzów świata. W styczniu w norweskich mistrzostwach Europy też mogą zawieść?
– Dawno już mówiłem, że trudno będzie potwierdzić wynik z MŚ. Grupę mamy trudną (Chorwacja, Słowenia i Czechy – przyp. red.) i ciężko może być z niej wyjść. Rywalizacja w Europie bardzo się wyrównała. Ostatnio Niemcy ledwie trzema bramkami pokonali u siebie teoretycznie dużo słabszych Rumunów.

Na Superpuchar w Niemczech za trzy tygodnie powołał pan do kadry 35-letniego Pawła Orzłowskiego. Wiele osób, pyta, po co?
– Kadra pomału się zamyka, ale jeszcze trochę szukamy. Z żelaznego składu zawsze coś może wypaść. Z obrotowymi jest kłopot, bo poza Bartkiem Jureckim nie widać drugiego na tej pozycji. Stawiałem na Daniela Żółtaka, ale kontuzja go wyłączyła z kadry, a po powróci; jakoś się nie odnalazł. Zbyszek Kwiatkowski w ogóle nie gra w klubie, co wymaga jakiegoś rozwiązania. Piotr Grabarczyk znów jest kontuzjowany. Dawaliśmy szansę tylu graczom, dajmy i Orzłowskiemu. I to w silnym, międzynarodowym turnieju, gdzie będzie mógł pokazać swoje umiejętności. Na razie bowiem drugi po Jureckim byłby chyba Artur Siódmiak.

ROZMAWIAŁ SYLWESTER SIKORA