Strona główna | ZPRP | Jeszcze nadejdzie nasz czas

Jeszcze nadejdzie nasz czas

 

Nie ma co się oszukiwać: w tym sezonie będziemy walczyć o utrzymanie – mówi szczypiornista Travelandu Społem Olsztyn Marek Boneczko po przegranym 28:31 meczu ekstraklasy z zespołem Focus Park Kiper Piotrków Trybunalski.

Drugi mecz w sezonie i druga porażka na własne życzenie: tydzień temu z Azotami Puławy przegraliście w końcówce, a w niedzielę w Uranii, grając z drużyną z Piotrkowa, w ostatnich minutach znów oddaliście rywalom pole. To ma być już taka olsztyńska tradycja? – zapytała “Gazeta Olsztyńska”.

– Te mecze były do wygrania. Z Kiperem dyktowaliśmy warunki, prowadząc jedną, dwiema bramkami, ale w decydującym momencie zabrakło koncentracji. Drogo nas kosztował przestój około 50. minuty. Poszły kontry, ale nie mogliśmy nic rzucić, a oni zrobili rekontry i odskoczyli na trzy bramki. Inna sprawa, że gdy ważyły się losy meczu, to nasza młodzież nie wytrzymała ciśnienia. Poza tym Frelek został odcięty od podań, a ja na kole sam niewiele mogłem zrobić, musiał jeszcze ktoś mi dograć piłkę. Przy wysuniętej obronie Kipera trzeba było grać jeden na jeden, próbować minąć rywali, tymczasem nasi rozgrywający bali się odpowiedzialności. Jednak główny problem to brak środka rozegrania. Krawczyk czy Misiewicz mają niewielki staż w ekstraklasie, a co dopiero mówić o tym, by na tak ważnej pozycji zastąpili Tetyka, który potrafił wypracować kołowemu, skrzydłowym lub skrajnym rozgrywającym pozycję do rzutu.

Trener Zdzisław Czoska zganił Was za to, że w drugiej połowie zamiast rzucać bramkarzowi Kipera Piotrowi Nerowi górą, to z uporem posyłaliście piłki dołem. Dlaczego nie posłuchaliście szkoleniowca?

– Były takie sugestie na odprawie przedmeczowej i po pierwszej połowie, ale nie wszyscy wzięli je do siebie. Chyba z pięć razy rzucaliśmy nie tak, jak kazał nam trener, ale trudno powiedzieć, czy gdybyśmy rzucali górą, to wynik byłby inny…

Wasz były szkoleniowiec Giennadij Kamielin triumfuje. Najpierw pokonał Traveland, a w sobotę Azoty ograły mistrza Polski Zagłębie Lubin…

– Chwała mu za to, tyle że liga dopiero się zaczęła. Zobaczymy, jak długo Azoty utrzymają się na fali. Na razie nam nie idzie, ale nie ma co rozpamiętywać porażek, tylko trzeba się szybko pozbierać i grać dalej. W tamtym sezonie też źle zaczęliśmy, a potem była seria sześciu meczów bez porażki. Jeszcze nasz czas nadejdzie.

Kiedy?

– W sobotę jedziemy do Zagłębia. Może też pokusimy się o niespodziankę i chociaż zremisujemy z mistrzem Inna sprawa, że ich porażka w Puławach stawia nas w trudniejszej sytuacji, bo teraz będą chcieli się odegrać. W każdym razie na pewno nas nie zlekceważą, na co po cichu liczyliśmy. Myślami jesteśmy jednak już przy meczach z AZS AWFiS Gdańsk, Miedzą Legnica i Olimpią Piekary. Nie ma co się oszukiwać, ale m.in. z tymi drużynami prawdopodobnie będziemy walczyć o utrzymanie.