Strona główna | PGNiG Superliga Kobiet | Łącznościowiec do sądu

Łącznościowiec do sądu

 

Ekstraklasa piłkarek ręcznych. Łącznościowiec Szczecin miał spłacać długi wobec byłych zawodniczek i trenerów. Były takie zapewnienia zarządu, ale sprawa utknęła w martwym punkcie – informuje „Gazeta Wyborcza – Szczecin”.

Po zakończeniu poprzedniego sezonu w klubie doszło do wyborów nowego zarządu. Zebrania delegatów były burzliwe. Zawodniczki domagały się informacji, kto im wypłaci zaległe pieniądze. Jedną z deklaracji nowo wybranego zarządu Łącznościowca było szybkie zawarcie ugody i spłata długów w ratach. Minęły cztery miesiące i…

– Mamy problem z zadłużeniem wobec zawodniczek, które odeszły z klubu. Z większością nie udało nam się dojść do ugody nad formą spłaty należności. Możemy się tylko domyślać, że wystąpią na drogę prawną – mówią z niechęcią działacze szczecińskiego klubu.

Latem z Łącznościowca odeszło 11 zawodniczek z pierwszego składu plus trener Grzegorz Gościński i masażysta Andrzej Fijałek. Działacze nie chcą zdradzić ile wynoszą długi, ale kwota ta może sięgać ok. 150 tys. złotych. – Minęło już kilka miesięcy, a ze mną, ani też z dziewczynami, z którymi mam kontakt, nikt nawet nie próbował się skontaktować -mówi Gościński, dziś szkoleniowiec Łączpolu Gdynia.

Rozmów na temat spłaty długów nie było, była za to wymiana pism.

Gościński odwoływał się od kar nałożonych na zespół za rzekomy brak zaangażowania w fazie play-off. W odpowiedzi zarzucono mu, że już w lutym sprzedał część zespołu do innych klubów.

– W lutym jedna, góra dwie dziewczyny myślały o zmianie klubu. Cale środowisko czyta prasę i wszyscy wiedzieli, że w Szczecinie źle się dzieje. Kiedy o problemach Łącznościowca dowiedziała się prezes Łączpolu Beata Kłusewicz sama zainicjowała rozmowy z dziewczynami. Takie są praktyki i ja ostrzegałem naszych działaczy. Reakcji nie było – wyjaśnia były szkoleniowiec Łącznościowca. – Brak zaangażowania?

Gdybyśmy nie poświęcali się swojej pracy, to w pewnym momencie w ramach protestu zespół nie wyszedłby na boisko. Kilka walkowerów i klub czekałaby degradacja do najniższej ligi. Nikt nie może zarzucać nam, że doprowadziliśmy klub do upadku.

Gościński i zawodniczki czekają jeszcze na propozycję Łącznościowca, ale ich cierpliwość się kończy. – Na sygnał od działaczy czekaliśmy dość długo. Przed tygodniem zwróciliśmy się do ZPRP z prośbą o pomoc. Nikomu nie chcemy robić na złość, ale to działacze powinni zrobić pierwszy krok. Jeżeli nic się w tej kwestii nie ruszy, swoich praw będziemy musieli dowodzić w Sądzie Pracy – mówi Gościński.