Strona główna | ZPRP | Trener, co uwielbia tatrzańskie szlaki

Trener, co uwielbia tatrzańskie szlaki

 

Podczas meczu nerwowo chodzi wzdłuż boiska, impulsywnie reaguje na każdą akcję. Kilka minut po meczu emocje opadają. Najlepszym sposobem na stres są dla niego wędrówki po tatrzańskich szlakach. Janusz Szymczyk, trener Zgody, bo o nim mowa, uważa w rozmowie z „Gazetą Wyborczą – Katowice”, że miejsce w czołowej ósemce to plan minimum dla jego zespołu w tym sezonie.

Piotr Zawadzki: Od pół roku jesteśmy potęgą w piłce ręcznej, bo przecież męska reprezentacja została wicemistrzem świata. Czy ten sukces zmienił coś w Pana pracy?

Janusz Szymczyk: Ja akurat niczego takiego nie odczułem. Ale rozumiem to. Trudno, żeby od razu wszystko zmieniło się na lepsze. Teraz trzeba pójść za ciosem, pokazać, że to nie był jednorazowy wyskok. Niech reprezentacja zdobędzie medal na mistrzostwach Europy, pojedzie na igrzyska. Jeśli przyjdą kolejne sukcesy to w naszym sporcie znajdą się sponsorzy i wszystkim nam będzie się lepiej żyło i pracowało.

A w Zgodzie jak się teraz żyje?

– Spokojnie, bez zawirowań. Bywało gorzej. Drużyna trenowała na zgrupowaniu w Bielsku-Białej. Blisko, ale na tyle nas stać. Zgoda nie ma już nic wspólnego z kopalnią, musimy sobie radzić sami.

Rozmawia Pan z zawodniczkami o pieniądzach?

– One wiedzą, na co stać Zgodę. Najważniejsze, że miasto daje im stypendia sportowe, to olbrzymia pomoc dla klubu. Jest w drużynie sporo mężatek, ich pieniądze idą w rodzinie do wspólnego worka. Niektóre zawodniczki skończyły studia i uczą jeszcze wf-u w szkole. Jakoś sobie wszyscy radzimy.

Ostatni sezon skończyliśmy na piątym miejscu. Teraz miejsce w czołowej ósemce to też plan minimum.

Śląskie zespoły mistrzostwo Polski zdobywały dawno temu. Wśród mężczyzn Pogoń Zabrze w 1990 roku, u kobiet AKS Chorzów w 1988. Potrafi Pan sobie wyobrazić ponowny tytuł dla śląskiej drużyny? Bo ja nie…

– To nie jest wykluczone. Nie mówię, że już za rok czy dwa. Wierzę, że i tutaj dotrą bogaci sponsorzy. Nawet wielkich zakupów nie trzeba. W piłce ręcznej wystarczą dwa, trzy nazwiska z najwyższej półki i już można robić wynik. Jestem optymistą.

Ale na Śląsku nie ma wielkich transferów. Kiedy zdegradowana z ekstraklasy została Sośnica Gliwice, to jej reprezentacyjna bramkarka Iwona Łącz przeniosła się na drugi koniec Polski, do Koszalina…

– Trudno mi tłumaczyć wybory Iwony. My w Zgodzie chcieliśmy akurat uzupełnić skład w polu, więc bramkarką nie byliśmy zainteresowani.

Przez wiele lat trenował Pan również męskie drużyny. Jak ocenia Pan szanse szczypiornistów Olimpii Piekary?

– Czeka ich gra o utrzymanie. Życzę im jak najlepiej, bo pracowałem kiedyś w Piekarach. W zeszłym sezonie chłopcy się pokazali, zajęli czwarte miejsce w lidze i dostali lepsze oferty z innych klubów. Olimpia nie była w stanie ich zatrzymać. Tak się często dzieje w grach zespołowych. Jest świetna drużyna i w ciągu tygodnia potrafi się rozlecieć. W Piekarach zostało kilku rutyniarzy – Mariusz Kempys, Marcin Chojniak, Marcin Smolin – i oni muszą teraz pociągnąć grę.

”Jesteście sierotami i jesteście śmieszni”. Pamięta Pan, kto niedawno wykrzyczał te słowa podczas meczu?

– No tak, to moje słowa z meczu przeciwko Sośnicy… W emocjach człowieka nerwy ponoszą i różne rzeczy gada. Dalej uważam, że sędziowie popełniali wtedy błędy, ale nie powinienem tak reagować. Moja wina. Piłka ręczna to taka gra, w której interpretacji zagrań jest bardzo wiele. Stąd tyle kontrowersji wokół sędziowania. Pięć minut po meczu już nie jestem nerwowy przechodzi mi.

Jak Pan odreagowuje stresy?

– Idę pobiegać, albo na rower. A jak mam urlop, to jadę w góry. Wysokie Tatry schodziłem wzdłuż i wszerz. Szczególnie lubię wędrować po słowackiej stronie, w okolicach Starego Smokowca. Na Rysy wchodziłem stamtąd już chyba z sześć czy siedem razy. Ostatnio miałem kłopoty ze zdrowiem, więc zaliczyłem tylko Wrota Chałubińskiego.

Rozmawiał Piotr Zawadzki

* Janusz Szymczyk ma 53 lata. Był zawodnikiem Górnika Siemianowice, Sparty Katowice i Górnika Sosnowiec. Praca trenerska: Górnik Sosnowiec, Pogoń Zabrze, Górnik Siemianowice, AKS Chorzów, Olimpia Piekary, od 2000 roku Zgoda Bielszowice. Zdobył z nią dwukrotnie Puchar Polski.