Strona główna | ZPRP | Lubię presję

Lubię presję

 

Kibicom mogę zagwarantować ambicję i determinację w każdym meczu. W Niemczech w drugiej lidze zostałem ulubieńcem publiczności, lubię trochę powariować z fanami. W końcu to dla nich się gra – mówi na łamach „Gazety Wyborczej – Kielce” Mateusz Zaremba.

Rzadko się zdarza, by do ligi polskiej trafiał zawodnik z Niemiec. I to młody. 23-letni Zaremba został znaleziony w lll lidze niemieckiej, w HSV Insel Usedom. Tam był liderem strzelców, w Kielcach też chce nim być. Świadczy o tym świetny wynik w przedsezonowych sparingach – równe 40 bramek w ośmiu grach. W piątek o godz. 18 pierwszy ligowy mecz dla Vive – w hali przy ul. Bocznej z AZS-em AWFiS-em Gdańsk.

Paweł Matys: Jak to się stało, że dopiero teraz debiutuje Pan w polskiej lidze?

Mateusz Zaremba, prawy rozgrywający Vive: – To jest Polska właśnie… Tutaj trzeba samemu się pokazać, przyjść, poprosić, żeby trafić do zespołu. Choć akurat w moim wypadku było nieco inaczej. To działacze Vive mnie wypatrzyli. Zaczynałem na poważnie w V klasie technikum w Nowogardzie. Z Polski miałem jednak tylko jedną ofertę -z drugoligowej Gwardii Koszalin. Mogłem też zostać… koszykarzem, bo chciała mnie Kotwica Kołobrzeg. Wybrałem Niemcy – mój brat, też grający w piłkę ręczną w Szczecinie, miał tam jechać z kolegą, trenerem piłki ręcznej. Potrzebowali jeszcze zawodnika leworęcznego. Pojechałem na testy i już zostałem.

Wraca Pan do kraju po czterech latach. Dlaczego?
– Miałem ofertę jednej z czołowych drużyn drugiej ligi niemieckiej. Nie zdecydowałem się jednak, bo miałbym daleko do domu, a do tego mieszkałbym właściwie w wiosce, gdzie oprócz piłki ręcznej nie ma co robić. Z drugiej strony ciągnęło mnie już do Polski i dlatego trafiłem do Vive. Choć miałem wątpliwości, nie wierzyłem, że polski klub może mieć tak stabilną sytuację. I Kielce to większe miasto, lepsze perspektywy (śmiech).

Vive od lat cierpi na deficyt klasowego prawego rozgrywającego. Umie się Pan zmierzyć z taką presją?
– Od samego początku jest duża, tym bardziej że wziąłem numer ikony klubu-Radosława Wasiaka. To źle, ale i dobrze zarazem – stresuje i mobilizuje. Nie żałuję, dobrymi występami mogę ten pożar ugasić.

Skąd ta pewność siebie?
– Lubię sporo rzucać, w Niemczech wykonywałem też rzuty karne. Nie boję się odpowiedzialności, bo za granicą tego doświadczyłem. Wraz z innym Polakiem Tomaszem Gałą byliśmy liderami i na nas ciążyła presja. Potrafiłem rzucić 13 bramek w meczu z czołowym zespołem, który chciał awansować. Jak mam dobry dzień, jak „bagieta" odpali, to wszystko wpada. Miałem tam niezłą średnią – w 30 meczach rzuciłem 216 bramek. Dobrze też układa mi się współpraca z kołowymi. W Kielcach jest dwóch dobrych zawodników na tej pozycji, więc można z nimi zrobić fajne akcje. W obronie występowałem od zawsze. Nigdy nie odpuszczam, jestem walczakiem.

Przed sezonem mieliście okazje zmierzyć się czołówką polskiej ligi -Wisłą Płock i wzmocnionym Kiperem. Jak ocenia Pan szanse Vive w walce o mistrzostwo Polski?
– Nie wybiegajmy za daleko myślami, musimy być przy najbliższym rywalu. Teraz ciężko ocenić – z Płockiem wygraliśmy, ale był osłabiony. Nie widziałem też w akcji mistrza – Zagłębia Lubin. Mogę tylko powiedzieć, że bardzo zależy mi na pierwszym miejscu. Marzą mi się puchary.