Strona główna | PGNiG Superliga Kobiet | Zalewski: Będzie dobrze

Zalewski: Będzie dobrze

 

Łącznościowiec ma za sobą trzy tygodnie przygotowań (z problemami) i trzy sparingi (z kontuzjami). Szkoleniowiec ze Szczecina, Jakub Zalewski, podsumowuje pierwszy etap. „Gazeta Wyborcza Szczecin” przeprowadziła z nim wywiad.

Jakub Lisowski: Wysoka porażka z Politechniką Koszalin, porażka i zwycięstwo ze Słupią Słupsk. Czy jest Pan zadowolony z dorobku pierwszego etapu przygotowań?

Jakub Zalewski, od lipca nowy trener Łącznościowca Szczecin – zastąpił Grzegorza Gościńskiego: Jestem w pozytywnym, ale umiarkowanym nastroju. Było sporo negatywnych stron tych pierwszych przygotowań, ale ja naprawdę nie mam chęci o nich mówić. To są sprawy zespołu i klubu. Mieliśmy za sobą dwa i pół tygodnia przygotowań i przyszło nam zagrać z Politechniką, która jest solidnym ligowcem z ekstraklasy. Wiedziałem, że nie ma sensu liczyć na wygraną. Na to jest za wcześnie, bo ja w składzie mam bardzo dobrą zbieraninę dziewczyn do wielkiej pracy. To chciałbym podkreślić – mam materiał na fajny zespół, ale potrzebujemy czasu na pracę. Fajnie pokazaliśmy się w pierwszej połowie, ale po zmianach rywalki odjechały nam. W pierwszym meczu ze Słupskiem była fajna gra i poprawa w obronie i ataku. Widać było, że dziewczyny potrzebują ogrania w meczach sparingowych. I znów w przerwie dokonałem zmian i przegraliśmy, ale to nie dziwne, bo graliśmy już bez Sylwii Piontke czy sióstr Gryglickich, a przecież to one mają największe doświadczenie w obecnym zespole. W trzecim meczu wypadliśmy bardzo dobrze i wygraliśmy. Trener Słupii Adam Fedorowicz nawet się zdenerwował, a to o czymś świadczy. Proszę mi wierzyć – nie jest tak źle. Zapowiada się, że w pierwszej rundzie ekstraklasy będziemy walczyli z tymi zespołami, co trzeba walczyć, a z innymi będziemy walczyć i się uczyć. Efekt przyjdzie od stycznia 2008 r., czyli od drugiej rundy.

Fot. Gazeta Wyborcza-Szczecin

Wygrana ze Słupią pomoże w następnych tygodniach pracy?

– Rozmawiałem z dziewczynami na temat naszej gry w ekstraklasie. Myślę, że wytłumaczyliśmy sobie w jakim jesteśmy miejscu i o co będziemy grać. Myślę, że każda dziewczyna zdaje sobie sprawę z trudności zadania. Mamy szansę z każdym powalczyć w lidze i tak będziemy grać zawsze. Widzę, że jest ciężka praca na treningach i wygrana ze Słupią cieszy. Przed nami jeszcze Festiwal Bałtycki i cztery sparingi u siebie. Byśmy coś osiągnęli, potrzebujemy więcej niż miesiąca pracy. Nikt nam takiego okresu nie da, więc trzeba w miesiąc i w czasie rozgrywek uczyć się błyskawicznie.

Ma Pan duże problemy z kontuzjami?

– Kłopotów brak! Była lekka kontuzja barku, ale od poniedziałku zawodniczka rozpocznie normalne treningi. W klubie starają się nam zabezpieczyć dobre warunki do pracy.

Za tydzień zagracie z juniorkami w Festiwalu Bałtyckim. Nie za słabi rywale na dwa tygodnie przed inauguracją sezonu?

– Mogliśmy tylko trenować lub grać w turnieju. Wybrałem drugą opcję, bo na tle nieznanego przeciwnika postaramy się zgrać, przećwiczyć obronę i atak. Rozegramy aż sześć spotkań, a nie będziemy ganiać obok słupków na treningach. Na turnieju będzie okazja przećwiczyć założenia taktyczne, bo pewne zagrywki zaczynamy wprowadzać do naszej gry. Będziemy je szlifować, by w sparingach z Politechniką i Słupią, które zagramy w następnym tygodniu, one dobrze już były rozgrywane.

Namawia Pan działaczy na wzmocnienia, czy wie, że klubu na to nie stać?

– Na razie pracujemy z obecną kadrą i czekamy aż zaczną grać na poziomie ekstraklasy. Dokooptowanie teraz doświadczonej zawodniczki mogłoby nie przynieść korzyści, bo te młode dziewczyny przestałyby się rozwijać. Może zmiany nastąpią w przerwie między rundami. Może wróci do nas Iwonka Brzozowska. Inne wyjechały, często w niezbyt dobry sposób, i nie ma dziewczyn bez kontraktów. Ale nie ma sensu zaprzątać sobie tym głowy. Mam dziewczyny, które przy obecnej pracy nabyciu w pierwszej rundzie ogrania, będą wygrywać. Mam nadzieję, że będziemy drugą Jelfą z ubiegłego sezonu. Jeleniogórzanki przed rokiem przegrały w Szczecinie piętnastoma, ale się uczyły i w rewanżu wygrały. My też tak chcemy.

A nie boi się Pan, że powtórzycie los akademiczek z Katowic, które przed dwoma laty nie zdobyły punktu w lidze?
– My zdobędziemy punkty! Był pomysł, by się wycofać z ekstraklasy i grać od II ligi. Szkoda marnować potencjał, który mam w zespole. Nawet jakbyśmy się nie zdołali utrzymać, to po spadku od razu wrócimy. Ale o spadku nie myślimy. Słupia, Ruch, Elbląg, Jelfa – z tymi zespołami można walczyć i coś ugrać. Powalczymy i z Łączpolem Gdynia, gdzie jest połowa starego Łącznościowca. Szkoda, że brakuje nam czasu na treningi, ale będzie dobrze.

Skończyły się problemy z halą?

– Na szczęście tak i nie ma co do tego wracać. Miasto zaplanowało remont w lipcu i nie mogliśmy trenować na hali przez pewien okres. Ale teraz jest już po, jest nowe oświetlenie i jasno pod bramkami.

Drużyna pozostała bez masażysty.
– Myślimy i o tym problemie. Chcemy znaleźć taką osobę, która nie musiałaby być na każdym treningu, ale na tych najważniejszych: przed meczem, na meczu, po i w środku tygodnia. Poszukamy, bo to zawsze dodaje trochę spokoju dziewczynom.

Rozmawiał Jakub Lisowski