Strona główna | ZPRP | Liczenie czerwonych krwinek

Liczenie czerwonych krwinek

 

U polskich trenerów na początku pracowaliśmy wyłącznie nad wytrzymałością. U Słowaka od razu dostałyśmy piłki do ręki – mówi Dorota Malczewska na łamach „Sportu”.

Była najlepszą zawodniczką reprezentacji Polski w eliminacjach do mistrzostw świata. W zwycięskim dwumeczu z Serbią rzuciła aż 21 bramek (na 57 zdobytych przez białoczerwone). Swą grą przyćmiła dotychczasową liderkę naszej drużyny, Karolinę Kudłacz, wyrastając na rozgrywającą europejskiego formatu. Nic zatem dziwnego, że po sezonie posypały się propozycje z najsilniejszych lig świata, lecz Dorota Malczewska postanowiła jeszcze przez rok zostać z ekipą lubelskich mistrzyń Polski. Skromna, jak zawsze gorąco protestuje wobec przypisywania jej statusu gwiazdy. – To nie tak. Nie jestem ani gwiazdą, ani żadnym numerem jeden polskiej reprezentacji – obrusza się 26-letnia rozgrywająca SPR Lublin.

– Po prostu zagrałam bardzo skutecznie z Serbkami i natychmiast po awansie do mistrzostw świata zrobiło się o mnie głośno w mediach.

> Zupełnie zasłużenie, bo pani mecze były znakomite, a trener Zenon Łakomy posunął się jeszcze dalej w pochwałach stwierdzając wręcz, że bez Doroty nie byłoby mundialu.

– To mile, ale też miałam sporo szczęścia, że trener serbski ustawił taktykę na wyeliminowane z gry środkowej Karoliny Kudłacz i na lewej potówce Iwony Niedźwiedź-Cecotki. Dlatego ja miałam więcej swobody i miejsca na oddawanie rzutów.

Argument „czempionligowy”

Od dawna mówiło się w środowisku o pani talencie, ale zwracano też uwagę, że jego eksplozję blokuje pani „skomplikowana psychika”.

– Przede wszystkim’ przez dłuższy czas obyło się bez kontuzji, mogłam normalnie pracować, a wiadomo, jak przeszkadzają w karierze urazy. Stałe występy w lidze i w reprezentacji też bardzo pomogły obyć się ze stresem, nauczyły, jak radzić sobie z presją.

Wydawało się jednak, że dla pani sportowego rozwoju nieodzowny będzie wyjazd za granicę.

– Wybrałam Lublin z kilku powodów. Po pierwsze – muszę zrobić prawo jazdy! Po wtóre – we wrześniu muszę się obronić na studiach. Wreszcie skusiła mnie perspektywa występów w Lidze Mistrzów. A akurat kluby zachodnie, które się mną interesowały, czy też beniaminkowie z Norwegii, na przejście do których byłam już prawie zdecydowana, nie dawały takiej szansy.

Ręczna po słowacku

Podobno jesteście zachwycone nowym słowackim trenerem?

– Jego metody pracy są bardzo podobne do skandynawskich. Pod okiem polskich trenerów zaczynaliśmy latem wcześniej treningi i zawsze na początku pracowaliśmy wyłącznie nad wytrzymałością, odbudową mięśni. U Słowaka od razu dostałyśmy piłki do ręki, skończyła się zatem – zanim się… zaczęta – monotonia treningów. I co ciekawe – Jan Packa już od pierwszej rozmowy nakręca nas i mobilizuje przed wrześniowymi meczami w eliminacjach Ligi Mistrzów.

Kłania się teoria, że z Polakami sukces może osiągnąć tylko trener z zagranicy

– Nie mnie oceniać polskich trenerów i nie mam pojęcia, czy zagraniczni szkoleniowcy mają większy autorytet, posłuch u zawodników. Niemniej przykłady Leo Beenhakkera – że o Raulu Lozano nie wspomnę – zdają się mówić, że coś jest na rzeczy. W każdym razie ja jestem zadowolona, że pracujemy bardzo mocno i urozmaicenie, bo to na pewno zaprocentuje wynikami.

”Wpływ cynku na szczura”

By zostać magistrem ochrony środowiska, trzeba napisać bardzo trudną pracę o szalenie interesującym temacie?

– „Wpływ cynku na układ czerwono-krwinkowy szczura w warunkach stresowych” – tak brzmi mój temat. Trudny? To się okaże po egzaminach. Właśnie jestem w trakcie badań, doświadczeń, liczenia czerwonych krwinek u szczurów.

Ochrona środowiska to także ruch Greenpeace. Zobaczymy wkrótce polską reprezentantkę na barykadach w Dolinie Rospudy?

– Gdy Greenpeace przeprowadzał pierwszą akcję w Rospudzie, mieliśmy ligę. Poza tym ja nigdy nie byłam zwolenniczką skrajnych rozwiązań.

Chyba że chodzi o… prywatne życie. Mam na myśli wydarzenia z 22 czerwca tego roku.

– No tak. Tego dnia zaręczyłam się z moim chłopakiem Adamem, ale decyzji o ślubie jeszcze nie podjęliśmy.