Strona główna | PGNiG Puchar Polski Mężczyzn | W poszukiwaniu lewej ręki

W poszukiwaniu lewej ręki

 

Oficjalnie obowiązki będzie pełnił od 1 sierpnia, ale właściwie już nie ma chwili spokoju. -Mam kilka zupełnie nowych spraw na głowie, którym od tej pory będę się poświęcał – mówi Marek Witkowski dyrektor sportowy Wisły Płock dla "Gazety Wyborczej – Mazowsze".

Jeszcze w poniedziałek prezes płockiego klubu Marek Janicki mówił, że nowy dyrektor ds. piłki ręcznej do końca lipca będzie jeszcze wykorzystywał zaległy urlop. Jednak na nadmiar wolnych chwil Marek Witkowski nie narzeka. Spotkanie goni spotkanie. Wszystko, żeby jak najszybciej wdrożyć się w nowe obowiązki. – Mam ich kilka – zaczyna wyliczać. – Muszę zadbać o profesjonalny sposób pracy z młodzieżą. Mieści się w tym wyłanianie talentów i szukanie ich w Polsce, pod kątem przyszłej gry w pierwszym zespole. Muszą to być młodzi i perspektywiczni gracze. Owszem, mamy swoich wychowanków, którzy trenują w grupach młodzieżowych. Ale jeśli pojawi się gdzieś w Polsce osoba, która będzie zainteresowana przyjściem do Płocka, żeby uczyć się i trenować, to będę o nią walczył. To element nowej polityki transferowej w klubie.

Na pierwszy ogień będą szli kandydaci na przyszłych rozgrywających i zawodnicy leworęczni, których jest wyraźny deficyt. Jak to się ma do stawianej za wzór płockiej szkoły piłki ręcznej – Niestety, nie zawsze w młodych rocznikach są utalentowani gracze – mówi Witkowski. – Ogólnie ciężko jest w Polsce z rozgrywającymi i leworęcznymi zawodnikami. Zwłaszcza żeby grać na środku, na odpowiednim i interesującym nas poziomie, zawodnicy muszą prezentować określone umiejętności. Przecież mają grać w ekipie mistrzowskiej. Pilnie potrzebny jest nam też gracz z dobrą lewą ręką, bo po kontuzji nie doszedł do siebie jeszcze Sebastian Rumniak, a Witalij Titov podpisał kontrakt z trzecią drużyną Słowenii. Testujemy Estończyka Roalda Karotoma, bo w młodzieżowych grupach takiego zawodnika nie ma.

Zdaniem Witkowskiego nie może być mowy o przypadku, a każdy taki transfer musi być przemyślany. – Chciałbym, żeby młodzi zawodnicy mieli możliwość kilkuletnich treningów z grupami rówieśniczymi, zanim przejdą do seniorów, jak kiedyś Sebastian czy Zbyszek Kwiatkowski. Bo naprawdę rzadko się zdarza, żeby 19-letni junior przeszedł płynnie do mistrzowskiej drużyny seniorskiej. Obie kategorie dzieli po prostu za duża przepaść. Tu trzeba stopniowego i umiejętnego wprowadzania, przecież gramy o najwyższe cele. Wszystko musi być tak ułożone, żeby był jak najmniejszy uszczerbek dla wyniku sportowego. Bo w Płocku taki musi być.

Są jeszcze dwie rzeczy, których spełnienie jest marzeniem nowego dyrektora. Zapełnienie płockiej hali, czy to będzie wysłużony Chemik, czy – w przyszłości – nowy obiekt, kibicami. – Chcę widowiska przed meczem, w trakcie i po meczu. Dla kibiców, którzy wypełnią szczelnie halę – rozmarzył się Marek Witkowski. – Fani muszą identyfikować się z klubem. Mam nadzieję, że z zarządem klubu uda się pewne rzeczy tak dopracować, żeby zapełnić trybuny. No i jeszcze myślę o organizacji klubu "czy też loży 100", żeby przyciągnąć jak największą liczbę ludzi, którzy chcieliby się promować przez sport.

Ogłoszenie przed pierwszym treningiem nowej roli Witkowskiego w klubie spotkało się z mieszanym przyjęciem. -Dla niektórych kolegów było to duże zaskoczenie. Ale mam dobry kontakt z chłopakami. Są w stanie wyczuć, kiedy jesteśmy kolegami, a kiedy będę ich przełożonym, choć to takie płynne. Niemniej ja nie zapomnę, że bez zawodników takie funkcje nie istnieją. Tak do tego podchodzę. A współpraca z trenerem Bogdanem Zajączkowskim? Wierzę w to, że będzie się układała dobrze i ona po prostu musi być. Mamy przecież wspólne cele -zaznacza Witkowski.