Strona główna | ZPRP | Chcę już zagrać

Chcę już zagrać

 

Czuję tak ogromny głód grania, że aż trudno mi go opisać. Chcę jak najszybciej wrócić do meczów ligowych. Dla mnie sezon mógłby zaczynać się już dziś – mówi dla „Gazety Wyborczej – Kielce” Tomasz Rosiński, który po rocznej przerwie wraca do gry w barwach Vive Kielce. Zawodnik trafił do Kielc ze Śląska Wrocław przed dwoma laty. Kontrakt z Vive kończy mu się za rok.

Zawodnik wraca po przerwie spowodowanej dyskwalifikacją za stosowanie środków dopingujących. W maju ubiegłego roku w organizmie zawodnika (i nie grającego już w Kielcach Pawła Nikiforowa) po ostatnim meczu sezonu z Zagłębiem Lubin wykryto norandosteron. Rosińskiego zawieszono decyzją władz ligi na dwa lata. Skrócenie kary przyniosła dopiero kolejna prośba z klubu, złożona dokładnie po roku jej odbywania.

Paweł Matys: Wróćmy do sprawy sprzed roku. Rzadko Pan w tej kwestii zabierał głos. Co się czuje w takiej sytuacji?

– Nigdy nie zapomnę chwili, gdy się o tym wszystkim dowiedziałem. Po meczu jechałem do rodzinnego Zabrza i nagle dostałem telefon z klubu, że wykryto u mnie środki dopingujące i mogę zostać zdyskwalifikowany. Od razu musiałem zmienić plany i wrócić do Kielc. Bardziej byłem potrzebny tutaj niż w domu, bo z kieleckimi działaczami walczyliśmy o jak najmniejszą karę. Gdy było już pewne, że nie będę mógł grać dwa lata, byłem bardzo przygnębiony. Nie spodziewałem się, że może mnie coś takiego spotkać, i nadal nie wiem, jak to się stało. Dotąd dla mnie jest to niepojęte, że identyczną substancję, niemal taką samą ilość iw tym samym czasie, przyjęło dwóch zawodników.

Teraz została już tylko ulga?

– Z tą radosną informacją o skróceniu kary zadzwonił do mniej prezes w czasie wakacyjnego urlopu. Byłem bardzo mile zaskoczony i dopiero potem mogłem wypoczywać. Nareszcie nie musiałem myśleć o tej karze, poczułem ulgę. Z wyjątkową chęcią wróciłem do Kielc, do ciężkiej pracy. Cieszę się z powrotu już nie mogę doczekać się pierwszych meczów o stawkę.

Wierzył Pan, że kara zostanie skrócona?

 -Tak szczerze, to nie… Wierzyłem w to na początku, gdy była decyzja o dwuletniej dyskwalifikacji, że moje odwołanie przyniesie skutek i najwyżej nie zagram pół roku. Teraz byłem nastawiony sceptycznie, bo wolałem przygotować się na najgorsze.

Czuł się Pan winny?

– Absolutnie nie. Nigdy.

Nie spodziewa się Pan nieprzyjemnej reakcji czy też docinków ze strony kibiców w innych halach?

 – Nie. Nigdy nie obawiałem się kibiców, praktycznie nie reaguję na nich. Mogę zapewnić, że ewentualne uwagi z ich strony jeszcze bardziej mnie zmotywują i będę grał jeszcze lepiej.

Jak Pan spędził ten rok zawieszenia?

– Cały czas trenowałem z zespołem, jednak nie na takich samych obrotach. Ciągle przyswajałem taktykę na treningach, ale trener raczej odstawiał mnie na drugi plan, np. pomagałem przy wariantach w obronie. To jednak oczywiste, bo nie byłem brany pod uwagę w meczu. A gdy drużyna jechała na obóz, to wówczas sam biegałem i chodziłem na siłownię.

Obawia się Pan o swoją formę?

– Liczę się z tym, że na początku sezonu z moją dyspozycją nie będzie najlepiej. Tak długa przerwa może odbić się niekorzystnie. Muszę się jednak mocno przyłożyć do treningów. Wierzę, że szybko udami się odbudować wysoką formę.

Czy Vive z Tomaszem Rosińskim i wracającymi po urazach Wojciechem Zydroniem i Pawłem Podsiadło będzie silniejsze od zespołu sprzed sezonu ze Stęczniewskim i Jureckim?

– Trudno to oceniać, porównywać. Vive już kiedyś grało z Zydroniem i Podsiadło, ale nie udało im się zdobyć mistrzostwa. Teraz jesteśmy mocni, myślę, że te powroty bardzo zaprocentują w grze. Wierzę, że wreszcie uda nam się zdobyć tytuł.

Jak wygląda klub po porządkach w sztabie szkoleniowym?

– Wszystko ma swoje miejsce w szeregu. Rządzi Aleksander Litowski. Z jego współpracownikami, m.in. z Radosławem Wasiakiem czy Stanisławem Hojdą dogadujemy się bardzo dobrze. Na treningach nie ma jednak dużej różnicy w porównaniu do ubiegłego sezonu.

Wierzy Pan, że jest jeszcze w notesie trenera kadry narodowej Bogdana Wenty?

– Mam nadzieję, że tak. Na pewno straciłem dużo przez kontuzje i dyskwalifikację, ale jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa. Dobrą grą w lidze mogę przekonać do siebie szkoleniowca. Liczę, że da mi jeszcze szansę.