Strona główna | ZPRP | Zmierzamy w tym samym kierunku

Zmierzamy w tym samym kierunku

 

Z przebiegu gry w Polsce zasługiwałyśmy na dużo większą wygraną niż cztery bramki. Dlatego wiedziałyśmy, że diabeł nie jest taki straszny, że Serbki są w naszym zasięgu. Może zabrzmi to nieskromnie, ale uważałyśmy, że jesteśmy lepsze – oceniła tuż po wywalczeiu awansu do Mistrzostw Świata 2007 i powrocie z Niszu reprezentacyjna kołowa Ewa Damięcka.

Jeśli chodzi o stopień trudności spotkań z Serbią od 1-10, to ile dałaby Pani punktów? – zapytał Jacek Kurowski w programie TVP „Sportowa niedziela”.

– Ciężko jest tak ocenić. Każdy mecz jest inny. Myślę, że ten pierwszy był dla nas bardzo trudny. Nie wiedziałyśmy, gdzie stoimy tak naprawdę w Europie, ponieważ było trochę przerwy w spotkaniach reprezentacji. W tej skali dałabym siedem.

Serbia to wymagający i bardzo trudny przeciwnik. W rankingu zdaje się jest wyżej  klasyfikowany od reprezentacji Polski.

– Wcześniej była to reprezentacja Jugosławii. Pamiętam jak pięć lat temu jechaliśmy do tego kraju po awans na mistrzowską imprezę. Wtedy zabrakło nam tam jednej bramki. To była ta sama hala. Z dziewczynami, które pamiętały tamto spotkania powiedziałyśmy sobie „dziś Serbia musi być zdobyta”.

W pierwszym meczu, w Lublinie było 27:23. Z jakim nastawieniem jechałyście na rewanż?

– Po zwycięstwo. Z przebiegu gry w Polsce zasługiwałyśmy na dużo większą wygraną niż cztery bramki. Dlatego wiedziałyśmy, że diabeł nie jest taki straszny, że rywalki są w naszym zasięgu. Może zabrzmi to nieskromnie, ale uważałyśmy, że jesteśmy lepsze. Wiedziałyśmy, że w Niszu się ciężko gra. Ta publika żywiołowo reaguje i wywiera presję na sędziach. Nasz trener nam podpowiedział, że „nie rozumiecie co oni krzyczą. Pomyślcie, że oni wam kibicują”. Na pewno nie broniłyśmy czterobramkowej przewagi, gdyż to nie miałoby sensu. Ta końcówka w rewanżu, to było takie małe rozluźnienie, bo awans był już w zasięgu.

W jakich okolicznościach trener Łakomy doznał kontuzji?

– Nie wiem jak to się stało. Wówczas byłam na boisku. Zaważyłam, że był wzięty czas, na 2 minuty do końca. Podszedł do nas drugi trener, Gościński. Byłam trochę tym zaniepokojona, gdyż to zawsze trener Łakomy podczas przerw rozmawiał z nami w sposób żywiołowy. W tym momencie siedział na ławce. Po końcowym gwizdku spostrzegłam, że trzyma się za nogę.

Jedna z Pani koleżanek powiedziała, że chciałyście dorównać chłopakom?

– Chłopcy zrobili superwynik. Mistrzostwa świata są dla nas tą samą furtką. Każdy sportowiec myśli o olimpiadzie. Aby zaistnieć w Pekinie, to mamy szansę pokazania się na mistrzostwach. Życzyłabym sobie, aby wrócić z takim samym medalem jak męska reprezentacja.

Na poprzednich mistrzostwach świata reprezentacja zajęła 19. miejsce na 24 drużyny. To zdecydowanie poniżej oczekiwań kibiców. Czy jest szansa, że będzie znaczna poprawa?

– Nie chcę składać deklaracji. Zeszłoroczne mistrzostwa Europy pokazały, że zaczynamy się liczyć w czołówce. W tej chwili w reprezentacji jest świetna atmosfera. Tworzymy superkolektyw. Każda z nas, łącznie ze sztabem szkoleniowym i medycznym, zmierza w tym samym kierunku. Może spotkamy się po Paryżu i wtedy powiem jak było.