Bramkarz-pielgrzym

 

Ma 33 lata, 1.87 m wzrostu, 90 kg wagi. Ze Śląskiem Wrocław zdobył w 1997 roku mistrzostwo Polski, później występował w VfL Fredenbeck (w roku 2002 był uczestnikiem meczu gwiazd II ligi niemieckiej). Dziś podpora Zagłębia Lubin, z którym zdobył brąz w 2006 i srebro w 2005 roku. To głównie dzięki niemu jego klub jest tak mocny w tegorocznych rozgrywkach. O byłym reprezentancie Polski, Szymonie Ligarzewskim – pisze „Przegląd Sportowy”.

Jest bardzo mocnym punktem zespołu Zagłębia Lubin, które ostro walczy o tytuł mistrza Polski piłkarzy ręcznych z płocką Wisłą. Po czterech meczach jest remis 2:2. 33-letni Szymon Ligarzewski doskonale spisywał się w obu spotkaniach w Lubinie i sobotnim w Płocku, kiedy miał 20 udanych interwencji.

Trener: nie, bo nie

A jednak w przyszłym sezonie nie będzie występować w miedziowej drużynie. Nie chce go trener Jerzy Szafraniec.

Szkoleniowiec lubińskiej siódemki" a jednocześnie dyrektor klubu mówi, że to jego własna i suwerenna decyzja. – Jestem odpowiedzialny za strategię Zagłębia Lubin: drużyn żeńskiej i męskiej – mówi Szafraniec. – Mam koncepcję zespołu na najbliższe lata i w niej Szymon się nie mieści. Nie zgłaszam żadnych zastrzeżeń do jego postawy sportowej. Broni nawet lepiej niż oczekiwałem. Jego umowa wygasa w czerwcu i obie strony mają prawo jej nie przedłużyć. Ja tak właśnie zadecydowałem.

Jak się dowiedzieliśmy, drugim bramkarzem obok Michała Swirkuli będzie w następnym sezonie Witalij Kowtun, 32-letni zawodnik ostatnio występujący w Śląsku Wrocław.

Ligarzewski nie wie dokładnie, dlaczego z jego zrezygnowano. Nie, bo nie i koniec. Chce jednak grać do końca jak najlepiej potrafi i uważa, że znajdzie sobie jakiś klub. – To jest praca, poszukam sobie innej – mówi trochę ze smutkiem. – Miałem trzy propozycje z Niemiec, ale nie chcę znowu wyjeżdżać. Grałem tam przez sześć lat, wróciliśmy do kraju i tu chcemy mieszkać. Rodzina jest bardzo ważna, a niezbyt dobrze czuliśmy się w Niemczech. Zresztą większość moich kolegów planuje wrócić do Polski po występach w Bundeslidze. Choćby Sławek Szmal, Jacek Będzikowski czy Mariusz Jurasik.

Szymon mieszka na co dzień w swojej rodzinnej Bydgoszczy. Tam dzieci (5 i 10 lat) chodzą do przedszkola i szkoły. Do Lubina przyjeżdża w środę. Trzy dni trenuje potem mecze i powrót do Bydgoszczy. – Jestem trochę tułaczem, wciąż jeżdżę między Bydgoszczą a Lubinem i innymi miastami.

Lubi czuć głód gry

Ligarzewski prowadzi rozmowy na temat swojej przyszłości. W grę wchodzą dwa kluby: Wisła Płock i Chrobry Głogów. – Wiadomo, jaka jest sytuacja w Polsce. Są tylko nieliczne profesjonalne kluby: Płock, Kielce i tu w zagłębiu miedziowym. Reszta finansowo stoi słabo, a przecież jeszcze trzeba trochę zarobić.

W reprezentacji – tak uważa -bronił nie najgorzej, ale Bogdan Wenta nie powoływał go od dłuższego czasu. Może dlatego, że dwa razy nie mógł przyjechać na zgrupowanie, bo miał kłopoty z synem, któremu pojawił się guz na płucach. A może do opiekuna kadry doszło, że Ligarzewski ćwiczy tylko od środy? Z drugiej strony sam Szymon mówi, że lubi czuć głód gry, być świeżym. – Taki już mam organizm. Nie potrzebuję wielkich obciążeń – kończy trochę już weselszy Ligarzewski.

Sylwester  Sikora