Strona główna | PGNiG Superliga Kobiet | Ratować czy likwidować Łącznościowca?

Ratować czy likwidować Łącznościowca?

 

Nie wiadomo jaka przyszłość czeka szczeciński klub piłki ręcznej Łącznościowiec. Radny PO Paweł Gzyl, który miał ochotę przejąć ster i pokierować Łącznościowcem, po zapoznaniu się z sytuacją finansową klubu, zrezygnował z tego pomysłu. Twierdzi przy tym, że jedynym wyjściem jest postawienie stowarzyszenia w stan upadłości i próba budowy nowego klubu od podstaw. Inne zdanie ma wiceprezes Łącznościowca Piotr Jóźwiak, który jest gotowy podjąć się zadania uratowania Łącznościowca – pisze „Kurier Szczeciński”.

– Łącznościowiec to tradycja – mówi P Jóźwiak. – Jesteśmy rozpoznawalni i kojarzeni ze szczecińską piłką ręczną. Uważam, że trzeba zrobić wszystko, by ten klub uratować. Bo najłatwiej jest wszystko przekreślić i zlikwidować. Zgadzam się natomiast z tym, że u steru powinni stanąć ludzie z pomysłami i wizją przyszłości. Zapewniam, że nikt nie ma ochoty kurczowo trzymać sie. stanowisk i tytułów. Ja sam chętnie usunę się w cień.

Problemem są pieniądze. Według wyliczeń przedstawicieli władz miasta, dług Łącznościowca sięga miliona złotych (dla porównania: by spokojnie myśleć o rywalizacji w ekstraklasie, klub powinien mieć budżet w wysokości ok. 600 tysięcy na sezon). Na tę kwotę składa się przede wszystkim bezumowne korzystanie z hotelu przy ul. Twardowskiego.

– Zarząd Budynków i Lokali Komunalnych wypowiedział nam umowę dzierżawy i nalicza teraz podwójny czynsz, czyli 26 tysiące miesięcznie – mówi P Jóźwiak. -Uważam jednak, że przy odrobinie dobrej woli i chęci władze miasta przyjęłyby naszą argumentację, iż ten dług jest wirtualny. Cały czas wpłacamy na konto Łącznościowca pieniądze, bez których już dawno klub by upadł. Tylko w tym sezonie było to 210 tysięcy złotych. Poza tym ponieśliśmy nakłady na remont obiektu. Wszystko możemy udokumentować.

Problemy finansowe przełożyły się na atmosferę w klubie. Zawodniczki poczuły sie: zlekceważone i część z nich postanowiła poszukać solidniejszego pracodawcy. Do AZS AWFiS Gdańsk odeszły Joanna Sawicka i Patrycja Mikszto.

Do Łączpolu Gdynia zaś, klubu na budowę którego miasto wygospodarowało pół miliona złotych, Kamila Całużyńska, Monika Andrzejewska, Solomija Szywierska, Anna Szott oraz trener Grzegorz Gościński.

– To oczywiście bardzo poważne osłabienia, ale szanujemy decyzję dziewcząt – mówi wiceprezes Jóźwiak. – Z powodów finansowych nie stać nas na transfery, dlatego postanowiliśmy zbudować zespół w oparciu o utalentowane juniorki. Po ostatnich rozmowach mam też zapewnienie, że w Szczecinie pozostają Iwona Brzozowska, Monika Kalwasińska, Sylwia Piontke, Agata Roi, Anna Baranowska, Adriana i Anna Gryglickie oraz prawie na pewno Dagmara Zaniewska i Olena Naumienko. Uważam, że w tym składzie nie powinniśmy mieć większych problemów z uratowaniem się przed degradacją.