12 lat i 200 spotkań – tyle czasu Michał Jurecki spędził w reprezentacji Polski. 553 gole, trzy medale mistrzostw świata, dwa udziały w igrzyskach olimpijskich, tytuł najlepszego lewego rozgrywającego mistrzostw Europy 2016, status ulubieńca wśród kibiców Biało-Czerwonych – tyle w tym czasie osiągnął. Po raz ostatni w barwach reprezentacji Polski wystąpił w maju 2017 roku, a 18 października 2023 roku poinformował o zakończeniu zawodniczej kariery.
W rozmowie ze Związkiem Piłki Ręcznej w Polsce Michał Jurecki wraca do okresu gry w reprezentacji Polski i wspomina swój/swoją…
…pierwszy mecz
“To było tak dawno temu, że już niewiele pamiętam! Do głowy przychodzą mi jednak dwie daty. Pierwsza to towarzyski mecz ze Słowacją w 2005 roku (30:25). To był turniej świąteczny, a w reprezentacji występowali wyłącznie zawodnicy z polskiej ligi, więc być może powinniśmy potraktować ją jako kadrę B. Wówczas prawdziwym debiutem byłyby spotkania z Rumunią na wiosnę 2006 roku, kiedy dostałem powołanie razem ze wszystkimi najlepszymi zawodnikami w kraju. Miałem wtedy 21 czy 22 lata. Pamiętam duże nerwy, ale najwyraźniej pokazałem się dość dobrze, bo pół roku później przyszło kolejne powołanie (śmiech)! Gra z orzełkiem na piersi zawsze była dla mnie powodem do wielkiej dumy”.

…najlepszy mecz
“Pierwszy, który przychodzi mi na myśl, to półfinał Mistrzostw Świata 2007 przeciwko Duńczykom. Po 60 minutach był remis (26:26), po pierwszej części dogrywki także (30:30), Wchodzę do gry w drugiej połowie doliczonego czasu, rzucam dwie bramki z rzędu, budujemy przewagę i wygrywamy (36:33)! To właśnie wtedy trener Bogdan Wenta wziął słynny czas, podczas którego powiedział, że wchodzę na parkiet i zapytał mnie, czy jestem gotowy. Odpowiedziałem bez wahania, że “od urodzenia!”. Choć muszę przyznać, że byłem nieco zaskoczony, bo do tej pory rzucał głównie Karol Bielecki. Na tym etapie meczu był jednak zmęczony i potrzebował zmiany. Moja odpowiedź była w pełni spontaniczna, a ten tekst przypominany jest w mediach do dzisiaj. Po czasie, mecz z Danią uważam za jeden z najważniejszych w całej mojej karierze”.
…najgorszy mecz
“Remis z Serbią (25:25) w turnieju kwalifikacyjnym do Igrzysk Olimpijskich 2012. Z powodu tego spotkania do Londynu polecieli Hiszpanie i Serbowie, a my oglądaliśmy igrzyska w telewizji. Nie chodzi nawet o cały mecz, ale o samą końcówkę w moim wykonaniu. By awansować, potrzebowaliśmy wygrać nawet jednym golem i prowadziliśmy w meczu przez większość spotkania. W końcówce, przy wyrównanym wyniku, kończyłem akcję rzutem. Zrobiłem błąd, nie trafiłem, a Ivan Nikcević przejął piłkę i rzucił dla Serbii bramkę z kontrataku na remis. Odpadliśmy. Długo ubolewałem nad tą sytuacją. Nawet jeśli przez cały mecz grałem w porządku, ostatnia akcja przekreśliła wysiłek całego zespołu”.
…największy sukces
“W tym miejscu trzeba wymienić wszystkie trzy medale wielkich imprez: srebrny z mistrzostw świata w 2007 i dwa brązowe z 2009 i 2015 roku. Każdy z nich smakował pięknie, ale też różnił się od pozostałych. W Niemczech byliśmy “czarnym koniem” i sprawiliśmy wielkie zaskoczenie. To był dla nas pierwszy wielki sukces na arenie międzynarodowej. Ja jednak dopiero wchodziłem do reprezentacji. O jej sile stanowili inni. W Chorwacji reprezentacja była już bardziej doświadczona, ale początek turnieju nie był dla nas udany. Musieliśmy odrabiać straty w drugiej fazie, do półfinału awansowaliśmy po niezapomnianym meczu z Norwegią (31:30). W Katarze z kolei byłem jednym z liderów trochę zmienionej reprezentacji. Wtedy miałem bardzo duży wpływ na grę, więc znowu trochę inaczej odbierałem ten turniej. Pamiętam, że w półfinałowym meczu z Katarem (29:31) czułem się bardzo dobrze (Michał Jurecki rzucił 9 bramek – red.), a spotkanie na początku wyglądało trochę jak starcie ja kontra Katar (śmiech)!”

…największą porażkę
“Znowu trzeba wspomnieć o kilku sytuacjach. Mówiłem już o turnieju kwalifikacyjnym w Alicante z 2012 roku, ale do głowy przychodzi mi kolejne spotkanie: z Chorwacją podczas Mistrzostw Europy 2016 w Polsce. Zajęliśmy pierwsze miejsce w fazie grupowej, w której ograliśmy Francuzów (31:25). Z Chorwacją nawet nie musieliśmy wygrać, by awansować do półfinału! Mogliśmy sobie pozwolić na porażkę kilkoma bramkami, a ostatecznie przegraliśmy czternastoma (23:37) i odpadliśmy z walki o medale przed własną publicznością. Do dzisiaj nie mam dobrego wytłumaczenia, co się stało. Po prostu czasem są takie dni, kiedy nic nie idzie. Niestety, nam przytrafił się taki dzień w najmniej odpowiednim momencie”.
…największy niedosyt
“Oczywiście, musimy bardzo mocno doceniać to, co zdobyliśmy i wspólnie osiągnęliśmy, ale to prawda, że z perspektywy czasu odczuwamy niedosyt, bo wiemy, że stać nas było na jeszcze więcej! Po Igrzyskach Olimpijskich w Rio w 2016 roku wielu mówiło, że gdyby nie moja kontuzja, na pewno wrócilibyśmy z medalem. Tego już się nie dowiemy. W Katarze w 2015 roku powinniśmy być w finale. Myślę, że wszyscy wiedzą, co mam na myśli. Bardzo żałuję także turnieju Mistrzostw Europy w 2010 roku w Austrii. Byliśmy wtedy w bardzo dobrej formie, pierwszą porażkę zaliczyliśmy dopiero na koniec drugiej fazy grupowej przeciwko Francji (24:29), wcześniej pokonując choćby Niemców (27:25) czy Hiszpanów (32:26). W półfinale drugi rok z rzędu zatrzymała nas jednak Chorwacja. Najpierw pokonali nas u siebie podczas MŚ 2009 (29:23), a na dokładkę rok później w Austrii (24:21)”.
…największą satysfakcję
“Największą satysfakcję i dumę z gry w kadrze odczuwam z tego, że przez tyle lat występowałem w niej razem z bratem Bartoszem. Na każdym zgrupowaniu mieszkaliśmy razem w pokoju, na parkiecie byliśmy bardzo zgrani i zawsze mocno się wspieraliśmy. Oczywiście – jak to między braćmi – potrafiliśmy się nieźle pokłócić na treningu lub poza boiskiem, ale zawsze potrafiliśmy rozdzielać te sprawy. Jakiekolwiek prywatne kwestie odkładaliśmy na bok wraz z wejściem parkiet, a to, co na boisku, nigdy nie wpływało na naszą relację poza szatnią”.

…najbardziej szalony mecz
“Dwa mecze. Pierwszy – wiadomo – z Norwegią w 2009 roku. Musieliśmy wygrać, a 15 sekund przed końcem meczu był remis i piłkę mieli rywale. Wzięli czas, wprowadzili dodatkowego zawodnika i grali z pustą bramką. Do teraz nie za bardzo wiem, jaki Norwegowie mieli pomysł na tę akcję, bo bardzo mocno pilnowaliśmy ich obrotowego. W każdym razie po chwili zobaczyłem bezpańską piłkę i już chciałem ją łapać, by podać na skrzydło do Mariusza Jurasika, gdy uprzedził mnie Artur Siódmiak. Myślałem, że też będzie podawał, ale rzucił przez całe boisko! Trafił, awansowaliśmy! Kolejnego dnia na treningu próbowaliśmy powtórzyć wyczyn Artura i nie wszystkim się to udało. To tylko pokazuje, jak mało dzieli w sporcie zwycięstwo od porażki. Drugi mecz, który dorównał dramaturgią, to spotkanie o brązowy medal w Katarze przeciwko Hiszpanii. W końcówce musieliśmy odrabiać straty, ale fantastyczną formę złapał Michał Szyba. Doprowadziliśmy do dogrywki i wygraliśmy jedną bramką, zdobywając kolejny medal (29:28)”.
…najgorszy moment
“Zdecydowanie kontuzja w meczu z Egiptem podczas Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro w 2016 roku. Byłem wtedy w szczytowym momencie w karierze, chwilę wcześniej wraz z drużyną z Kielc wygrałem Ligę Mistrzów i czułem, że mogę przenosić góry. Formą po prostu przewyższałem przeciwników, kolejne bramki zdobywałem z łatwością. Dlatego do Brazylii jechałem z dużymi nadziejami na medal. W trzecim meczu turnieju uszkodziłem jednak kostkę. Myślałem, że uda mi się jeszcze wrócić do gry. Mówiłem, że mogę grać nawet na chodzonego (śmiech)! Wynik badań lekarskich przekazał mi trener Talant Dujshebaev. Gdy powiedział, że nie mogę grać, nie chciałem w to uwierzyć i pogodzić się z kontuzją. Kiedy wszystko do mnie dotarło, musiałem dać upust emocjom. Po prostu rozkleiłem się pod prysznicem”.
…ostatni mecz
“To był 2017 rok i spotkanie z Białorusią w ramach eliminacji do Mistrzostw Europy 2018. Zremisowaliśmy (25:25), ale nie awansowaliśmy do turnieju głównego. Schodząc z parkietu jeszcze nie wiedziałem, że za niedługo podejmę decyzję o zakończeniu kariery reprezentacyjnej. Wpłynęły na to kolejne wydarzenia związane z kadrą. Teraz kibicuję reprezentacji z boku i widzę, że czeka nas bardzo dużo pracy. Wierzę, że wrócimy na salony, ale ten proces będzie wymagał czasu. W tym momencie nie mamy możliwości walki o najwyższe cele na mistrzostwach Europy czy świata, pewnego poziomu nie jesteśmy w stanie przeskoczyć, ale mamy zawodników, którzy wciąż mogą się rozwijać. Chcę zostać przy piłce ręcznej i zrobić wszystko, by przyczynić się do dalszego rozwoju naszej dyscypliny. Być może w ten sposób za kilka lub kilkanaście lat nasza reprezentacja z powrotem będzie wśród najlepszych”.
Rozmawiał Maciej Szarek







